27.03.2025, 11:52 ✶
Charles odetchnął głębiej starając się uspokoić emocje. Zdawał sobie sprawę z własnej porywczości, która zbyt często stała na drodze zdrowemu rozsądkowi. Czas jednak nie działał na jego korzyść, bo rozedrgany umysł mógł dojść do niewłaściwych wniosków. Przecierał dłonią wypalone dziurki na koszuli, jakby samo to mogło sprawić, że materiał na powrót połączy się w jedno i będzie cały. Koszula nie była jeszcze zrujnowana, ale z pewnością wymagała uwagi magicznego krawca, a tego ranka - przebrania.
- Może mam. - Burknął Charlie, rozprawiając się z dopiero co zawiązanym krawatem. Pasek materiału szybko dał się rozplątać mimo drżących dłoni. - Może zapodział się w trakcie przeprowadzki. - Zadawał pytania bez odpowiedzi, odrzucając krawat na nieopodal stojące krzesło, nim zajął się guzikami koszuli. - Może będą musiały ci wystarczyć moje słowa, tato, chociaż najwyraźniej niewiele znaczą w tej sytuacji. A o Scarlett nawet nie wspominaj. Nie poznaję własnej siostry, tak została zmanipulowana przez tego szczura.
Ojciec był spokojny, ale Charlie, wręcz przeciwnie. Gdy skończyła mu się cierpliwość w wysupływaniu guzików z dziurek, po prostu pociągnął za poły koszuli, a zapięcia wyskoczyły ze swoich miejsc. Szczęśliwie żaden guzik mie odpadł.
- Poprosiłem ją, żeby miała na ciebie oko, tato, gdy ja nie mogę, bo mnie, w twoich słowach: wypierdoliliście, a ona jest w domu. Okazało się, że to dla niej za dużo, gdy ten gnój pokazał jej świat wolny od rodziny. - Prychnął, wyswobadzając się z koszuli. Skierował się za drzwi, za róg, znikając na moment ojcu z widoku. - Potraktowała to jako atak na jej wolność, przyznała się, że nie ma czasu być w domu, nie ma czasu zerknąć na ciebie i na Sophie, gdy tego potrzebujecie w trudnej sytuacji, bo ona ma własne życie. Na bogów, tato, ona wiąże się z własnym kuzynem!
Już po chwili Charles pojawił się ponownie, tym razem w czarnej koszuli, wciąż niezapiętej, lecz całej i czystej.
- Nie to było najgorsze. Nazwała mnie impotentem po tym, jak odmówiłem jej namawianiom, żeby zabrać pannę z dobrego domu do łóżka przy pierwszym spotkaniu, podkreślając, że to niewłaściwe. Obawiam się, że ten Baldwin pokazał jej świat, którym się zachłysnęła i wykorzystuje ją nie tylko emocjonalnie. Nie o mnie musisz się martwić... Chociaż spodziewam się, że i tak mi nie wierzysz. Nie mam listu, nie mam dowodu, a moje słowa najwyraźniej nic już dla ciebie nie znaczą. - Wykrzywił usta, z goryczą wyciągając złe wnioski. - Możesz wierzyć jej i Baldwinowi. Jeśli będzie to dla cienie łatwiejsze, uznaj, że go zaatakowałem bez przyczyny. Zresztą, i tak już to uznałeś, wyjec jest dowodem.
Ser na tostach zaczął przypiekać się nieco zbyt mocno, wypełniając przestrzeń swoim przypalonym zapachem.
- Może mam. - Burknął Charlie, rozprawiając się z dopiero co zawiązanym krawatem. Pasek materiału szybko dał się rozplątać mimo drżących dłoni. - Może zapodział się w trakcie przeprowadzki. - Zadawał pytania bez odpowiedzi, odrzucając krawat na nieopodal stojące krzesło, nim zajął się guzikami koszuli. - Może będą musiały ci wystarczyć moje słowa, tato, chociaż najwyraźniej niewiele znaczą w tej sytuacji. A o Scarlett nawet nie wspominaj. Nie poznaję własnej siostry, tak została zmanipulowana przez tego szczura.
Ojciec był spokojny, ale Charlie, wręcz przeciwnie. Gdy skończyła mu się cierpliwość w wysupływaniu guzików z dziurek, po prostu pociągnął za poły koszuli, a zapięcia wyskoczyły ze swoich miejsc. Szczęśliwie żaden guzik mie odpadł.
- Poprosiłem ją, żeby miała na ciebie oko, tato, gdy ja nie mogę, bo mnie, w twoich słowach: wypierdoliliście, a ona jest w domu. Okazało się, że to dla niej za dużo, gdy ten gnój pokazał jej świat wolny od rodziny. - Prychnął, wyswobadzając się z koszuli. Skierował się za drzwi, za róg, znikając na moment ojcu z widoku. - Potraktowała to jako atak na jej wolność, przyznała się, że nie ma czasu być w domu, nie ma czasu zerknąć na ciebie i na Sophie, gdy tego potrzebujecie w trudnej sytuacji, bo ona ma własne życie. Na bogów, tato, ona wiąże się z własnym kuzynem!
Już po chwili Charles pojawił się ponownie, tym razem w czarnej koszuli, wciąż niezapiętej, lecz całej i czystej.
- Nie to było najgorsze. Nazwała mnie impotentem po tym, jak odmówiłem jej namawianiom, żeby zabrać pannę z dobrego domu do łóżka przy pierwszym spotkaniu, podkreślając, że to niewłaściwe. Obawiam się, że ten Baldwin pokazał jej świat, którym się zachłysnęła i wykorzystuje ją nie tylko emocjonalnie. Nie o mnie musisz się martwić... Chociaż spodziewam się, że i tak mi nie wierzysz. Nie mam listu, nie mam dowodu, a moje słowa najwyraźniej nic już dla ciebie nie znaczą. - Wykrzywił usta, z goryczą wyciągając złe wnioski. - Możesz wierzyć jej i Baldwinowi. Jeśli będzie to dla cienie łatwiejsze, uznaj, że go zaatakowałem bez przyczyny. Zresztą, i tak już to uznałeś, wyjec jest dowodem.
Ser na tostach zaczął przypiekać się nieco zbyt mocno, wypełniając przestrzeń swoim przypalonym zapachem.