27.03.2025, 15:42 ✶
Rodolphus nie oglądał się za siebie. Gdy drzwi zostały wyważone, wkroczył do Rozgłośni, unosząc różdżkę przed sobą, będąc gotowy do natychmiastowej reakcji, gdyby coś poszło nie tak. Był wieczór, a raczej już prawie noc - nie powinno być tu zbyt wiele osób. I tak było, faktycznie. Rozgłośnia Radiowa była niewielkim miejscem, lecz na pewno nie była pojedynczym pomieszczeniem. Recepcja, do której weszli niczym zwiastuny śmierci, nie była pusta. W środku znajdowała się kobieta, która wylądowała na ścianie, uderzona drzwiami. Musiała znaleźć się na linii lotu drzwi. Och jejku... Siedziała pod ścianą, wykrzywiając twarz z bólu. Czy coś złamała? Jak miała na imię, jakiej była krwi? To nie miało teraz znaczenia: mimo iż nie wyglądała, wciąż mogła stanowić zagrożenie.
Rozgłośnia miała jeszcze dwie pary drzwi. Lestrange wycelował różdżką w kobietę.
- Sprawdź wszystkie drzwi, ktoś musi nadawać komunikat - podejrzewał, że drzwi do miejsca, z którego nadawano komunikaty, były zamknięte na klucz, może nawet zabezpieczone zaklęciami, lecz Mulciber będzie musiał sobie sam poradzić. On chciał sobie porozmawiać z kobietą, która właśnie otwierała oczy. - Dobry wieczór. Siedź spokojnie, a nie stanie ci się krzywda.
Jego głos był mocno zniekształcony przez maskę, przez co zwyczajowy, łagodny ton głosu zabrzmiał jak sucha, beznamiętna groźba. I to chyba spowodowało, że kobieta zaczęła wrzeszczeć.
- Arthur! Już są! - wrzasnęła, poruszając się gwałtownie. Lestrange cmoknął. Jakby huk drzwi nie zaalarmował drugiej osoby w Rozgłośni, że ktoś tu przybył, to ta baba musiała dorzucić swoje trzy grosze. Nie spodobało mu się to: wycelował więc różdżką w jej głowę, by rzucić na kobietę zaklęcie cruciatus.
Rzucam na nekromancję (cruciatus, spaczenie III, 2 kropki) na kobietę
Rzut N 1d100 - 65
Sukces!
Sukces!