27.03.2025, 17:18 ✶
Do tego była pyskata. Wywrócił ostentacyjnie oczami, słysząc jej odpowiedź, bo najwyraźniej miała w tym momencie o wiele mniej istotne rzeczy do roboty, skoro miała czas cokolwiek gadać pod nosem.
Zamilkł, ale wyraz jego twarzy wyrażał wszystko. Miała rację uważając, że dla niego dzisiejsze spotkanie było błędem. W jego mniemaniu powinna się w ogóle nie pokazywać w takim stanie, bo to nie był żaden konkurs odnośnie tego czy była w stanie poradzić sobie z sytuacją lepiej od... właśnie, od kogo? Tu nie było żadnej konkurencji, pomijając jej ego i kompulsywną potrzebę udowodnienia, że inni się mylą.
Zamknęła licho w wyczarowanej bańce i stworzenie przez chwilę obijało się w jej wnętrzu ze wściekłością. Nie ważne jednak jak bardzo walczyło, nie było w stanie poradzić sobie z więzieniem i w końcu zostało przetransportowane kolejnym zaklęciem tak, by znaleźć się w przygotowanej klatce.
Levi uśmiechnął się, krzywo bo krzywo, ale w raczej zadowolony sposób. Sprawę lich mieli bowiem z głowy, a jego pracownicy mogli w spokoju oddać się swoim zadaniom na tym terenie. Co zaś tyczyło się pochwyconych zwierzątek, cóż, już on się nimi zaopiekuje. Teleportowali się razem z Faye do budynków administracyjnych rezerwatu, gdzie licha trafiły do bezpieczniejszych klatek, a oni mogli zająć się formalnościami - w końcu zatrudnił ja tego dnia, a przez to trafiła w jej ręce pokaźna sakiewka z darmową poradą, żeby następnym razem może wzięła chorobowe w takich przypadkach. Podziękował jej nawet, ale w ten sztywny, formalny sposób, myśląc już tylko o tym, że teraz czekał go powrót do naprawy kosiarki.
Zamilkł, ale wyraz jego twarzy wyrażał wszystko. Miała rację uważając, że dla niego dzisiejsze spotkanie było błędem. W jego mniemaniu powinna się w ogóle nie pokazywać w takim stanie, bo to nie był żaden konkurs odnośnie tego czy była w stanie poradzić sobie z sytuacją lepiej od... właśnie, od kogo? Tu nie było żadnej konkurencji, pomijając jej ego i kompulsywną potrzebę udowodnienia, że inni się mylą.
Zamknęła licho w wyczarowanej bańce i stworzenie przez chwilę obijało się w jej wnętrzu ze wściekłością. Nie ważne jednak jak bardzo walczyło, nie było w stanie poradzić sobie z więzieniem i w końcu zostało przetransportowane kolejnym zaklęciem tak, by znaleźć się w przygotowanej klatce.
Levi uśmiechnął się, krzywo bo krzywo, ale w raczej zadowolony sposób. Sprawę lich mieli bowiem z głowy, a jego pracownicy mogli w spokoju oddać się swoim zadaniom na tym terenie. Co zaś tyczyło się pochwyconych zwierzątek, cóż, już on się nimi zaopiekuje. Teleportowali się razem z Faye do budynków administracyjnych rezerwatu, gdzie licha trafiły do bezpieczniejszych klatek, a oni mogli zająć się formalnościami - w końcu zatrudnił ja tego dnia, a przez to trafiła w jej ręce pokaźna sakiewka z darmową poradą, żeby następnym razem może wzięła chorobowe w takich przypadkach. Podziękował jej nawet, ale w ten sztywny, formalny sposób, myśląc już tylko o tym, że teraz czekał go powrót do naprawy kosiarki.
Koniec sesji