Najwyraźniej Elias nie do końca zrozumiał, o co jej chodzi. Nie byłby to pierwszy raz. Często zdarzało im mówić do siebie w zupełnie obcym języku, a niby byli bliźniakami, szkoda, że nie do końca było to widać poprzez ich sposób komunikacji. Niby mówiono, że ten rodzaj rodzeństwa miał specjalną więź, rozumiał się bez słów... Ta, jasne, w ich przypadku coś się nie zgadzało, może byli wyjątkiem potwierdzającym regułę? Morgana jedna mogła to wiedzieć.
- Jasne, ale to nie jest jedyna główna ulica. - Naprawdę musiała mu tłumaczyć teraz swoje skróty myślowe? Mogli zaszyć się w niemagicznej części miasta, zniknąć z dala od tego tłumu, to wcale nie wydawało się być takie trudne do realizacji. No, może odrobinę, bo musieli się przepchnąć przez tych ludzi. Nie wydawało się to wcale takie proste, ale też nie byli skazani na porażkę. Wierzyła w to, że zjedzą ten obiad.
Tak, dawno nie było tutaj takiego zbiegowiska. Prudence nie sądziła, że kiedyś tyle osób w jednym miejscu, no w tym miejscu. Nawet podczas jarmarków w sabaty nie oblegały okolicy, aż takie tłumy, a może inaczej - rozchodziły się wtedy między stoiskami i nie blokowały głównej ulicy. Nie będzie łatwo się między nimi przepchać, czuła to w kościach, nie mieli jednak innego wyjścia, szczególnie, że już dołączyli do protestujących.
- Nie przesadzaj. - Jasne, nie wyglądało to szczególnie kolorowo, ale nie wydawało jej się również być nie do ogarnięcia. Kto jeśli nie oni? Razem zdarzało im się już przecież działać cuda.
- Musieliby mnie dosięgnąć tym barkiem, na szczęście ledwo odrosłam od ziemi. - Próbowała nawet zażartować, a to nie zdarzało się często. Można było więc domyślić się, że Prue nie czuła się zbyt dobrze. Cóż, nie znosiła tłumów. Nie odnajdywała się w takim gęstym towarzystwie. Robiło się coraz głośniej, bo ludzie zaczęli skandować swoje hasła. Jeszcze chwila, a rozboli ją głowa, tego wolałaby zdecydowanie uniknąć.
Wcale nie tak łatwo było jej przyznać się do tego, że potrzebowała pomocy brata. To nie przychodziło jej naturalnie, bo Bletchley miała tendencje do radzenia sobie ze wszystkim sama. Tyle, że potrafiła spoglądać na problem z boku, wiedziała, że w tym przypadku bardzo łatwo mogliby się zgubić wśród ludzi. Nie chciała przemieszczać się bez niego między nimi, obawiała się, że ktoś mógłby ją zdeptać. Zdecydowanie go potrzebowała do tego, aby wyjść stąd w jak najmniej problematyczny sposób.
Pokręciła jedynie głową słysząc jego komentarz, ale nie oponowała. Wyciągnęła dłoń w stronę brata, dzięki czemu mógł spleść ze sobą ich palce. Poczuła się pewniej, przynajmniej nie stracą się z oczu. Normalnie pewnie zaczęłaby swój wyrzut na temat tego, że wcale nie jest młoda, bo dzieli ich tylko piętnaście minut, tyle, że nie miała szczęścia i urodziła się rok po nim, mimo takiej drobnej różnicy czasowej. Tym razem jednak tego nie zrobiła.
Wiele razy przemieszczali się w podobny sposób. To było dla nich naturalne, przynajmniej kiedy byli dziećmi. Spędzili ze sobą całe życie, no, przynajmniej tę część kiedy nie byli dorośli. Później ich kontakt nie był, aż tak częsty, chociaż nie przestali się spotykać, nadal gościli w swoich życiach i nie sądziła, że miałoby to się kiedykolwiek zmienić, w końcu mieli tylko siebie, byli bliźniakami, to była naprawdę silna więź.
- Tak, trzymajmy się od nich... - Nie zdążyła dokończyć, bo poczuła szarpnięcie swojej dłoni. Tłum na nich napierał, przez co jej brat się potknął i poleciał. Nie puściła jednak jego ręki, nadal się jej kurczowo trzymała, chociaż nie było w niej zbyt wiele siły, nie była w stanie mu pomóc, przed ewentualnym upadkiem. Jedyna nadzieja w tym, że jego nogi okażą się silniejsze. Próbowała się zaprzeć na swoich stopach, aby na niego nie wpaść.
Slaby sukces...
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control