Morphes parsknął śmiechem, patrząc na swoje karty i wcale nie zaglądając w przyszłość, nawet jeżeli ta próbowała wślizgnąć się do jego umysłu niepostrzeżenie. Żył ze swoim darem już długie lata, wedle metryki czterdzieści dwa, realistycznie przynajmniej dwa-trzy więcej, jeżeli liczyć wszystkie przeskoki w czasie, o których niewielu wiedziało. Niebezpieczna to rzecz, widzieć w przód i móc ingerować w to, co już się wydarzyło. Kukułka, która może i bała się lotu, ale sunęła na skrzydłach przeznaczenia w przeszłość i tkała ją wedle własnego upodobania.
Gdyby ktoś go zapytał, jaki mają dzień, miałby wątpliwość. Wizje ognia dręczyły go bezsennością, więc pory dnia i nocy nie miały znaczenia w omdlewającej mżawce snu, która pojawiała się to tu, to tam, w dysocjacji upojenia i nieważkości deprywacji ciała z odpoczynku, przez chwilę mógł nawet o tym nie myśleć.
— Mówiono mi, wielokrotnie, że jestem dziwny. — wyjawił, niby w sekrecie, spoglądając na swoich towarzyszy niedoli, butelki i mdłego, kuchennego światła. — Więc raczej to oni są zastanawiająco normalni.
Prawdę mówiąc i Thomas i Atreus musieli wiedzieć to dużo lepiej niż on sam. Od kilku lat był odludkiem w swojej rodzinie, kleksem marginesu, nieszczególnie eksponowany w przestrzeni, jak wyszczerbiona filiżanka z serwisu. Nie miał im tego za złe, sam wolał taką wersję, sam się wysłał na delegację na pół roku, aby wyrwać się z duchoty mgły niedopowiedzeń. Bo wiedział, tylko nie wiedział, co wiedział i doprowadzało go to do szaleństwa.
Gra była relatywnie prosta, proste zasady, proste wygrane, odpowiednia dla ich przytępionych alkoholem i bezsennością umysłów. Ciężko wymagać od trójki czegoś bardziej skomplikowanego, gdy trunek nadal płynął. Palce Morpheusa delikatnie przesuwały karty, a oczy z uśmiechem spoglądały na przeciwników, jakby wiedział, co za chwilę się wydarzy. Może wiedział. Może tylko blefował.
— Często nie chodzi o to, co mówimy, tylko jak mówimy. — Podgony uśmiech zgasł, zmarszczone, marsowe brwi dodały mu lat, których ujmował sobie magicznymi specyfikami szwagierki. — Martwię się o was, zimnych. Jest to całkowicie nie w porządku, tyle niewiedzy i tyle odpowiedzialności w tak młodych osobach.
Pokręcił głową. Atreus miał rację. Byli w czarnej dupie, ale w przeciwieństwie do aurora, nie zamierzał wypowiadać tego na głos. Czy ognie, które widział, zostaną rozpalone w Samhain? Czerwień liści na to wskazuje, ale ostatecznie nie miał pojęcia, kiedy to nadejdzie. Tylko coraz głębsze poczucie beznadziei, straty i pokonania. Potańcówka była świetną rozrywką i teraz zamierzał również podtrzymywać stan upojenia jak najdłużej, aby nie myśleć o pożarze i własnym, zwęglonym ciele.
— Wypijmy za lepszy czas!
Rzut na zwycięzcę w grze:
1 - Atreus
2 - Thomas
3 - Morpheus