28.03.2025, 20:51 ✶
Najwyraźniej Prudence dalej zamierzała upierać się przy swoim, choć oczywiste było, kto miał rację. Cornelius napisałby mi nekrolog i kropka. Znałem go dłużej niż Prudence, przyjaźniliśmy się, nawet byliśmy sobie jak bracia, więc nie było innej opcji. Nie byłem pewny, czy kiedykolwiek go o to poproszę, ale gdybym poprosił, to by się zgodził. Tak. Tego zamierzałem się trzymać.
– Po prostu unikasz konfrontacji, stąd rzekomo skłaniasz mnie do myślenia albo obiecujesz odpowiedzi, których ostatecznie nie otrzymam, bo zasłonisz się tym, żebym „ruszył głową” – stwierdziłem spokojnie, zbierając ostatnie kartki. Sprawdziłem, czy były ponumerowane – były. W takim razie mogłem zająć się ich segregowaniem. Po drodze do gabinetu i tak nie będę miał na to czasu. Najpewniej i tak się spóźnię.
– A potem, kiedy już ruszam głową, stwierdzasz, że nadmiernie myślę... Brzmi jak typowa, pozbawiona logiki kobieta, co nie? – rzuciłem jej rozbawione spojrzenie, nie kryjąc lekkiej drwiny. Wcale nie bywałem stereotypowy, ale Prudence nie musiała o tym wiedzieć. Zresztą i tak już miała o mnie wyrobioną opinię, więc niezależnie od tego, co zrobię, nie zmażę tego, co robiłem w przeszłości.
Wstałem, wcisnąłem teczkę pod pachę i czekałem we względnej ciszy. Na naprawę windy. Niestety, nie byłem w stanie tak po prostu stać i czekać.
– Wiesz co, Bletchley? Jeśli naprawdę mogłabyś mi wyrecytować wszystkie wyjątki, to chyba właśnie znalazłem sposób, żeby cię uciszyć. – Posłałem jej cwany uśmiech i wsunąłem wolną dłoń do kieszeni spodni. – Może zrobię z tego grę? Za każdą regułę, którą podasz, ja dodam swoją własną – kompletnie zmyśloną... albo i nie. Ciekawe, kto się pierwszy pogubi.
Mrugnąłem do niej lekko i wyprostowałem się, wyczekując reakcji. Nie sposób było znać wszystkie wyjątki. A te, które dopiero miały się wydarzyć? Tym bardziej.
Miałem nad nią przewagę.
Pewnie nie na długo.
– Po prostu unikasz konfrontacji, stąd rzekomo skłaniasz mnie do myślenia albo obiecujesz odpowiedzi, których ostatecznie nie otrzymam, bo zasłonisz się tym, żebym „ruszył głową” – stwierdziłem spokojnie, zbierając ostatnie kartki. Sprawdziłem, czy były ponumerowane – były. W takim razie mogłem zająć się ich segregowaniem. Po drodze do gabinetu i tak nie będę miał na to czasu. Najpewniej i tak się spóźnię.
– A potem, kiedy już ruszam głową, stwierdzasz, że nadmiernie myślę... Brzmi jak typowa, pozbawiona logiki kobieta, co nie? – rzuciłem jej rozbawione spojrzenie, nie kryjąc lekkiej drwiny. Wcale nie bywałem stereotypowy, ale Prudence nie musiała o tym wiedzieć. Zresztą i tak już miała o mnie wyrobioną opinię, więc niezależnie od tego, co zrobię, nie zmażę tego, co robiłem w przeszłości.
Wstałem, wcisnąłem teczkę pod pachę i czekałem we względnej ciszy. Na naprawę windy. Niestety, nie byłem w stanie tak po prostu stać i czekać.
– Wiesz co, Bletchley? Jeśli naprawdę mogłabyś mi wyrecytować wszystkie wyjątki, to chyba właśnie znalazłem sposób, żeby cię uciszyć. – Posłałem jej cwany uśmiech i wsunąłem wolną dłoń do kieszeni spodni. – Może zrobię z tego grę? Za każdą regułę, którą podasz, ja dodam swoją własną – kompletnie zmyśloną... albo i nie. Ciekawe, kto się pierwszy pogubi.
Mrugnąłem do niej lekko i wyprostowałem się, wyczekując reakcji. Nie sposób było znać wszystkie wyjątki. A te, które dopiero miały się wydarzyć? Tym bardziej.
Miałem nad nią przewagę.
Pewnie nie na długo.