28.03.2025, 22:18 ✶
Mona przeciągnęła się leniwie. Wychodziłoby na to, że w tym towarzystwie najwyraźniej jako jedyna potrafiła łączyć przyjemne z pożytecznym, bo jak tu nie czerpać frajdy z nauki, kiedy ta obejmowała karmienie magicznych stworzeń w rezerwacie? Normalnie wakacje spędzała z kuzynostwem (a tego było całkiem sporo), wkurwiała Leviego i goniła za Reginą, którzy odwdzięczyli się, ciskając w nią mugolskimi gazetami (Peregrin reagował na jej gazetki spokojniej). A kiedy nie była nie z ludźmi, zaszywała się z książką, wymykała z domu na długie wędrówki po górach albo ganiała za owcami mugolskich farmerów. Czasem dla sportu, czystej ciekawości, a czasem, bo któraś postanowiła zwiać w najmniej odpowiednim momencie. Także swojsko i pożytecznie.
— Oj mój drogi, co za zaszczyt, że tak troskliwie dbasz o mój mózg! Powiedz mi jeszcze, czy w swojej przepowiedni widzisz abym się tym przejęła? — parsknęła śmiechem i pokręciła głową, dając mu tym samym znać, że nie było na to szans. Peregrinus mógł sobie gadać, ile chciał, ale nic co miał do powiedzenia o jej lekturach, nie było w stanie zniechęcić jej do nich. A już na pewno nie ktoś, kto spędzał długie godziny na ślęczeniu nad starymi pergaminami, a mimo to miał zadziwiająco dużo do powiedzenia o jej czasopismach. Natomiast jeśli już mieli roztrząsać kwestię wartościowej rozrywki, to może lepiej byłoby, gdyby Icarus w końcu nauczyłby się odpoczywać? Z takim błyskotliwym wnioskiem w rudowłosej główce zaczęła sprawnie przerzucać karty między palcami. I jeśli ktokolwiek z chłopaków miał coś do powiedzenia, Rowle skutecznie im to uniemożliwiła. — O ale popatrzcie! Horoskopy! — rzuciła, kiedy zobaczyła, na której stronie Peregrinus otworzył gazetkę. Bowiem to był argument nie do zbicia. Jeśli cokolwiek mogło go przekonać do sensu jej czasopism, to była to wzmianka o czymkolwiek związanym z wróżbiarstwem. Jeśli udałoby się jej nakłonić Trelawneya do przyznania, że gazetka jednak miała jakąś wartość, to być może w końcu usłyszałaby te dwa magiczne słowa od Icarusa: masz rację. A to ostatnio był nadrzędny cel jej istnienia, więc zaskomlała:
— Ariii, ty się chyba czasem zapominasz, że w towarzystwie masz nie tylko jasnowidza, ale i mnie. A ja mam dość zdrowego rozsądku, żeby wiedzieć, że twoje szanse na jakiekolwiek zwycięstwo są równie wysokie co temperatura tej wody.
Rozłożyła karty na trzy kupki. Nie umiała grać w makao, oszusta ani w remika.
— Oj mój drogi, co za zaszczyt, że tak troskliwie dbasz o mój mózg! Powiedz mi jeszcze, czy w swojej przepowiedni widzisz abym się tym przejęła? — parsknęła śmiechem i pokręciła głową, dając mu tym samym znać, że nie było na to szans. Peregrinus mógł sobie gadać, ile chciał, ale nic co miał do powiedzenia o jej lekturach, nie było w stanie zniechęcić jej do nich. A już na pewno nie ktoś, kto spędzał długie godziny na ślęczeniu nad starymi pergaminami, a mimo to miał zadziwiająco dużo do powiedzenia o jej czasopismach. Natomiast jeśli już mieli roztrząsać kwestię wartościowej rozrywki, to może lepiej byłoby, gdyby Icarus w końcu nauczyłby się odpoczywać? Z takim błyskotliwym wnioskiem w rudowłosej główce zaczęła sprawnie przerzucać karty między palcami. I jeśli ktokolwiek z chłopaków miał coś do powiedzenia, Rowle skutecznie im to uniemożliwiła. — O ale popatrzcie! Horoskopy! — rzuciła, kiedy zobaczyła, na której stronie Peregrinus otworzył gazetkę. Bowiem to był argument nie do zbicia. Jeśli cokolwiek mogło go przekonać do sensu jej czasopism, to była to wzmianka o czymkolwiek związanym z wróżbiarstwem. Jeśli udałoby się jej nakłonić Trelawneya do przyznania, że gazetka jednak miała jakąś wartość, to być może w końcu usłyszałaby te dwa magiczne słowa od Icarusa: masz rację. A to ostatnio był nadrzędny cel jej istnienia, więc zaskomlała:
— Ariii, ty się chyba czasem zapominasz, że w towarzystwie masz nie tylko jasnowidza, ale i mnie. A ja mam dość zdrowego rozsądku, żeby wiedzieć, że twoje szanse na jakiekolwiek zwycięstwo są równie wysokie co temperatura tej wody.
Rozłożyła karty na trzy kupki. Nie umiała grać w makao, oszusta ani w remika.