03.02.2023, 22:17 ✶
Nie był uzdolnionym artystą. To po prostu sprytne zastosowanie trzech zaklęć, własna pomysłowość i udane czar patronusa dla wzmocnienia efektu. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że wymyślił to na bieżąco. Nie kopiował swoich pomysłów sprzed lat z czego był dumny. Lubił zapadać w pamięć, zwłaszcza kiedy mu się zmarło.
- No i prawidłowo. Też lubię otaczać się piękną magią, a jak jeszcze mam do tego ładne towarzystwo to już w ogóle, fantastycznie.- schował różdżkę z powrotem do rękawa, wsuwając ją gładko na swoje miejsce. Skinął głową aby ruszyli dalej bo "jest zimno" choć nie dostał nawet gęsiej skórki. Po prostu gdy widział ten wiatr w jej włosach to domyślał się, że musiała mieć lodowate ręce. Bądź co bądź był chłodny wieczór a ona stała obok wcale nie cieplejszego wampira.
- Następnym razem polecam zgubić się gdzieś w okolicach Alei Horyzontalnej. Zdecydowanie przyjemniejsza okolica od ciemnego zaułka. - podrapał się po rudej łepetynie, nie wiedząc jak odebrać jej intensywne spojrzenie. Cokolwiek oznaczało to mu się podobało i mógłby chcieć tego więcej.
- Jakie zakończenie dnia? Idziemy jeszcze do tej klubokawiarni, podobno mają super asortyment i gadającego kota. - obrócił się aby iść już obok niej w normalny sposób. Ach, sięgnął po ten jej kaptur i założył jej go z powrotem.
- O, dzięki. Fajne. Nie wiem do czego tego użyję ale fajnie takie coś mieć. - autentycznie ucieszył się z podarku. Nachylił się nad zamkniętą fiolką zastawiając się czy poczuje zapach. Coś tam nikłego dało się wyczuć. Schował fiolkę w kieszeni kurtki.
- Jeśli czary w słoiku się skończą to znajdź mnie, naprawię.- dodał, zerkając na jej ręce trzymające słoik.
- Na brodę Merlina, musi być ci mocno zimno. - zobaczył, że ma już zaróżowione z zimna palce. Wyciągnął z drugiej kieszeni parę skórzanych rękawiczek i wyciągnął je w jej stronę.
- Są do zwrotu bo to moje ulubione. Ale załóż bo zanim dotrzemy do klubokawiarni to zamienisz się w sopel lodu. - gotów był kolejny raz potrzymać słoik. Uprzejmość wobec kobiet przychodziła mu naturalnie. Ojciec nauczył go, że nie ważne czy kobieta jest wiedźmą czy zwyczajną skromną dzierlatką - należy się jej solidna dawka uprzejmości. Dotychczas wykorzystywał to w celach prowokowania uciech bardziej cielesnych… ale taka grzeczna forma też była satysfakcjonująca… póki co. Nie mógł zapomnieć, że martwe ciało nie pomagało w zalotach a znacząco je utrudniało.
- No i prawidłowo. Też lubię otaczać się piękną magią, a jak jeszcze mam do tego ładne towarzystwo to już w ogóle, fantastycznie.- schował różdżkę z powrotem do rękawa, wsuwając ją gładko na swoje miejsce. Skinął głową aby ruszyli dalej bo "jest zimno" choć nie dostał nawet gęsiej skórki. Po prostu gdy widział ten wiatr w jej włosach to domyślał się, że musiała mieć lodowate ręce. Bądź co bądź był chłodny wieczór a ona stała obok wcale nie cieplejszego wampira.
- Następnym razem polecam zgubić się gdzieś w okolicach Alei Horyzontalnej. Zdecydowanie przyjemniejsza okolica od ciemnego zaułka. - podrapał się po rudej łepetynie, nie wiedząc jak odebrać jej intensywne spojrzenie. Cokolwiek oznaczało to mu się podobało i mógłby chcieć tego więcej.
- Jakie zakończenie dnia? Idziemy jeszcze do tej klubokawiarni, podobno mają super asortyment i gadającego kota. - obrócił się aby iść już obok niej w normalny sposób. Ach, sięgnął po ten jej kaptur i założył jej go z powrotem.
- O, dzięki. Fajne. Nie wiem do czego tego użyję ale fajnie takie coś mieć. - autentycznie ucieszył się z podarku. Nachylił się nad zamkniętą fiolką zastawiając się czy poczuje zapach. Coś tam nikłego dało się wyczuć. Schował fiolkę w kieszeni kurtki.
- Jeśli czary w słoiku się skończą to znajdź mnie, naprawię.- dodał, zerkając na jej ręce trzymające słoik.
- Na brodę Merlina, musi być ci mocno zimno. - zobaczył, że ma już zaróżowione z zimna palce. Wyciągnął z drugiej kieszeni parę skórzanych rękawiczek i wyciągnął je w jej stronę.
- Są do zwrotu bo to moje ulubione. Ale załóż bo zanim dotrzemy do klubokawiarni to zamienisz się w sopel lodu. - gotów był kolejny raz potrzymać słoik. Uprzejmość wobec kobiet przychodziła mu naturalnie. Ojciec nauczył go, że nie ważne czy kobieta jest wiedźmą czy zwyczajną skromną dzierlatką - należy się jej solidna dawka uprzejmości. Dotychczas wykorzystywał to w celach prowokowania uciech bardziej cielesnych… ale taka grzeczna forma też była satysfakcjonująca… póki co. Nie mógł zapomnieć, że martwe ciało nie pomagało w zalotach a znacząco je utrudniało.