29.03.2025, 16:09 ✶
Przesuwaliśmy się do przodu, pchani przez spanikowany rój ludzi, który zdawał się nie mieć końca. Tłum wokół nas był niczym potężna fala, która co chwilę próbowała nas zepchnąć z drogi. Patrzyłem przed siebie, starając się nie myśleć o płonących budynkach i krzykach ludzi. Wzrok miałem utkwiony w horyzoncie, gdzie wydawało się, że tłum w końcu zaczyna się rozrzedzać. Ludzi wokół nas wciąż było zbyt wielu - kłębili się wokół, kilka razy było naprawdę blisko zderzenia, ale moje dłonie w dalszym ciągu trzymały ją pewnie za kolana, więc nawet w takim wypadku wyszlibyśmy z tego bez większego szwanku. Nie było szans, żebym ją upuścił - była lekka i całkiem dobrze się trzymała. Moje dłonie automatycznie ściśnięły jej nogi, chcąc zapewnić kobietę, że ją trzymam, więc wszystko będzie w porządku.
Nie znałem jej, a jednak, gdy oparła głowę na moim ramieniu, poczułem się, jakbym miał do czynienia z kimś bliskim. Przechyliłem lekko głowę w jej stronę, a policzek zasłonięty chustą dotknął jej policzka. Uśmiechnąłem się lekko, nawet nie zdając sobie sprawy, że to robię, i potrząsnąłem głową, aby zrzucić ze siebie nieco napięcia. Nie znałem jej, nie wiedziałem, kim jest, ale w tej chwili staliśmy się dla siebie oparciem. Nie mówiłem zbyt wiele, bo wiedziałem, że w tym szaleństwie trudno będzie przekrzyczeć tłum.
Kiedy musnęła palcami moje ucho, wzdrygnąłem się, jakbym został porażony prądem. To nie był nieprzyjemny dreszcz, raczej odruch - coś w rodzaju instynktownego wstrząśnięcia ramionami, co zdarza się, gdy ktoś niespodziewanie dotknie cię w miejscu, którego wrażliwości nie jesteś świadomy. Mimo tego dreszczu, nie mogłem nie zauważyć, jak zręcznie poradziła sobie z moimi luźnymi włosami. Związała je ciasno z tyłu głowy - tak jak prosiłem.
Czułem, jak część napięcia w moim ciele opada, gdy wreszcie luźne pasma zostały zebrane i mocno związane z resztą włosów z tyłu głowy. Byłem wdzięczny, że w tym chaosie mogłem polegać na kimś, poza sobą. Ignorowałem myśl, że to było nieracjonalne uczucie, bardzo nie na miejscu - jakbyśmy naprawdę mogli sobie ufać, bo znaliśmy się od lat - jakby nasza relacja sięgała znacznie dalej niż te kilka chwil, które spędziliśmy razem w tym piekle. To nie zdarzało się zbyt często - szczególnie po śmierci mojego jedynego, stałego współpracownika. Od tamtej pory byłem sam. Niby mi to nie przeszkadzało, a jednak miło było mieć wrażenie, że w tej chwili wszystko wskazywało inaczej. Razem przeciskaliśmy się przez ten piekielny labirynt, stworzony ze spanikowanych ludzkich ciał, starając się znaleźć drogę do bezpieczeństwa.
- Dzięki. - Powiedziałem, próbując przebić się przez hałas panujący wokół nas. Gardło piekło mnie od dymu, a chusta, którą miałem obwiązaną wokół ust, nie spełniała swojego zadania w wystarczającym stopniu. Moje dalsze słowa zatonęły w zgiełku spanikowanego tłumu, gdy w okolicy znowu rozległ się huk, ale miałem nadzieję, że mnie usłyszała. Zwłaszcza, że nie mogłem na nią patrzeć. Wzrok miałem utkwiony w drodze przed nami, starając się znaleźć bezpieczne przejście przez ten koszmar - wciąż szliśmy do przodu, ale ogień i dym otaczały nas praktycznie z każdej strony. Wiedziałem, że musimy działać, nie możemy się zatrzymywać. Starałem się nie myśleć o tym, co zostawialiśmy za sobą - o ludziach, którzy mogli nie mieć tyle szczęścia, co my. Musiałem być silny, nawet, gdy strach chciał wziąć górę.
Patrzyłem przed siebie, starając się nie myśleć o tym, co się działo wokół. Chciałem tylko, żebyśmy dotarli w bezpieczne miejsce. Tłum wokół nas był jak rwąca rzeka, ale ja trzymałem się swojego kursu - nie mogłem sobie pozwolić na wahanie. Kiedy oparła głowę na moim ramieniu, w moim sercu zrodziło się uczucie, którego nie potrafiłem nazwać. Byliśmy sobie obcy, a mimo to to wrażenie bliskości wydawało się dziwnie naturalne, jakbyśmy w jakimś innym życiu znali się doskonale - z czasów, kiedy rzeczy były prostsze. To było głupie, bo nieprawdopodobne, ale nie potrafiłem się od tego uwolnić.
Kiedy spojrzałem w kierunku, o którym mówiła, dostrzegłem coś, co sprawiło, że serce mi zamarło. Szybko zrozumiałem, dlaczego w tym miejscu było luźniej. Nie bez powodu ludzie trzymali się z dala od tego miejsca - płonęło tam coś, co nie powinno płonąć, a wokół tego krążyli ludzie z różdżkami. Ich intencje były oczywiste, twarze - zacięte, pełne determinacji, ale nie w sposób, który by mnie uspokajał. Nie chciałem, żeby moja towarzyszka zwróciła na to uwagę, dlatego zacząłem szukać słów, które mogłyby odwrócić jej myśli. Bez słowa zmieniłem tor, kierując się bardziej w bok - w stronę, gdzie tłum wydawał się gęstszy, ale mniej niebezpieczny. Nie skomentowałem tamtej sugestii - udałem, że jej nie dosłyszałem, mimo tego, że powiedziała mi to wprost do ucha.
- Wiesz... - Zacząłem, starając się, aby mój głos był spokojny, chociaż nie mogłem być pewny, czy mnie usłyszy. Nie mogłem krzyczeć, moje struny głosowe były uszkodzone, a gardło bolało mnie od dymu i popiołu, mimo, że miałem na sobie chustę obwiązaną wokół ust i nosa. - Pszy takich tempelatulach, pewnie gdziesz w okolisy zlobił szię pszypadkiem całkiem idealny popcoln. - Mówiłem to, nie mając pojęcia, czy ona w ogóle słyszy mnie w tym harmidrze, ale chciałem, żeby jej myśli na chwilę oderwały się od rzeczywistości. Mawiano, że w przypadku wybuchu bomby atomowej, zawsze istnieje odpowiednio oddalony od epicentrum obszar, w którym wszystkie sklepy z mrożonkami będą miały perfekcyjnie wypieczone pizze. Prawdopodobnie to samo mogło tyczyć się popcornu. - Mosze nawet kalmelowy, jeszli obok leszała tolebka cuklu, któla się lossypała, jak to tolebki s cuklem mają w swysaju. - Nie oczekiwałem, że się zaśmieje, ale próbowałem odwrócić jej uwagę, żeby na chwilę zapomniała o tym, co się dzieje, i mogła wyobrazić sobie coś innego - coś, co nie było związane z ogniem i zniszczeniem. Przesunąłem palcami wzdłuż jej kolana - chciałem, by czuła, że jestem tu dla niej, że trzymam ją blisko i że nie zamierzam jej puścić.
Nie znałem jej, a jednak, gdy oparła głowę na moim ramieniu, poczułem się, jakbym miał do czynienia z kimś bliskim. Przechyliłem lekko głowę w jej stronę, a policzek zasłonięty chustą dotknął jej policzka. Uśmiechnąłem się lekko, nawet nie zdając sobie sprawy, że to robię, i potrząsnąłem głową, aby zrzucić ze siebie nieco napięcia. Nie znałem jej, nie wiedziałem, kim jest, ale w tej chwili staliśmy się dla siebie oparciem. Nie mówiłem zbyt wiele, bo wiedziałem, że w tym szaleństwie trudno będzie przekrzyczeć tłum.
Kiedy musnęła palcami moje ucho, wzdrygnąłem się, jakbym został porażony prądem. To nie był nieprzyjemny dreszcz, raczej odruch - coś w rodzaju instynktownego wstrząśnięcia ramionami, co zdarza się, gdy ktoś niespodziewanie dotknie cię w miejscu, którego wrażliwości nie jesteś świadomy. Mimo tego dreszczu, nie mogłem nie zauważyć, jak zręcznie poradziła sobie z moimi luźnymi włosami. Związała je ciasno z tyłu głowy - tak jak prosiłem.
Czułem, jak część napięcia w moim ciele opada, gdy wreszcie luźne pasma zostały zebrane i mocno związane z resztą włosów z tyłu głowy. Byłem wdzięczny, że w tym chaosie mogłem polegać na kimś, poza sobą. Ignorowałem myśl, że to było nieracjonalne uczucie, bardzo nie na miejscu - jakbyśmy naprawdę mogli sobie ufać, bo znaliśmy się od lat - jakby nasza relacja sięgała znacznie dalej niż te kilka chwil, które spędziliśmy razem w tym piekle. To nie zdarzało się zbyt często - szczególnie po śmierci mojego jedynego, stałego współpracownika. Od tamtej pory byłem sam. Niby mi to nie przeszkadzało, a jednak miło było mieć wrażenie, że w tej chwili wszystko wskazywało inaczej. Razem przeciskaliśmy się przez ten piekielny labirynt, stworzony ze spanikowanych ludzkich ciał, starając się znaleźć drogę do bezpieczeństwa.
- Dzięki. - Powiedziałem, próbując przebić się przez hałas panujący wokół nas. Gardło piekło mnie od dymu, a chusta, którą miałem obwiązaną wokół ust, nie spełniała swojego zadania w wystarczającym stopniu. Moje dalsze słowa zatonęły w zgiełku spanikowanego tłumu, gdy w okolicy znowu rozległ się huk, ale miałem nadzieję, że mnie usłyszała. Zwłaszcza, że nie mogłem na nią patrzeć. Wzrok miałem utkwiony w drodze przed nami, starając się znaleźć bezpieczne przejście przez ten koszmar - wciąż szliśmy do przodu, ale ogień i dym otaczały nas praktycznie z każdej strony. Wiedziałem, że musimy działać, nie możemy się zatrzymywać. Starałem się nie myśleć o tym, co zostawialiśmy za sobą - o ludziach, którzy mogli nie mieć tyle szczęścia, co my. Musiałem być silny, nawet, gdy strach chciał wziąć górę.
Patrzyłem przed siebie, starając się nie myśleć o tym, co się działo wokół. Chciałem tylko, żebyśmy dotarli w bezpieczne miejsce. Tłum wokół nas był jak rwąca rzeka, ale ja trzymałem się swojego kursu - nie mogłem sobie pozwolić na wahanie. Kiedy oparła głowę na moim ramieniu, w moim sercu zrodziło się uczucie, którego nie potrafiłem nazwać. Byliśmy sobie obcy, a mimo to to wrażenie bliskości wydawało się dziwnie naturalne, jakbyśmy w jakimś innym życiu znali się doskonale - z czasów, kiedy rzeczy były prostsze. To było głupie, bo nieprawdopodobne, ale nie potrafiłem się od tego uwolnić.
Kiedy spojrzałem w kierunku, o którym mówiła, dostrzegłem coś, co sprawiło, że serce mi zamarło. Szybko zrozumiałem, dlaczego w tym miejscu było luźniej. Nie bez powodu ludzie trzymali się z dala od tego miejsca - płonęło tam coś, co nie powinno płonąć, a wokół tego krążyli ludzie z różdżkami. Ich intencje były oczywiste, twarze - zacięte, pełne determinacji, ale nie w sposób, który by mnie uspokajał. Nie chciałem, żeby moja towarzyszka zwróciła na to uwagę, dlatego zacząłem szukać słów, które mogłyby odwrócić jej myśli. Bez słowa zmieniłem tor, kierując się bardziej w bok - w stronę, gdzie tłum wydawał się gęstszy, ale mniej niebezpieczny. Nie skomentowałem tamtej sugestii - udałem, że jej nie dosłyszałem, mimo tego, że powiedziała mi to wprost do ucha.
- Wiesz... - Zacząłem, starając się, aby mój głos był spokojny, chociaż nie mogłem być pewny, czy mnie usłyszy. Nie mogłem krzyczeć, moje struny głosowe były uszkodzone, a gardło bolało mnie od dymu i popiołu, mimo, że miałem na sobie chustę obwiązaną wokół ust i nosa. - Pszy takich tempelatulach, pewnie gdziesz w okolisy zlobił szię pszypadkiem całkiem idealny popcoln. - Mówiłem to, nie mając pojęcia, czy ona w ogóle słyszy mnie w tym harmidrze, ale chciałem, żeby jej myśli na chwilę oderwały się od rzeczywistości. Mawiano, że w przypadku wybuchu bomby atomowej, zawsze istnieje odpowiednio oddalony od epicentrum obszar, w którym wszystkie sklepy z mrożonkami będą miały perfekcyjnie wypieczone pizze. Prawdopodobnie to samo mogło tyczyć się popcornu. - Mosze nawet kalmelowy, jeszli obok leszała tolebka cuklu, któla się lossypała, jak to tolebki s cuklem mają w swysaju. - Nie oczekiwałem, że się zaśmieje, ale próbowałem odwrócić jej uwagę, żeby na chwilę zapomniała o tym, co się dzieje, i mogła wyobrazić sobie coś innego - coś, co nie było związane z ogniem i zniszczeniem. Przesunąłem palcami wzdłuż jej kolana - chciałem, by czuła, że jestem tu dla niej, że trzymam ją blisko i że nie zamierzam jej puścić.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)