—03/09/72—
Londyn, 03.09.72
Droga Claro z grobowca swojego przebudzona,
wbrew Twoim obawom, list i słowa przez Ciebie ofiarowane przynoszą mi otuchę, zwłaszcza w tym czasie, w którym próżno szukać szczerości w otaczającym świecie. Wyrzucam sobie Drogie Dziecię swoją nieobecność, nie ma dnia, nie ma godziny bym nie żałowała momentu słabości, który mnie do niej doprowadził, a z każdym dniem żałuję tego coraz bardziej z trwożniej, spoglądając na drzewo własnej rodziny, a każda doba przynosi coraz straszniejsze wieści. Groźby nie skończyły się na pojedynczym uderzeniu w głowę, nawet jeśli śledczy obecnie kierują się ku hipotezie niewinnego poślizgnięcia się na mokrej trawie oraz mylną, histeryczną reakcją Raphaeli, której emocji zamroczyły racjonalny pogląd na całą sytuację. Nie daję jednak temu wiary, skoro ledwie dwa dni temu otrzymałam list z pogróżkami będący wciąż echem tamtej sytuacji, list zaciskający mi gardziel tak, że nie byłam w stanie wypowiedzieć słowa.
Ciężko mi w tych dniach, zwłaszcza patrząc na furię jej rodziców, która odbija się również na mnie. Przechwycili oni korespondencję tej nieszczęsnej dziewczyny i zakładam, że do dnia ślubu w którym to oni zdecydują któż jest jej księciem z bajki, nie opuści ona swoich pokoi. Miałam nieszczęście przeczytać ten list i trwoży mnie lekkość z jaką ta pusta głowa wyraża swoje sądy, w oderwaniu od świadomości politycznych ciążeń. Sztuka... obie byśmy marzyły, by ta była jak najdalej od materialnego świata, te przestrzenie są jednak ściśle ze sobą związane, a głupcem pozostaje ten, który sądzi, że jest inaczej. Towarzystwo i tak według wielu jego członków jest zbyt liberalne, a wraz z przebiegiem koncertu opinia się ta tylko zaostrza. Pytasz jak mogłabyś mi pomóc, a ja nie umiem zebrać myśli. Mój stan powrócił już do normy, wciąż jednak nieco szybciej się męczę, a czasem mgłą zachodzą myśli i wspomnienia minionego czasu. Pomódl się za mnie proszę, może Matka przyda mi siły i rozsądku za Twoim wstawiennictwem, aby udało mi się znaleźć najlepsze rozwiązanie tej sytuacji.
Twoja Johanna szczęśliwie pozbawiona fizjonomii Brahmsa
Josephine