• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 11 Dalej »
[5.09.72] Po drugiej stronie, na pustej drodze...

[5.09.72] Po drugiej stronie, na pustej drodze...
Czarodziejska legenda
O! from what power hast thou this powerful might,
With insufficiency my heart to sway?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Przed dwoma tysiącami lat niewielkie irlandzkie miasteczko Waterford spłynęło krwią okrutnego męża i bezdusznego ojca kobiety, która zbyt wiele wycierpiała z ich rąk. Upiorzyca gnana nienawiścią i pragnieniem zemsty, przez lata dotkliwie karała wiarołomnych kochanków i mężów, aż zasnęła w swym rodzinnym grobowcu. Mieszkańcy co roku w rocznicę jej zgonu kładą na ciężkiej marmurowej płycie krypty rytualny kamień, który ma zapewnić im bezpieczeństwo. Ze szczątkowych zapisków etnologów i lokalnych pieśni, można wywnioskować, że kobieta była użytkowniczką magii. Czy znajdzie się śmiałek, który zdecyduje się zdjąć kamień i pocałunkiem obudzić bladolicą śniącą o ustach czerwonych jak krew?

Dearg Dur
#10
29.03.2025, 20:39  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.03.2025, 20:41 przez Dearg Dur.)  
Rzeczywistość zdawała się uczonym jednym i spójnym prawem materialnym, w którym istnieje jakaś prawda wyższa i czystsza niż cokolwiek byłyby w stanie wygenerować pojedyncze umysły. RACJONALIZM, to było coś co wychwalali filozofowie w okresach w których uznawano modą właściwą kulturze, że jest on bardziej wartościowy niż EMOCJONALIZM. I Robert chciał, och jak chciał być racjonalny, składając doświadczenie na karb własnych rojeń, ucieleśnienie wewnętrznego głosu, który z pełnią surowości punktował jego życie, wskazując mu każdy najmniejszy, najdrobniejszy mankament, uchybienie, bród, skażenie, które sprawiało, że nie można było widzieć w nim i w tym co sobą reprezentował osoby wartościowej.

Słowa dziewczynki, jej twarz, jej myśli były białą, pozbawioną emocji informacją, która jednak zajaśniała w jego układzie nerwowym cięgiem skojarzeń doprowadzającym go na skraj osobistego piekła, które mieliło tą samą historię, jego historię wkoło, tak aby mógł nie oszaleć, jednocześnie nigdy nie będąc szczęśliwym. Duch obserwował tę szamotaninę, ale nie był duchem pocieszycielem, nie był opoką, pod którą Robert mógł się ukryć, wyciszyć i przemyśleć fakt, że to on opowiadał sobie historię o sobie samym kolejny i kolejny raz, a przez to to on trzymał finalnie pieczę nad tym jak ta historia brzmiała. Widział zagubionego księcia, widział swoje porażki, spróchniały charakter, ambicję sycącą się krwią. Widział brak miłości ale też brak w nim wartości, która na tę miłość by zasługiwała. W tym świetle każde słowo, każda sugestia wykrzywiały swój obraz, każde najdrobniejsze tknięcie rozoranej, pokrytej ropą duchowej rany, doprowadzało go na skraj.

Jego łzy miażdżyły jej serce. Opadała i wzbijała się i ciągle chciała więcej.

Zapałka jednak zgasła.

Uczta skończona.

Dziewczynka stała obok, choć jej już nie widział. Nie miał prawa widzieć. Patrzyła w milczeniu na rozpacz człowieka, który nie znalazł w ogniu sprzedanych przez nią zapałek ciepła i wspomnień, mogących sprawić przykrość li tylko dojmująca nostalgią za utratą czegoś w przeszłości, co było niemożliwe do osiągnięcia ani teraz, ani nigdy. Dzieciństwo. Pierwsza miłość. Moment w którym pierwszy raz trzymał w ramionach swoją nowonarodzoną córeczkę i myślał, że razem z żoną stworzą rodzinę w której dziewczynka będzie mogła bez lęku o przyszłość wzrastać. Pierwsza rozprawa, a może pochwały spływające o przełożonych, ale też może nieśmiałe listy od czarodziejów, którym mimowolnie w toku swojej pracy pomógł. Którym uczynił życie lepszym. Czy nie miał przyjaciół, rodziny z którymi śmiał się podczas Yule, popijając słodką cherry? Chciałaby poczuć kiedyś smak tych potraw, ludzie jednak coraz częściej oddawali jej cień, który rósł w ich duszach każdego dnia.

Popatrzyła bielmem oczu na worek z zapałkami. Pudełka leżące jedno na drugim, które musiała sprzedać, aby mama nie była znów zła. Poczuła podmuch zimowego wiatru i śnieg, który znów zaczął zawiewać w jej kilkuletnią twarzyczkę przynosząc ból o wiele sroższy niż rozdrapywanie dawno przebrzmiałych konfrontacji. Nie widział tego, gdy sięgnęła dłonią do swojego eterycznego serca i wyciągnęła zeń bladożółte światło tego, co jej dał przed momentem. Dmuchnęła w piąstkę, a wraz z tym rozmyła się, powracając w niebyt i nieczas, póki znów nie zasiądzie pod ścianą i znów ktoś nie zechce kupić od niej pudełka zapałek.

Tymczasem zniekształcone echo nocnego płaczu, echo kłótni, echo żałobnych marszów i lamentów wzbiło między kamiennymi ścianami i opadło deszczem maleńkich żółtych kwiatów, na skulonego w zaułku sędziego.

Był znów sam.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Dearg Dur (1557), Robert Albert Crouch (2294)




Wiadomości w tym wątku
[5.09.72] Po drugiej stronie, na pustej drodze... - przez Robert Albert Crouch - 03.03.2025, 16:19
RE: [5.09.72] Po drugiej stronie, na pustej drodze... - przez Dearg Dur - 05.03.2025, 15:46
RE: [5.09.72] Po drugiej stronie, na pustej drodze... - przez Dearg Dur - 13.03.2025, 19:50
RE: [5.09.72] Po drugiej stronie, na pustej drodze... - przez Robert Albert Crouch - 07.03.2025, 12:10
RE: [5.09.72] Po drugiej stronie, na pustej drodze... - przez Robert Albert Crouch - 14.03.2025, 22:07
RE: [5.09.72] Po drugiej stronie, na pustej drodze... - przez Dearg Dur - 15.03.2025, 21:56
RE: [5.09.72] Po drugiej stronie, na pustej drodze... - przez Robert Albert Crouch - 16.03.2025, 10:22
RE: [5.09.72] Po drugiej stronie, na pustej drodze... - przez Dearg Dur - 25.03.2025, 13:53
RE: [5.09.72] Po drugiej stronie, na pustej drodze... - przez Robert Albert Crouch - 28.03.2025, 15:00
RE: [5.09.72] Po drugiej stronie, na pustej drodze... - przez Dearg Dur - 29.03.2025, 20:39

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa