29.03.2025, 21:51 ✶
Teraz to on spojrzał na nią z zaskoczeniem. Chwilę milczał, przyglądając się jasnym włosom i oczom, a także bladej skórze. Nie, musiałby być debilem, żeby wziąć ją za kogoś innego: dostał od Baldwina JEJ zdjęcie, to była ONA. To czemu nagle mówi o szmatach? Czyżby jego kuzyn zapomniał, czym jest monogamia? A może nigdy nie znał tego słowa, myśląc że to jakaś egzotyczna przyprawa?
- Zajebiste poczucie własnej wartości, skoro pozwalasz mu na kurwienie się - odburknął w takim samym tonie, co ona. Ta, to musiała być jego dziewczyna, Baldwin lubił takie pyskate gówniary.
Żyje... Aidan odetchnął z wyraźną ulgą. Chociaż Baldwin żył, a przynajmniej według tego co mówiła jego dziewczyna. Mógł zrzucić jeden maleńki kamyczek ze swoich barków. Jeden problem mniej, chociaż przy tej płonącej lawinie zwanej Londynem, to było niewielkie pocieszenie. Szkoda by jednak było Malfoya, bo chuj z tym że był rodziną: on po prostu go lubił, nawet jeżeli nie okazywał tego zbyt często.
- Co jest? - drgnął, gdy między nimi przeleciał kamień. Momentalnie odwrócił się w stronę, z której poleciały bluzgi. Zmrużył oczy, wykrzywił twarz w nieprzyjemnym grymasie. - O czym ty pierdolisz, chłopie?
Warknął, przestępując w bok, tak by zasłonić blondynkę. Pierdolony odruch i brak jakiegokolwiek instynktu samozachowawczego.
- Odjeb się z łaski swojej i szukaj pedałów w czarnych szlafrokach, którzy za to odpowiadają - wyciągnął różdżkę z wewnętrznej kieszeni kurtki. Starej, dobrej, nadpalonej kurtki. Jak nic będzie musiał ją wyrzucić po tej nocy, ja pierdolę. - Słyszałeś? Won, brygada prosi.
To prosi to było chyba za dużo powiedziane, bo Aidan machnął różdżką, chcąc po prostu odrzucić falą energii ludzi, którzy im się przysłuchiwali - z tym zjebem na czele.
Kształtowanie, wyczarowanie fali energii która wyjebie gapiów. Przewagi: zastraszanie (próba zastraszenia słowna oraz użycie czarów) oraz odwaga (nie boi się tłumu)
- Zajebiste poczucie własnej wartości, skoro pozwalasz mu na kurwienie się - odburknął w takim samym tonie, co ona. Ta, to musiała być jego dziewczyna, Baldwin lubił takie pyskate gówniary.
Żyje... Aidan odetchnął z wyraźną ulgą. Chociaż Baldwin żył, a przynajmniej według tego co mówiła jego dziewczyna. Mógł zrzucić jeden maleńki kamyczek ze swoich barków. Jeden problem mniej, chociaż przy tej płonącej lawinie zwanej Londynem, to było niewielkie pocieszenie. Szkoda by jednak było Malfoya, bo chuj z tym że był rodziną: on po prostu go lubił, nawet jeżeli nie okazywał tego zbyt często.
- Co jest? - drgnął, gdy między nimi przeleciał kamień. Momentalnie odwrócił się w stronę, z której poleciały bluzgi. Zmrużył oczy, wykrzywił twarz w nieprzyjemnym grymasie. - O czym ty pierdolisz, chłopie?
Warknął, przestępując w bok, tak by zasłonić blondynkę. Pierdolony odruch i brak jakiegokolwiek instynktu samozachowawczego.
- Odjeb się z łaski swojej i szukaj pedałów w czarnych szlafrokach, którzy za to odpowiadają - wyciągnął różdżkę z wewnętrznej kieszeni kurtki. Starej, dobrej, nadpalonej kurtki. Jak nic będzie musiał ją wyrzucić po tej nocy, ja pierdolę. - Słyszałeś? Won, brygada prosi.
To prosi to było chyba za dużo powiedziane, bo Aidan machnął różdżką, chcąc po prostu odrzucić falą energii ludzi, którzy im się przysłuchiwali - z tym zjebem na czele.
Kształtowanie, wyczarowanie fali energii która wyjebie gapiów. Przewagi: zastraszanie (próba zastraszenia słowna oraz użycie czarów) oraz odwaga (nie boi się tłumu)
Rzut PO 1d100 - 25
Akcja nieudana
Akcja nieudana