04.02.2023, 00:32 ✶
Daisy powtrzymała się siłą przed zanuceniem melodii, która właśnie przyszła jej do głowy. Przystanęła obok brata, wlepiając w niego swoje duże, rozmarzone oczy. O, nawet nie wiedział jak bardzo mu w tym momencie zazdrościła tego jego niesamowitego słuchu.
A potem jej twarz rozjaśniła się z radości. To było doskonałe. Seria niefortunnych wydarzeń przed Beltaine. No i proszę, mieli właśnie swoje tematy do opisania ich w gazecie. Nikogo nie obchodziło nudne oświadczenie wydane przez kapłankę, że wszystko będzie tak samo jak co roku. Ale jak je podkręcą lekko informacją o tym, że trzeba o siebie dbać, bo nadeszły ciężkie czasy (zresztą, kapłanka sama tak powiedziała) to brzmiało już zdecydowanie lepiej.
- Gdzie? – zapytała gapowato, gdy Darcy wspomniał o jakiejś parze. Powiodła ku nim wzrokiem. Zapatrzyła się na czarownicę, zastanawiając skąd ją kojarzyła. Ale w głowie miała zadziwiającą pustkę. Gdyby nie brat, nawet by się nią nie zainteresowała. I ominęłaby ich TAKA informacja! – Zdecydowanie musisz o tym napisać. I jakby się dało, opóźnić jutrzejsze wydanie do wieczora… - zamyśliła się.
Aktorka nie zdążyłaby przeczytać o sobie w Czarownicy, schadzka doszłaby do skutku a potem, kiedy razem ze swoim partnerem, wyszliby z lasu… Daisy nawet chciałaby zobaczyć, ich miny, gdy pojmą, że sporo osób na nich patrzy i wie co zrobili. I naturalnie furię tego jej bogatego męża!
- No dobra. Mamy już Aarona rzeźbiarza fallusów. Zróbmy jeszcze krótką rundkę po straganach, popytajmy ludzi czym chcą tam handlować, zróbmy parę zdjęć a potem możemy się stąd zmywać – zarządziła, kontrolnie spoglądając na brata. Bo tak naprawdę, dość mocno trzymała się jego zdania i ufała mu. Jeśli zauważyłby coś istotniejszego, niż chmara dziwaków przy straganach, mogła z nich na chwilę zrezygnować. – Tam jest ta stara wiedźma, która handluje beozarem – wskazała palcem. – I wzięła ze sobą tego swojego starego capa. Będzie wszystkim tłumaczyła, że to z jego żołądka wyciągnęła kamienie – opisała. – Och, i jeszcze ten chłopaczek od rysunków. Ten, który jest daltonistą. Całkiem lubię jego rysunki – przyznała. – To znaczy jeden, on ciągle maluje drzewo. I to takie samo. Na dwustu obrazach. To chyba jakaś obsesja. I jeszcze tę dziwną czarownicę z eliksirami na… - uśmiechnęła się znacząco. – Zdaje się, że w zeszłym roku, jednemu z jej klientów wyrosła trzecia pierś. Trzeba się dowiedzieć, czy czegoś ją ta sprawa nauczyła... – opisywała z cichym zaaferowaniem.
A potem, o ile Darcy nie oponował, poszła razem z nim ku straganom i ich właścicielom. Każdego sfotografowała razem ze swoim kramem i produktami, którymi handlował (poza Norą, Nory i jej straganu to nie). Przy tych najbardziej znanych czarownicach i czarodziejach, albo najbardziej osobliwych, zrobiła nawet serię zdjęć.
Jeszcze nie wiedziała jak, ale czuła, że na pewno jakoś to wszystko wykorzysta.
A potem jej twarz rozjaśniła się z radości. To było doskonałe. Seria niefortunnych wydarzeń przed Beltaine. No i proszę, mieli właśnie swoje tematy do opisania ich w gazecie. Nikogo nie obchodziło nudne oświadczenie wydane przez kapłankę, że wszystko będzie tak samo jak co roku. Ale jak je podkręcą lekko informacją o tym, że trzeba o siebie dbać, bo nadeszły ciężkie czasy (zresztą, kapłanka sama tak powiedziała) to brzmiało już zdecydowanie lepiej.
- Gdzie? – zapytała gapowato, gdy Darcy wspomniał o jakiejś parze. Powiodła ku nim wzrokiem. Zapatrzyła się na czarownicę, zastanawiając skąd ją kojarzyła. Ale w głowie miała zadziwiającą pustkę. Gdyby nie brat, nawet by się nią nie zainteresowała. I ominęłaby ich TAKA informacja! – Zdecydowanie musisz o tym napisać. I jakby się dało, opóźnić jutrzejsze wydanie do wieczora… - zamyśliła się.
Aktorka nie zdążyłaby przeczytać o sobie w Czarownicy, schadzka doszłaby do skutku a potem, kiedy razem ze swoim partnerem, wyszliby z lasu… Daisy nawet chciałaby zobaczyć, ich miny, gdy pojmą, że sporo osób na nich patrzy i wie co zrobili. I naturalnie furię tego jej bogatego męża!
- No dobra. Mamy już Aarona rzeźbiarza fallusów. Zróbmy jeszcze krótką rundkę po straganach, popytajmy ludzi czym chcą tam handlować, zróbmy parę zdjęć a potem możemy się stąd zmywać – zarządziła, kontrolnie spoglądając na brata. Bo tak naprawdę, dość mocno trzymała się jego zdania i ufała mu. Jeśli zauważyłby coś istotniejszego, niż chmara dziwaków przy straganach, mogła z nich na chwilę zrezygnować. – Tam jest ta stara wiedźma, która handluje beozarem – wskazała palcem. – I wzięła ze sobą tego swojego starego capa. Będzie wszystkim tłumaczyła, że to z jego żołądka wyciągnęła kamienie – opisała. – Och, i jeszcze ten chłopaczek od rysunków. Ten, który jest daltonistą. Całkiem lubię jego rysunki – przyznała. – To znaczy jeden, on ciągle maluje drzewo. I to takie samo. Na dwustu obrazach. To chyba jakaś obsesja. I jeszcze tę dziwną czarownicę z eliksirami na… - uśmiechnęła się znacząco. – Zdaje się, że w zeszłym roku, jednemu z jej klientów wyrosła trzecia pierś. Trzeba się dowiedzieć, czy czegoś ją ta sprawa nauczyła... – opisywała z cichym zaaferowaniem.
A potem, o ile Darcy nie oponował, poszła razem z nim ku straganom i ich właścicielom. Każdego sfotografowała razem ze swoim kramem i produktami, którymi handlował (poza Norą, Nory i jej straganu to nie). Przy tych najbardziej znanych czarownicach i czarodziejach, albo najbardziej osobliwych, zrobiła nawet serię zdjęć.
Jeszcze nie wiedziała jak, ale czuła, że na pewno jakoś to wszystko wykorzysta.