Całkiem rozsądne było rozdzielenie się. Tak, zgadzała się z tym. Wpatrywała się jednak to w jednego, to w drugiego wujka przez dłuższą chwilę. Chodziło o jej braci. Musiała im pomóc ich uratować, jak niby miałaby wybrać, który powinien być pierwszy? To była jedna z tych decyzji, których nie dało się podjąć. Wiedziała jednak, że nie może zostać na miejscu, musiała im pomóc. Mogła się im przydać, zwłaszcza, że posiadała tę dziwną umiejętność, która po raz pierwszy mogła być naprawdę przydatna.
- Nie zamierzam stać bezczynnie, kiedy moim braciom może dziać się krzywda. - Powiedziała dość chłodnym tonem głosu, jak na nią. Sytuacja jednak była dość dramatyczna, nawet Rita czasem ściągała tę swoją maskę obojętności. W tym przypadku chodziło o jej rodzinę, jej najbliższych - musiała się w to zaangażować.
- Mama sobie poradzi, podejrzewam, że zrobiłaby to samo. - Tak, oczywiście, że brała pod uwagę to, w jaki sposób zachowałaby się Charlotte, zdanie matki było dla niej bardzo ważne nawet podczas takich kryzysowych sytuacji.
- Wydaje mi się, że muszę pójść po Jaspera, on nie umie, wiecie... Ogień może go dosięgnąć. - Tak, Theo tak jak ona posiadał ten dar rodziny Parkinson, więc wybór wydawał się jej być naturalny. Jessie był w większym zagrożeniu, więc to po niego powinna się udać, musiała towarzyszyć wujkowi Jonathanowi, miała nadzieję, że nie będzie miał nic przeciwko temu.
Nie, żeby ta decyzja była najprostszą z możliwych, dużo łatwiej byłoby, gdyby Theo i Jessie byli w jednym miejscu, tyle, że nie spodziewała się, że tak się stanie. To ją martwiło, co jeśli nie dotrą na czas, jeśli któryś z nich ucierpi?
Kiwnęła głową na słowa Jonathana. Niby nie było złego wyboru, ale co jeśli? To naprawdę była dla niej bardzo dramatyczna sytuacja, bo musiała wybierać między swoimi braćmi. Jednak decyzja została już podjęta, drogą dedukcji. Jessie mógł jej bardziej potrzebować. - Pójdę z Tobą po Jessiego. - Potwierdziła raz jeszcze swoją decyzję. Teraz nie było już odwrotu.
//toksyczna rodzina