31.03.2025, 13:11 ✶
– Nie umierasz – powiedział z dziwnym przekonaniem, trochę życzeniowo, a trochę dlatego, że... – ten bufon może i by naraził na śmierć swoich ludzi, ale nie siebie. Kluczowe jest przejęcie kontroli nad tą energią, tak sądzę. Zobacz, nawet jeśli Ty i pozostali odkryjecie w jaki sposób pozbyć się tej przypadłości, to sama mówisz, że Zimni po drugiej stronie nie odstąpią. Trzeba byłoby ich zneutralizować zanim pozbędziecie się mocy. Możliwe, że jesteście naszą jedyną nadzieją Victoria, fakt, że poszliście do Limbo może nie być przekleństwem, a zbawieniem, którego potrzebujemy, ochroną i mieczem, którego nie zyskalibyśmy w inny sposób. – Było w nim przekonanie i pewność, był żar, który spopielał prozę życia, która jeszcze chwilę temu zajmowała mu umysł. Które z nich jeszcze pamiętało, że rozmowa zaczęła się od przyznania się do kiełkującego uczucia, do podjęcia próby znalezienia kogoś, kto byłby blisko na dobre i złe? Zabawne, kiedy człowiek jeszcze miesiąc temu sądził, że jest utkany z nieodwzajemnionej miłości, a teraz spalał te tkanki, odsłaniając chłodną stal zaangażowania i uczuć kierowanych nie ku jednej osobie, a całej zbiorowości. Stan Victorii, Atreusa - to mogła być ich racja stanu, pomijana milczeniem przez urząd ze związanymi prawem rękoma. Nie wątpił, ze Niewymowni parali się nekromancją, sam przecież znał aż za dobrze zainteresowania Morpheusa, sam tłumaczył mu ledwie tydzień temu księgi.
– Masz absolutną rację w swojej ocenie, urzędnicy nie przyznają się do posiadania wiedzy, której posiadać nie powinni. Dlatego trzeba to robić poza urzędem. Poza ministerstwem. Mam... mam kogoś zaufanego, kto mógłby obejrzeć Cię tu, na miejscu... Kogoś kto nie uczyni z Ciebie białego królika. Zbyt często księgi to za mało. Teoria w takich sytuacjach nie wystarczy, a biurokrację najlepiej ominąć... robiąc to z daleka od niej. – Czy rzeczywiście właśnie to zrobił? Skok wiary, nawet jeśli nie zdradzał imienia tego, z którym chciałby podzielić się rewelacjami odkrytymi przez Victorię w Afryce. Nie zamierzał jednak nie ufać Lestrange'owej, komuś trzeba było w tym szaleństwie, w tej wojennej zawierusze, a ona twardym stanowiskiem wobec rodziny, parciem mimo zawieruch do przodu, determinacją z jaką zwalczała Śmierciożerców, wchodząc w swych łowach nawet do innego świata... – Trwa wojna. A ja nie widzę szans na jej wygranie, jeśli będziemy podążać za kurczakiem. – dodał, jakby na swoje usprawiedliwienie, mimo wszystko sięgnął po kielich i upił wina, odkrywając mimo wszystko trudność w tak otwartej rozmowie. Zbyt otwartej? To miało się dopiero okazać. Może gdyby prowadzili ją dwa lata temu... może byłby ostrożniejszy.
– Victoria... opowieść, którą snujesz sama o sobie, niesie w sobie dużo żalu. Ja widzę jednak bardzo dużo zasobów. Kontaktów. Świadomości tego jak wygląda Ministerstwo na różnych piętrach. Jesteś kobietą wielu talentów. Nie musisz odchodzić z pracy, wystarczy zwolnienie, przez wzgląd na Twój stan podejrzewam, że wcale nie byłoby tak trudne do osiągnięcia. Po to, aby nie rozdrabniać się. Nie marnować cennych minut godzin, na prowadzenie śledztw, skoro przed Tobą stoi to największe wyzwanie. Znalazłbym Ci miejsce, widzisz... o tym mówię, o tym żeby się zorganizować. Inna sprzyjająca nam dusza może mieć dostęp do lokalizacji, budynków odpowiednio zabezpieczonych, ukrytych, przystosowanych. A Ty... kto wie, może pewnego dnia wesprzesz swoją wiedzą i zasięgami kogoś innego, kto będzie potrzebował pomocy. Wiesz, tak na prawdę nam, dzieciom Ministerstwa nie da się odciąć tej pępowiny. Ale są po prostu inne możliwości, a czasu na decyzję coraz mniej. Ja na dniach będę jechał do Kairu, to już postanowione, żeby nie spalać dni na podróż do Kambodży, skoro tak na prawdę chodzi o dwa podpisy. Będę jechał do Kairu i po powrocie pełną parą zacznę zbierać ludzi. Chcę wzmocnić społeczność, próbuję Carrowa urobić na dodatkowe kursy teleportacji, żeby czarodzieje korzystali z niej gdy... gdy będzie źle. I wściekam się wiesz, to jest to o czym mówisz, ten kurczak, finansowanie przecież nie jest problemem, może założymy fundację bo Ministerstwo zbyt wiele pieniędzy przepala na głupoty, a potem płacz i zgrzytanie zębów na złą prasę – fuknął wściekle, ale nie poderwał się z fotela. To nie był dzisiejszy ogień sprzeciwu wobec zastanej sytuacji. To by wulkan w którym wciąż i wciąż przetaczała się magma.
Uśmiechnął się na słowa Victorii o OMSHMie, który był za mały. Też to czuł. Też go to gniotło.
– Był idealny na czas pokoju. Wiesz... moją jedyną życiową ambicją, jak... jak myślałem przez wiele lat, było prześcignąć swojego ojca, aby potem być głuchym na jego wrzaski, że mógłbym więcej. Międzynarodowa Unia Magiczna wypchnęła mnie na powrót do kraju, ale nigdy w sumie nie chciałem być szefem departamentu. Wystarczała mi kontrola nad handlem międzynarodowym, obserwowanie przepływów dóbr i gotówki... – uśmiechnął się tak, jakby uśmiechał się nad utraconym dzieciństwem. Choć nie.. nie byłoby to dzieciństwo, a okres dojrzewania. Teraz nadszedł czas, aby zostać w końcu mężczyzną. – I jeszcze dwa lata temu, myślałem, że to kaprys ulicy, ale sytuacja jest z każdym miesiącem coraz bardziej dramatyczna. I wiesz co? Zależy mi. Zależy mi na tym, żeby Londyn znów był spokojny. Nie ważne, czy miałbym to robić ze swojego gabinetu czy spoza niego. Może... może też wezmę wolne? Za moją poradą dla Ciebie – roześmiał się, próbując jakkolwiek zrzucić napięcie z ciała. Spokojna rozmowa z krewniaczką przemieniła się w wielką dysputę i planowanie, a on... on czuł ciężar faktów, którymi się z nim podzieliła, nieświadom zupełnie, ze dwa tygodnie później Jenkins dorzuci do jego planów swoje dwa grosze, pewną propozycją nie do odrzucenia.
– Musimy sami wytyczać sobie ścieżki Victorio. Cieszę się... tak bardzo się cieszę, że nasze będą biegły blisko siebie.
– Masz absolutną rację w swojej ocenie, urzędnicy nie przyznają się do posiadania wiedzy, której posiadać nie powinni. Dlatego trzeba to robić poza urzędem. Poza ministerstwem. Mam... mam kogoś zaufanego, kto mógłby obejrzeć Cię tu, na miejscu... Kogoś kto nie uczyni z Ciebie białego królika. Zbyt często księgi to za mało. Teoria w takich sytuacjach nie wystarczy, a biurokrację najlepiej ominąć... robiąc to z daleka od niej. – Czy rzeczywiście właśnie to zrobił? Skok wiary, nawet jeśli nie zdradzał imienia tego, z którym chciałby podzielić się rewelacjami odkrytymi przez Victorię w Afryce. Nie zamierzał jednak nie ufać Lestrange'owej, komuś trzeba było w tym szaleństwie, w tej wojennej zawierusze, a ona twardym stanowiskiem wobec rodziny, parciem mimo zawieruch do przodu, determinacją z jaką zwalczała Śmierciożerców, wchodząc w swych łowach nawet do innego świata... – Trwa wojna. A ja nie widzę szans na jej wygranie, jeśli będziemy podążać za kurczakiem. – dodał, jakby na swoje usprawiedliwienie, mimo wszystko sięgnął po kielich i upił wina, odkrywając mimo wszystko trudność w tak otwartej rozmowie. Zbyt otwartej? To miało się dopiero okazać. Może gdyby prowadzili ją dwa lata temu... może byłby ostrożniejszy.
– Victoria... opowieść, którą snujesz sama o sobie, niesie w sobie dużo żalu. Ja widzę jednak bardzo dużo zasobów. Kontaktów. Świadomości tego jak wygląda Ministerstwo na różnych piętrach. Jesteś kobietą wielu talentów. Nie musisz odchodzić z pracy, wystarczy zwolnienie, przez wzgląd na Twój stan podejrzewam, że wcale nie byłoby tak trudne do osiągnięcia. Po to, aby nie rozdrabniać się. Nie marnować cennych minut godzin, na prowadzenie śledztw, skoro przed Tobą stoi to największe wyzwanie. Znalazłbym Ci miejsce, widzisz... o tym mówię, o tym żeby się zorganizować. Inna sprzyjająca nam dusza może mieć dostęp do lokalizacji, budynków odpowiednio zabezpieczonych, ukrytych, przystosowanych. A Ty... kto wie, może pewnego dnia wesprzesz swoją wiedzą i zasięgami kogoś innego, kto będzie potrzebował pomocy. Wiesz, tak na prawdę nam, dzieciom Ministerstwa nie da się odciąć tej pępowiny. Ale są po prostu inne możliwości, a czasu na decyzję coraz mniej. Ja na dniach będę jechał do Kairu, to już postanowione, żeby nie spalać dni na podróż do Kambodży, skoro tak na prawdę chodzi o dwa podpisy. Będę jechał do Kairu i po powrocie pełną parą zacznę zbierać ludzi. Chcę wzmocnić społeczność, próbuję Carrowa urobić na dodatkowe kursy teleportacji, żeby czarodzieje korzystali z niej gdy... gdy będzie źle. I wściekam się wiesz, to jest to o czym mówisz, ten kurczak, finansowanie przecież nie jest problemem, może założymy fundację bo Ministerstwo zbyt wiele pieniędzy przepala na głupoty, a potem płacz i zgrzytanie zębów na złą prasę – fuknął wściekle, ale nie poderwał się z fotela. To nie był dzisiejszy ogień sprzeciwu wobec zastanej sytuacji. To by wulkan w którym wciąż i wciąż przetaczała się magma.
Uśmiechnął się na słowa Victorii o OMSHMie, który był za mały. Też to czuł. Też go to gniotło.
– Był idealny na czas pokoju. Wiesz... moją jedyną życiową ambicją, jak... jak myślałem przez wiele lat, było prześcignąć swojego ojca, aby potem być głuchym na jego wrzaski, że mógłbym więcej. Międzynarodowa Unia Magiczna wypchnęła mnie na powrót do kraju, ale nigdy w sumie nie chciałem być szefem departamentu. Wystarczała mi kontrola nad handlem międzynarodowym, obserwowanie przepływów dóbr i gotówki... – uśmiechnął się tak, jakby uśmiechał się nad utraconym dzieciństwem. Choć nie.. nie byłoby to dzieciństwo, a okres dojrzewania. Teraz nadszedł czas, aby zostać w końcu mężczyzną. – I jeszcze dwa lata temu, myślałem, że to kaprys ulicy, ale sytuacja jest z każdym miesiącem coraz bardziej dramatyczna. I wiesz co? Zależy mi. Zależy mi na tym, żeby Londyn znów był spokojny. Nie ważne, czy miałbym to robić ze swojego gabinetu czy spoza niego. Może... może też wezmę wolne? Za moją poradą dla Ciebie – roześmiał się, próbując jakkolwiek zrzucić napięcie z ciała. Spokojna rozmowa z krewniaczką przemieniła się w wielką dysputę i planowanie, a on... on czuł ciężar faktów, którymi się z nim podzieliła, nieświadom zupełnie, ze dwa tygodnie później Jenkins dorzuci do jego planów swoje dwa grosze, pewną propozycją nie do odrzucenia.
– Musimy sami wytyczać sobie ścieżki Victorio. Cieszę się... tak bardzo się cieszę, że nasze będą biegły blisko siebie.