• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 … 11 Dalej »
[8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B

[8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#6
31.03.2025, 21:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.03.2025, 21:04 przez Eutierria.)  
Uśmiechnąłem się pod nosem, chociaż wiedziałem, że nie miała szans tego zobaczyć, po czym odkaszlnąłem, starając się przegonić nieprzyjemne uczucie, które narastało w mojej piersi. Cały świat płonął - w miarę jak przedzieraliśmy się przez tłum, było to widać zatrważająco dobrze. Mimo, że próbowałem być dla niej oparciem, moja uwaga była cały czas skupiona na tym, co działo się wokół. W mojej głowie krążyły myśli o tym, co widziałem - o płonących budynkach, dymie unoszącym się w powietrze, o ludzkim cierpieniu i strachu. Niestety przez wzrost, widziałem za dużo - nawet, jak na kogoś, kto już przedtem widział wiele. Nie mogłem tego nie porównywać z Filadelfią - co gorsza, ona przegrywała z dramatem, jaki dział się tutaj. Tłum był całkowicie nieprzewidywalny, a ja musiałem być wielokrotnie bardziej czujny. Zdecydowanym krokiem próbowałem wyjść z opresji, w której się znaleźliśmy - nie mogłem pozwolić, żeby cokolwiek nas rozdzieliło.
Z każdym krokiem, który stawiałem, czułem ciężar kobiety, którą niosłem na barana. Nie była trudna do udźwignięcia - wręcz przeciwnie, to była całkiem dobra bliskość, dzięki której skupiałem się na celu, a nie błądziłem myślami. Szedłem zdecydowanym krokiem, trzymając kobietę mocno, ale z wyczuciem, aby nie sprawić jej dodatkowego dyskomfortu. Jej włosy lekko muskały mi szyję, a zapach perfum - one całe szczęście były mi nieznane - i tej zbyt znanej szpitalnej, uzdrowicielskiej woni, chociaż przytłoczony dymem, od czasu do czasu uderzał w moje nozdrza.
- Nie Alice, nie Alice, nie Alice... - Pilnowałem się na tyle mocno, żeby już nie powtórzyć tego imienia - wszystko to powtarzałem sobie w głowie, aż do momentu, w którym rzeczywiście wyparłem to porównanie z myśli, słysząc nieoczekiwane przeprosiny. Ta druga osoba nigdy by tego nie zrobiła. Przepraszała za dotyk, jakby czuła się winna, że w tym momencie, pełnym niepewności, mogła sprawić mi jakąkolwiek niedogodność. Spojrzałem na nią odruchowo, ale bardzo przelotnie, bo musiałem się skupić na drodze przed sobą - na ludziach, którzy wciąż wpadali na nas, na chaosie. Kroki, które stawialiśmy, były szybkie, ale nie mogłem pozwolić sobie na bieg.
- Bez potrzeby. - Rzuciłem przez ramię, czując, jak jej palce zaciskają się na moich ramionach. Nie chciałem, żeby czuła się źle. Nie chciałem, by czuła się zaniepokojona, gdyż to mogłoby tylko pogorszyć sytuację.
Nieopodal luki wskazanej przez brunetkę zauważyłem grupę ludzi, którzy z podnieceniem wpatrywali się w ogień. Niektórzy byli zamaskowani, inni nie - twarze tych drugich były rozświetlone połyskującymi płomieniami, a w oczach czaiła się dzika radość, jakby ogień był dla nich widowiskiem, nie zagrożeniem. Zamiast uciekać, rzucali zaklęciami w elewacje budynków, które jeszcze nie płonęły, przyczyniając się do ich podpalenia, jakby szukali w tym jakiejś formy zemsty lub sprawiedliwości. Szybko odbiłem w bok, starając się unikać ich szaleństwa. Tym ruchem trafiliśmy obok grupy ludzi, którzy zamarli w miejscu na widok podpalaczy - wpadli w panikę, krzycząc i wskazując na grupę w oddali. Zauważyłem, że kilka osób zaczęło miotać się w tył i popychać innych w tamtym kierunku - tak, jakby chcieli oddzielić się nimi od zagrożenia. Wydawało się, że sytuacja wciąż się zaostrza. Zawahałem się na chwilę, gdy usłyszałem przeraźliwy krzyk w oddali - od strony miejsca, na które wskazywali. Moje serce przyspieszyło, ale starałem się nie dać tego po sobie poznać. Przepchnąłem się między nimi - nie zamierzałem się zatrzymywać, tylko wciąż szedłem zdecydowanym krokiem, próbując oddalić nas od niebezpieczeństwa. Poświata ognia tańczyła w powietrzu, a dym unosił się w górę, zasłaniając niebo zasnute ciężkimi chmurami, z których w dalszym ciągu sypał popiół. Tłum zdawał się nie mieć końca - ludzie wrzeszczeli, niektórzy płakali, inni po prostu biegli, nie patrząc na to, kogo mogą zranić. 
- Tszymaj się mosno, dobsze? - Właściwie nie musiała mi odpowiadać - sam przytrzymałem ją mocniej, czując, jak jej ręce kurczowo chwytają się moich ramion. Zaciągnąłem powietrze przez chustkę, a potem ruszyłem szybciej, starając się przecisnąć obok dużej grupy ludzi, czując na szyi ciepły oddech kompanki tego dramatu. Cały czas byłem czujny - każdy krok, każdy ruch, który robiliśmy, był przemyślany, bo powinien być. Musieliśmy iść, nie dać się porwać spanikowanemu tłumowi. Dookoła wszystko płonęło - ogień tańczył w powietrzu, a zapach spalenizny wdzierał się w nozdrza. Czułem, jak adrenalina pulsuje mi w żyłach, ale jednocześnie starałem się być spokojny, przynajmniej na zewnątrz. Z każdym stawianym krokiem starałem się skupić na znalezieniu drogi i nie zwracać uwagi na panikę wokół. Musieliśmy iść dalej, nie dać się porwać motłochowi, który zdawał się żyć swoim własnym, chaotycznym życiem. Przemierzaliśmy kolejne metry, przeciskaliśmy się przez rój ludzi, a dookoła nas wszystko wrzało. Dźwięki krzyków i paniki wypełniały powietrze, ale starałem się skupić na niej - na znajomej nieznajomej.
Ta kobieta, która w teorii była mi całkowicie obca, miała w sobie coś, co sprawiało, że rozmowa z nią była niezwykle naturalna. Chciałem ją pocieszyć, odwrócić jej uwagę od masowej histerii, która rozgrywała się wokół. Nie znaliśmy się, a jednak miałem wrażenie, że dobrze się dogadujemy. Jej obecność sprawiała, że w tym chaosie czułem się nieco spokojniej. Mimo że była obca, jej bliskość była zdumiewająco kojąca.
- Wies... - Zacząłem, starając się brzmieć swobodnie. Odpowiedziałem jej uśmiechem, nawet jeśli nie mogła go zobaczyć. - Tludno mi to stwieldziś, bo nie jesztem stąd. Popcoln nie jeszt tu chyba tak populalny jak w Stanach, ale moszemy dla ułatwienia pszyjąć, sze we wszesniu, se wsględu na Mabon, znajsie się w jednym na pięś mieskań? Na Holysontalnej saswyszaj jest po jedno mieskanie na piętsze. Tszy piętra, więc... Hmm, s tego, co liszę, to... - Zamilkłem na chwilę, próbując oszacować prawdopodobieństwo - zdecydowanie zbyt skomplikowane, jak na tę chwilę. W praktyce wzruszyłem ramionami, wiedząc, że to nie ma żadnego sensu w obliczu tego, co się działo wokół. Mój wewnętrzny głos szeptał mi, że to wszystko wydaje się absurdalne. - Są baldzo dusze. - Dodałem, zerkając na tłum, który falował wokół nas. - Jesteszmy w całkiem bliskiej okolisy kilku sklepów se słodyszami, więs na pewno mieli tam woly s zialnami kukulydzy. - Mówiłem to, starając się, by moje słowa były dla niej logiczne, jakby popcorn mógł być odpowiedzią na nasze problemy. Próbowałem ją pocieszyć, odwracając jej uwagę od masowej paniki. Nie znaliśmy się, ale miałem wrażenie, że naprawdę dobrze się dzieje, że próbujemy rozmawiać i te słowa to coś więcej niż tylko dźwięki wydobywające się z moich ust. Wiedziałem, że nie mam na to wpływu, ale chciałem, żeby poczuła się trochę bezpieczniej -  nawet, gdy cały świat wokół nas płonął. Nie miałem pojęcia, dlaczego popcorn stał się naszym punktem odniesienia, ale to było bez znaczenia. Kiwnąłem głową, chociaż nie wiedziałem, czy kiedykolwiek poczuję ten zapach. Wszystko śmierdziało dymem i spalenizną.
- Wies, po namyszle, odpowiadająs na twoje pytanie... W takich momentach, dobsze myszli się o dlobnych szeszach... Szeby nie panikowaś. - Pomimo psychozy, która nas otaczała, próbowałem emanować spokojem. Wewnętrznie jednak byłem czujny na każdą zmianę w otoczeniu. Zdecydowanym krokiem próbowałem wyjść z tłumu, oddalać nas od niebezpieczeństwa, ale czułem, że to jak walka z wiatrakami - ogień był dosłownie wszędzie. Wiedziałem, że musimy kontynuować marsz, mimo tego, że świat wokół nas dosłownie płonął. - Jak własznie na pszykład ulubiony lodzaj popcolnu, szy to, co zjes na kolasję, gdy wsystko szię uspokoi. - Dodałem, choć sam nie byłem pewien, czy potrafiłbym w pełni zaufać tej strategii.
Wokół nas wszystko stało w ogniu - płomienie tańczyły na dachach i elewacjach budynków, krzyki ludzi wypełniały przestrzeń, stając się tłem dla mojej wewnętrznej walki o opanowanie. Wiedziałem, że nie mogę okazywać strachu ani niepewności, bo to mogłoby ją dodatkowo wystraszyć. Nieznajoma, która jeszcze kilkanaście minut temu była dla mnie tylko twarzą w tłumie, teraz stała się moim priorytetem. Nie byłem pewien, czy sama kostnica rzeczywiście była bezpiecznym miejscem, ale musiałem w to wierzyć - to była jedyna opcja. Obiecałem, że doprowadzę ją w bezpieczne miejsce, i zamierzałem dotrzymać tej obietnicy. Nie mogłem myśleć o tym, co będzie później. W tej chwili musiałem skupić się na tym, co tu i teraz.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (9815), Eutierria (252), Prudence Fenwick (10606)




Wiadomości w tym wątku
[8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B - przez Benjy Fenwick - 28.03.2025, 20:04
RE: [8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B - przez Prudence Fenwick - 29.03.2025, 02:18
RE: [8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B - przez Benjy Fenwick - 29.03.2025, 16:09
RE: [8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B - przez Prudence Fenwick - 30.03.2025, 00:19
RE: [8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B - przez Eutierria - 31.03.2025, 21:02
RE: [8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B - przez Benjy Fenwick - 31.03.2025, 21:03
RE: [8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B - przez Prudence Fenwick - 31.03.2025, 21:04
RE: [8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B - przez Benjy Fenwick - 04.04.2025, 18:35
RE: [8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B - przez Prudence Fenwick - 04.04.2025, 23:37
RE: [8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B - przez Benjy Fenwick - 06.04.2025, 23:12
RE: [8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B - przez Prudence Fenwick - 07.04.2025, 20:32
RE: [8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B - przez Benjy Fenwick - 10.04.2025, 14:34
RE: [8/9/72] Time is like a fuse - short and burning fast. Armageddon's here | B.F i P.B - przez Prudence Fenwick - 10.04.2025, 20:46

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa