04.02.2023, 03:00 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.02.2023, 03:02 przez Elliott Malfoy.)
Dotknięcie opuszkami palców było szybkie, przypominało powiew ciepłego powietrza w rodzinnej posiadłości na południu Francji. Elliott uniósł nieznacznie brwi, czując nagłą ochotę, aby złapać przyjaciela za dłoń, nie puszczać, przesunąć dłonią wyżej, pod rękawem szaty... Zamrugał, udając, że jest niesamowicie pochłonięty historią Jęczącej Marty, gdy tak naprawdę kątem oka zerknął na Blacka, na to jak jego żywe i radosne spojrzenie utkwione było w butach, a policzki oblały się czerwienią. Serce zabiło mu na chwilę mocniej, ale wrócił spojrzeniem do unoszącego się nad mokrą posadzką ducha, chcąc jak najboleśniej złamać kark słowikowi rosnącego uczucia. Dopiero w przyszłości miał nabrać beztroski w swoich kłamstwach, teraz kontrapunkty fałszu wydawały się krzyżować ze sobą niezdarnie, dopiero kreując marmur, pod jakim w przyszłości Elliott zdecyduje ukryć się swoją duszę i wszystkie, naturalne odruchy.
Gdy co?, chciał dopytać, postawić krok w kierunku bruneta, ale ostatecznie nie zrobił ani jednego, ani drugiego, przyklejony do posadzki strachem i świeżo pulsującą traumą. Nie był pewien czy walczy teraz z obrzydzeniem do samego siebie, czy też z przerażeniem, jakie wzbudzało w nim myślenie o konsekwencjach, policzek wciąż piekł od ojcowskiej złości, gdy wracał myślami do nieszczęsnego wieczora w jednym z salonów rodowej posiadłości, chociaż na twarzy nie pozostał nawet ślad - tak samo jak w Lecznicy, czy nigdzie indziej. Pozornie nic się nie zmieniło, gdy tak naprawdę wnętrze jego umysłu przypominało dom po pożarze, z którego zniszczeniami będzie radził sobie przez pare następnych lat.
- Mam nadzieję, ze twoje słowa nie są rzucane na wiatr - odparł jedynie, ale nie był w stanie ponownie spojrzeć na twarz przyjaciela, jakby bojąc się, że zobaczy na niej tą samą niechęć i obrzydzenie, co u ojca. Logicznie wiedział, że to niemożliwe, że Percy rozumie, że współczuje. Ale czy na pewno mógł ufać komukolwiek? Czy powinien? Czuł się jak zagoniony w róg pomieszczenia, dziki lis, który odliczał ostatnie sekundy przed tym, aż rozgryzą go psy myśliwskie, jeżeli wcześniej nie padnie na zawał przy rozszalałym sercu dygocącym w klatce piersiowej.
Spojrzenie skupiał na Jęczącej Marcie i idealnie udawało mu się zatrzymywać nonszalancki wyraz twarzy, naturalną beztroskę w słowach miał we krwi, nie było dla niego nic prostszego, jak mówienie, a przy tym owijanie sobie innych wokół palca, przynajmniej wsród rówieśników i młodszych uczniów.
- Niesamowicie mnie dziwi, że nikt ci tego wcześniej nie powiedział, Olivia pewnie wyśmiewała cię z zazdrości - parsknął, zachowując naturalność wypowiedzi. Gdy duch się do niego zbliżył, nie wzdrygnął się nawet, a pozwolił leniwemu uśmiechowi rozciągnąć się na twarzy, niby skupiając wzrok na palcach dziewczyny, a tak naprawdę rzucając spojrzenie Perseusowi, jak gdyby ten wyraz twarzy dedykowany był dla niego i tylko niego. Uniósł delikatne brwi, pozwalając, aby w niebieskich oczach pojawiły się wyzywające ogniki.
Cóż, Black nie wytrzymał napięcia - tak to wyglądało w oczach Malfoya, więc wydawał się z siebie bardzo zadowolony. Oderwał od drugiego chłopaka ukradkowe spojrzenie i podążył znów za przeźroczysta sylwetką ich rozmówczyni, jak gdyby nigdy nic.
- To brzmi jak jakieś zwierze, chyba żaden człowiek nie miałby czerwonych ślepi - odparł, bo było to pierwsze, co wpadło mu do głowy i zaraz otworzył odrobinę usta, w zdziwieniu, ale tez trochę jakby miał krzyknąć 'Eureka'.
- Ojciec nam opowiadał, a raczej przestrzegał - zaczął - Że w jego latach w szkole zginęła dziewczyna, w łazience właśnie i w sumie, nie tylko ona, były też inne ofiary. Ministerstwo starało się wszystko zatuszować, tak mówił - kontynuował - podobno jakiś nauczyciel przetrzymywał niebezpieczne stworzenia w zamku, oskarżyli go w końcu i wyrzucili. W którym roku umarłaś, Marto? - skrzętnie pominął fakt, że ojciec wspominał, iż każda ofiara była Szlamą. O tym może powiedzieć Persueusowi później, mógł się założyć, że duch niezbyt dobrze zareagowałby na takie określenia.
Gdy co?, chciał dopytać, postawić krok w kierunku bruneta, ale ostatecznie nie zrobił ani jednego, ani drugiego, przyklejony do posadzki strachem i świeżo pulsującą traumą. Nie był pewien czy walczy teraz z obrzydzeniem do samego siebie, czy też z przerażeniem, jakie wzbudzało w nim myślenie o konsekwencjach, policzek wciąż piekł od ojcowskiej złości, gdy wracał myślami do nieszczęsnego wieczora w jednym z salonów rodowej posiadłości, chociaż na twarzy nie pozostał nawet ślad - tak samo jak w Lecznicy, czy nigdzie indziej. Pozornie nic się nie zmieniło, gdy tak naprawdę wnętrze jego umysłu przypominało dom po pożarze, z którego zniszczeniami będzie radził sobie przez pare następnych lat.
- Mam nadzieję, ze twoje słowa nie są rzucane na wiatr - odparł jedynie, ale nie był w stanie ponownie spojrzeć na twarz przyjaciela, jakby bojąc się, że zobaczy na niej tą samą niechęć i obrzydzenie, co u ojca. Logicznie wiedział, że to niemożliwe, że Percy rozumie, że współczuje. Ale czy na pewno mógł ufać komukolwiek? Czy powinien? Czuł się jak zagoniony w róg pomieszczenia, dziki lis, który odliczał ostatnie sekundy przed tym, aż rozgryzą go psy myśliwskie, jeżeli wcześniej nie padnie na zawał przy rozszalałym sercu dygocącym w klatce piersiowej.
Spojrzenie skupiał na Jęczącej Marcie i idealnie udawało mu się zatrzymywać nonszalancki wyraz twarzy, naturalną beztroskę w słowach miał we krwi, nie było dla niego nic prostszego, jak mówienie, a przy tym owijanie sobie innych wokół palca, przynajmniej wsród rówieśników i młodszych uczniów.
- Niesamowicie mnie dziwi, że nikt ci tego wcześniej nie powiedział, Olivia pewnie wyśmiewała cię z zazdrości - parsknął, zachowując naturalność wypowiedzi. Gdy duch się do niego zbliżył, nie wzdrygnął się nawet, a pozwolił leniwemu uśmiechowi rozciągnąć się na twarzy, niby skupiając wzrok na palcach dziewczyny, a tak naprawdę rzucając spojrzenie Perseusowi, jak gdyby ten wyraz twarzy dedykowany był dla niego i tylko niego. Uniósł delikatne brwi, pozwalając, aby w niebieskich oczach pojawiły się wyzywające ogniki.
Cóż, Black nie wytrzymał napięcia - tak to wyglądało w oczach Malfoya, więc wydawał się z siebie bardzo zadowolony. Oderwał od drugiego chłopaka ukradkowe spojrzenie i podążył znów za przeźroczysta sylwetką ich rozmówczyni, jak gdyby nigdy nic.
- To brzmi jak jakieś zwierze, chyba żaden człowiek nie miałby czerwonych ślepi - odparł, bo było to pierwsze, co wpadło mu do głowy i zaraz otworzył odrobinę usta, w zdziwieniu, ale tez trochę jakby miał krzyknąć 'Eureka'.
- Ojciec nam opowiadał, a raczej przestrzegał - zaczął - Że w jego latach w szkole zginęła dziewczyna, w łazience właśnie i w sumie, nie tylko ona, były też inne ofiary. Ministerstwo starało się wszystko zatuszować, tak mówił - kontynuował - podobno jakiś nauczyciel przetrzymywał niebezpieczne stworzenia w zamku, oskarżyli go w końcu i wyrzucili. W którym roku umarłaś, Marto? - skrzętnie pominął fakt, że ojciec wspominał, iż każda ofiara była Szlamą. O tym może powiedzieć Persueusowi później, mógł się założyć, że duch niezbyt dobrze zareagowałby na takie określenia.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦