31.03.2025, 21:57 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.04.2025, 20:39 przez Elias Bletchley.)
| Nić porozumienia, która istniała między rodzeństwem, była niczym żywe stworzenie - raz splatała ich relacje mocnym węzłem, wzmacniając ich więź, a innym razem naprężała się do granic wytrzymałości, grożąc, że pęknie na kawałki, których już nikt nie będzie w stanie połączyć. I tak w kółko. Dziwnym trafem, choć ruszyli w swoją podróż po tym świecie z tego samego punktu, ich drogi zaprowadziły ich w całkowicie różne miejsca, przez co wylądowali w centrach dwóch skrajności. Ironia losu. Czy coś w tym stylu. Być może faktycznie jedynym sposobem na osiągnięcie pełnego zrozumienia byłoby... wsadzenie ich nawzajem do swoich głów, umożliwiając wgląd w najdrobniejsze zakamarki myśli, emocji i przekonań. Przerażający pomysł. Zapamiętajmy go, żeby już nigdy do niego nie wracać, skomentował bezgłośnie Eliasz, wzdrygając na samą myśl. Wyobrażenie ich codziennej komunikacji w takim scenariuszu było wręcz groteskowe. Eh, jak to dobrze, że żadne z nich nie wpadło na pomysł przyswojenia magicznej techniki Fal. Chwała Matce, że nikt ich nie popchnął w stronę pracy w siłach bezpieczeństwa. Podobno tam to była norma. — Mój delikatny żołądek może mieć problem z tym, żeby cieszyć się z posiłku w takich warunkach — skontrował tekst siostry, nie chcąc dać się ponieść emocjom. Wodził wzrokiem na wszystkie strony, lustrując mijanych przez nich ludzi oraz fasady budynków. Zaczynało robić się nieco nerwowo. — Im dalej od czynnika stresowego, tym lepiej, prawda? To mi wyjdzie na zdrowie. To nam wyjdzie na zdrowie. Zamrugał skonfundowany, opuszczając wzrok na buty siostry i przemieszczając się w górę ku czubkowi jej głowy. — Och. Faktycznie — zauważył z nietęgą minę, jakby po raz pierwszy od dawna zwrócił uwagę na to, że Prudence była sporo niższa od niego. Taki mały szczegół. — Tym gorzej dla ciebie. Ja co najwyżej dostanę w ramię, ale ciebie tłum po prostu zgniecie, bo cię nie zauważy. Może w ustach Romulusa, Ambrożego lub innego dawnego znajomego podobny tekst mógłby zabrzmieć jak żart; próba rozluźnienia gęstniejącej z każdą chwilą atmosfery. Słowa Eliasza brzmiały jednak jak suche fakty. Obserwacje, z którymi trzeba było się zapoznać i po prostu zaakceptować, bo nie dało się ich zbytnio zmienić. A przynajmniej większość ludzi nie potrafiłaby ich zmienić. Nie każdy był metamorfomagiem. Nie każdy parał się magią zmieniającą wygląd. — Kuu…! Nie zdołał dokończyć; chociaż poleciał do przodu, ciągnąc za sobą przy okazji Prudence, to w ostatniej chwili udało mu się wygiąć ciało w tył, odzyskując nikłe poczucie równowagi. Wciągnął głośno powietrze do płuc, wpijając się paznokciami w rękę swojej towarzyszki. Rodzinny obiad. Dobre sobie. Cholerna walka o przetrwanie. — Dobra, teraz zdecydowanie trzeba się przepchać w bezpieczne miejsce — zarządził, decydując się na zrobienie tego, czego sam przed chwilą się obawiał, czyli wejścia na osoby przed nim przy użyciu swojego barku. |
|
(Aktywność Fizyczna) Czy Elias utoruje sobie i siostrze drogę do przodu?
Rzut T 1d100 - 54
Slaby sukces... |