31.03.2025, 22:26 ✶
Isaac wszedł do biura tuż za Enzo, z ciężkim oddechem i napięciem wymalowanym na twarzy. Oparł się ramieniem o framugę drzwi, jakby przez chwilę potrzebował złapać nie tylko oddech, ale i myśli. Spojrzał na przyjaciela, a w jego oczach tliła się troska.
-Enzo…- Powiedział cicho, ale stanowczo, wsuwając dłoń do kieszeni marynarki. Wyciągnął paczkę papierosów, nie od razu ją otwierając - po prostu trzymał ją w dłoni, jakby sama obecność tytoniu mogła uspokoić nerwy.
-Syreny sugerują jedno. Jeśli ostrzegają ludzi, to znaczy, że ogień dotarł również do niemagicznego Londynu. Może nawet do centrum. Może powinniśmy iść do ciebie do domu? Sprawdzić, czy wszystko w porządku u twojej mamy i Gustawy. Jeśli dym poszedł zbyt daleko... mogły się wystraszyć.- Albo gorzej... pomyślał, ale nie chciał stresować i tak już spanikowanego Enzo.
Szybkim krokiem podszedł do swojego biurka i sięgnął do torby zawieszonej na krześle. Sprawnym ruchem wyciągnął aparat - ten sam, który towarzyszył mu w niejednej podróży, podczas wypraw badawczych i ulicznych protestów. Metal był chłodny w dotyku, a skórzany pasek przeciął jego szyję, zanim zawisł pewnie na piersi. Szelest obiektywu, krótki klik mechanizmu, to wszystko było znajome i w jakiś sposób kojące.
Nie powiedział tego na głos, ale czuł, że to nie będzie zwykła noc. A skoro tak, to historia, jakkolwiek dramatyczna, zasługiwała na zapis. Nie w gazetowym sensie taniej sensacji, nie. On nie dokumentował przemocy dla rozgłosu. Dla Isaaca aparat był narzędziem pamięci. Świadkiem. Obiektywnym okiem w czasach, gdy słowa potrafiły być zniekształcone.
-Cokolwiek zobaczymy… dobrze, żeby zostało po tym coś więcej niż opowieści.- Mruknął pod nosem, bardziej do siebie niż do Enzo.
-Enzo…- Powiedział cicho, ale stanowczo, wsuwając dłoń do kieszeni marynarki. Wyciągnął paczkę papierosów, nie od razu ją otwierając - po prostu trzymał ją w dłoni, jakby sama obecność tytoniu mogła uspokoić nerwy.
-Syreny sugerują jedno. Jeśli ostrzegają ludzi, to znaczy, że ogień dotarł również do niemagicznego Londynu. Może nawet do centrum. Może powinniśmy iść do ciebie do domu? Sprawdzić, czy wszystko w porządku u twojej mamy i Gustawy. Jeśli dym poszedł zbyt daleko... mogły się wystraszyć.- Albo gorzej... pomyślał, ale nie chciał stresować i tak już spanikowanego Enzo.
Szybkim krokiem podszedł do swojego biurka i sięgnął do torby zawieszonej na krześle. Sprawnym ruchem wyciągnął aparat - ten sam, który towarzyszył mu w niejednej podróży, podczas wypraw badawczych i ulicznych protestów. Metal był chłodny w dotyku, a skórzany pasek przeciął jego szyję, zanim zawisł pewnie na piersi. Szelest obiektywu, krótki klik mechanizmu, to wszystko było znajome i w jakiś sposób kojące.
Nie powiedział tego na głos, ale czuł, że to nie będzie zwykła noc. A skoro tak, to historia, jakkolwiek dramatyczna, zasługiwała na zapis. Nie w gazetowym sensie taniej sensacji, nie. On nie dokumentował przemocy dla rozgłosu. Dla Isaaca aparat był narzędziem pamięci. Świadkiem. Obiektywnym okiem w czasach, gdy słowa potrafiły być zniekształcone.
-Cokolwiek zobaczymy… dobrze, żeby zostało po tym coś więcej niż opowieści.- Mruknął pod nosem, bardziej do siebie niż do Enzo.