31.03.2025, 22:34 ✶
Patrzyła sceptycznie na to jak się tłumaczył. Ewidentnie wolał się spotkać z Nicolasem i Keyleth zapisała to w swojej pamięci, choćby była ona dziurawa jak ser szwajcarski. Jednak pan Lusterko zdawał się jej przyjemnym rozmówcą, innym niż Ci z Rejwachu a też może obeznanym wśród ludzi. Dziewczyna wyobrażała sobie, że jej ojciec, który też miał taki świetny węch byłby świetnym rzemieślnikiem. Jej to bardzo pomagało na zajęciach eliksirów. A skoro Elias też był rzemieśłnikiem, to może gdzieś na swojej drodze... Zapyta go o to jednak później, jak chłopak się trochę rozluźni i wyciągnie sobie szkło z dupy.
– Wiesz, mogę po niego pójść za chwilę. Miał coś ogarnąć z tym swoim kolegą, a potem byłby już wolny. – zasugerowała optymalne rozwiązanie, które nie eksponowałoby jej zdolności. Na co straszyć nowo-poznanego. Tak po prawdzie to i starym znajomym nie przyznawała się zbytnio do swojej... elastyczności w doborze wszystkiego.
– A tam na tym Nokturnie to straszno, ale w Rejwachu cudownie. Jest tam taki chłopiec, cudownie gotuje, nigdy nie jadłam takich pyszności. Moja matka to w ogóle wiesz, surowizną najlepiej żebym się żywiła tak uważała. Frutarianką była. Masakra totalnie, bo ja na tym to wiesz, skóra i kości. Trzeba w zyciu dobrze zjeść, to pewne, żeby energia dobrze płynęła trzeba ją najpierw mieć. Pod tym względem... Te porcje och, miodeczek. Tylko no... strach samemu chodzić, żeby tam już dojść. – zasępiła się. Może jakby spróbowała jako frteka? Ale raz w śmietnikach trafiła na szczękoszczura i o matulu, to nie było spotkanie które chciałaby powtórzyć. – Dobra, powiedz mi proszę, masz jakieś zamówienie takie zajebiste nad którym teraz pracujesz? Jestem ciekawa co Cię kręci poza kobietami, bo chyba nie zmuszają Cię do tego, żeby 24 na 7 siedzieć za ladą?– zapytała opierając łokcie o blat, a potem podbródek o dłonie, żeby zamachać rzęsami przed jegomościem z dołeczkami w policzkach, które powinien pokazywać zdecydowanie częściej.
– Wiesz, mogę po niego pójść za chwilę. Miał coś ogarnąć z tym swoim kolegą, a potem byłby już wolny. – zasugerowała optymalne rozwiązanie, które nie eksponowałoby jej zdolności. Na co straszyć nowo-poznanego. Tak po prawdzie to i starym znajomym nie przyznawała się zbytnio do swojej... elastyczności w doborze wszystkiego.
– A tam na tym Nokturnie to straszno, ale w Rejwachu cudownie. Jest tam taki chłopiec, cudownie gotuje, nigdy nie jadłam takich pyszności. Moja matka to w ogóle wiesz, surowizną najlepiej żebym się żywiła tak uważała. Frutarianką była. Masakra totalnie, bo ja na tym to wiesz, skóra i kości. Trzeba w zyciu dobrze zjeść, to pewne, żeby energia dobrze płynęła trzeba ją najpierw mieć. Pod tym względem... Te porcje och, miodeczek. Tylko no... strach samemu chodzić, żeby tam już dojść. – zasępiła się. Może jakby spróbowała jako frteka? Ale raz w śmietnikach trafiła na szczękoszczura i o matulu, to nie było spotkanie które chciałaby powtórzyć. – Dobra, powiedz mi proszę, masz jakieś zamówienie takie zajebiste nad którym teraz pracujesz? Jestem ciekawa co Cię kręci poza kobietami, bo chyba nie zmuszają Cię do tego, żeby 24 na 7 siedzieć za ladą?– zapytała opierając łokcie o blat, a potem podbródek o dłonie, żeby zamachać rzęsami przed jegomościem z dołeczkami w policzkach, które powinien pokazywać zdecydowanie częściej.