31.03.2025, 23:14 ✶
Liścik pomknął do Charlotty, a Anthony sprawdził, czy w swojej wsiąkiewce ma wszystko. Udało mu się zebrać trochę fantów, na Lammas uzupełnił zapas eliksiru wiggenowego, który w razie czego mógł dać im dodatkową energię. Oczywiście w jego głowie to co powiedział było zgodne z jego argumentacją poprzedniego wieczoru, a nie Jonathanową, ale żaden z nich nie musiał czytać sobie w myślach, żeby zdawać sobie sprawę z trzech rzeczy. Pierwszą był fakt, że nadal są na siebie obrażeni. Drugim był fakt, że to nie miało znaczenia w obliczu kryzysu przed którym zostali postawieni o miesiąc za szybko. Po trzecie...
... Morpheus nie pojawił się ich ostrzec...
Dławiący strach o życie jego anam cary tylko mocniej zaciskał mu szczękę i utwardzał jego determinację. Nawet jeśli Morpheus nie dał rady, nie zdążył cofnąć się w czasie nim padł ostatni cios, jego dusza wciąż kroczyła po świecie. Zaiste dziwnie było odkrywać w sobie odwagę spod dolinowych chorągwi.
– Rozważna decyzja. Jeśli wszystko jest po naszych myślach, Biblioteka stoi cała, wszak jest odporna na ogień. Alę proszę Cię... uważaj na siebie. To może nie być zwykły ogień, a taki, który wspierają moce nie z tego świata. Taki, któremu krew się nie przeciwstawi. – Objął czule swoją pracownicę i ucałował jej czoło na szczęście. Nikogo ten gest nie dziwił, wszak była jego ukochaną chrześnicą, najrozważniejszą z całej trojki. Po wujku.
Tymczasem Jonathan zastał Tahirę zwiniętą w rulon pod własnym biurkiem z pledem narzuconym na plecy.
– Nissss... nikogo... niech nich....nich nie wchosssssssss.... sssssama chcę... ssssama musze byśśśś..... niech....zosssawwwwią mnie...– Syczała żałośnie, łapiąc go za rękę, zwinięta przerażona tak tym co musiała ujrzeć na górze, ale i własnym stanem, nad którym próbowała odzyskać kontrolę.
Anthony natomiast pokiwał głową w ramach zadowolenia z decyzji, która podjął Isaac o wzięciu aparatu. Następnego dnia te zdjęcia może mogłyby odwrócić bieg wojny. Komunikacyjna potyczka dopiero się rozpocznie, a dokumentacja zniszczeń i chaosu może przeważyć szalę.
– Obrócimy szybko, a potem spróbujemy ogarnąć ten chaos. Dałem znać Charlotte, możemy ruszać. – zarządził, po czym cała grupa wraz z kilkoma zaniepokojonymi pracownikami OMSHMu ruszyła do góry do Atrium. Tam chaos dopiero miał nastąpić. Tam dopiero z czasem wypełni się przestrzeń ocalałymi. Teraz na razie wzmagał niepokój. Interludium szalejącej na zewnątrz pożogi.
– Widzimy się tutaj z chłopcami– powiedział twardo patrząc głównie na Jonathana. Czekając jego potwierdzenia. Wspólnego planu.
... Morpheus nie pojawił się ich ostrzec...
Dławiący strach o życie jego anam cary tylko mocniej zaciskał mu szczękę i utwardzał jego determinację. Nawet jeśli Morpheus nie dał rady, nie zdążył cofnąć się w czasie nim padł ostatni cios, jego dusza wciąż kroczyła po świecie. Zaiste dziwnie było odkrywać w sobie odwagę spod dolinowych chorągwi.
– Rozważna decyzja. Jeśli wszystko jest po naszych myślach, Biblioteka stoi cała, wszak jest odporna na ogień. Alę proszę Cię... uważaj na siebie. To może nie być zwykły ogień, a taki, który wspierają moce nie z tego świata. Taki, któremu krew się nie przeciwstawi. – Objął czule swoją pracownicę i ucałował jej czoło na szczęście. Nikogo ten gest nie dziwił, wszak była jego ukochaną chrześnicą, najrozważniejszą z całej trojki. Po wujku.
Tymczasem Jonathan zastał Tahirę zwiniętą w rulon pod własnym biurkiem z pledem narzuconym na plecy.
– Nissss... nikogo... niech nich....nich nie wchosssssssss.... sssssama chcę... ssssama musze byśśśś..... niech....zosssawwwwią mnie...– Syczała żałośnie, łapiąc go za rękę, zwinięta przerażona tak tym co musiała ujrzeć na górze, ale i własnym stanem, nad którym próbowała odzyskać kontrolę.
Anthony natomiast pokiwał głową w ramach zadowolenia z decyzji, która podjął Isaac o wzięciu aparatu. Następnego dnia te zdjęcia może mogłyby odwrócić bieg wojny. Komunikacyjna potyczka dopiero się rozpocznie, a dokumentacja zniszczeń i chaosu może przeważyć szalę.
– Obrócimy szybko, a potem spróbujemy ogarnąć ten chaos. Dałem znać Charlotte, możemy ruszać. – zarządził, po czym cała grupa wraz z kilkoma zaniepokojonymi pracownikami OMSHMu ruszyła do góry do Atrium. Tam chaos dopiero miał nastąpić. Tam dopiero z czasem wypełni się przestrzeń ocalałymi. Teraz na razie wzmagał niepokój. Interludium szalejącej na zewnątrz pożogi.
– Widzimy się tutaj z chłopcami– powiedział twardo patrząc głównie na Jonathana. Czekając jego potwierdzenia. Wspólnego planu.
anam cara z Longbottomem