Ruda była jedynym wyborem swojej matki, bo poza nią nie miała więcej dzieci, więc to ona musiała być tą, która przejmie po niej pałeczkę. Nie, żeby jej to przeszkadzało, bo uwielbiała latać i grać, mimo wszystko wiedziała jak wygląda sytuacja. Miała być kolejną gwiazdą rodziny Wood. Nikt nie widział jej w innym miejscu, co wcale nie było taki złe, chociaż ta świadomość mogła być różnie odbierana. Nie żyli jednak w idealnym świecie, gdzie rodzice pozwalali swoim dzieciom robić wyłącznie to na co miały ochotę.
- To aż tyle, odpada ci połowa zawodów, które musiałabyś wypróbować. - Rzuciła z uśmiechem na twarzy. Zdawała sobie sprawę z tego, że nie wszyscy tuż po zakończeniu edukacji wiedzieli jaką ścieżką powinni podążać i nie widziała w tym nic złego. Skąd mogli mieć pewność? Zdecydowanie łatwiej było po prostu zacząć pracę w różnych miejscach, sprawdzać, co faktycznie im się podoba, aż w końcu odnajdą to, co naprawdę chcieliby robić.
- Spodziewałam się, że tak będzie. - Mówiła ciszej, aby nie zwracać na nie niepotrzebnej uwagi. - Ślizgoni od zawsze byli wrzodami na dupie, teraz pewnie jeszcze bardziej się poczuwają. - Przez wszystkie lata swojej edukacji ucierała im nosa, zrobiła z tego wręcz swoją osobistą misję. Nie wydawało jej się, aby mieli powody do tego, by czuć się ważniejszymi, no poza tą śmieszną sprawą związaną z czystością krwi, co jej zdaniem już dawno powinno być przestać istotne, bo coraz więcej osób rozumiało, że liczy się coś więcej.
- Nie wiem, czy słyszałaś, oni napadli na nasz sklep. Nie zamierzam udawać, że mi się to podoba. Nie możemy pozwolić na to, żeby reagowali w ten sposób. Zupełnie nie umiem zrozumieć ich motywacji, chyba obawiają się, że niedługo nikt nie będzie słuchał ich pierdolenia o tej całej czystości krwi i stracą władzę. Zresztą mam nadzieję, że stanie się to niedługo. - Tak, Wood nie bała się mówić o tym, że nie akceptowała tego co się działo. Zwłaszcza po tym, jak zaatakowali ich sklep. Przekroczona została granica, co nie powinno mieć miejsca. Nie zamierzała siedzieć z założonymi rękoma. Póki co jeszcze nie wiedziała, jak może walczyć z tymi pojebusami, ale musiała znaleźć sposób.
- Już wprowadzają ten manifest w życie, ludzie powinni zacząć się im stawiać. - Żałowała okropnie, że nie było jej wtedy w domu, na pewno zareagowałby na wyrządzone krzywdy.