- Cóż, nie wiem, co o tym myśleć. Nie chciałabym mieć takiego skrzata. - Rita nie wydawała się być szczególnie zachwycona podejściem stworzenia do swoich obowiązków. Jasne, mógł przeżywać w ten sposób jakąś stratę, ale to nie zmieniało faktu, że znajdował się w tym miejscu tylko przez to, że był potrzebny jego mieszkańcom. Zawalił na całej linii.
- Tak, wszystko wina ciotki. - Potwierdziła słowa Jaspera. Ciotki, której twarzy nie mogła sobie przypomnieć, bywało i tak. Bardzo nie chciała tutaj być, nie chciała też zastanawiać się nad losem tego skrzata. Uważała, że powinni już sobie stąd pójść, nie podobało jej się to miejsce. Wolałaby znaleźć się w domu, wcale nie kryła swojego niezadowolenia.
- Oczywiście, że ją pozdrowię. - Skoro brat tego chciał, to nie widziała wobec tego drobnego gestu żadnych przeciwwskazań. Mogła bez mniejszego problemu pozdrowić swoją koleżankę. Swoją drogą nadal nie do końca rozumiała to, co wydarzyło się podczas ostatniego koncertu Muzy.
- Widziałam go chyba przelotnie. - Właściwie to widzieli go razem z bliźniakiem. Trochę ją to zaniepokoiło, ale nie wtrącała się jakoś szczególnie w takie sprawy.
- Zapewne twoje przeczucia mają sens. Mam wrażenie, że oni zapominają o tym, że jesteśmy dorośli i trzymają nas z daleka od wszystkich informacji. - Co nieszczególnie jej się podobało, wręcz przeciwnie. Jasne, pewnie chcieli, aby byli bezpieczni, ale nie mogli trzymać ich pod kloszem przez całe życie, to nie miało najmniejszego sensu.
- Podczas ostatniego koncertu muzy coś się wydarzyło, właściwie to nawet ciężko mi to opisać. - Nigdy nie dotarła do tego, co naprawdę tam się stało, może Jessie będzie w stanie więcej opowiedzieć Theo.