02.04.2025, 00:38 ✶
Powoli się uspokajał, uznając, że śmiech śmiechem, ale jego zachowanie skończy się tylko tym, że to Millie zaraz zacznie martwić się o niego, lub Bucky wpadnie w przerażenie, że nieopatrznie dodał coś nieodpowiedniego do cynamonowej mieszanki. Zresztą, co mu miało dać myślenie od tej sytuacji? Musiał po prostu wziąć się w garść, zdystansować od tego wszystkiego i odczekać na tyle długi czas, że to wszystko będzie jedynie żenującym wspomnieniem. Szkoda, że Egipt nie da mu takiej możliwości, skoro wyjeżdżał wraz z Longbottomem, ale Egipt miał trwać jedynie kilka dni, podczas których pewnie nawet nie będą zbyt dużo rozmawiać. Potem będzie spokój.
– Śluby czystości? – spytał, unosząc brew wysoko do góry i zaśmiał się ponownie, tym razem bardziej ciepło, a mniej histerycznie. – Millie, mogę postawić pięć galeonów na to, że tego nie zrobisz. Sto jeśli zaskoczysz mnie i pójdziemy tam teraz – dodał rozbawiony, absolutnie nie wierząc, że Millie mogła mówić to jakkolwiek na poważnie. Zaraz jednak spoważniał.
– Nie musisz przepraszać. Cieszę, że się dzisiaj zobaczyliśmy. Wiesz, gdybyś… Potrzebowała kiedyś przenocować gdzieś poza domem, to mamy wolne sypialnie. Nie będziesz nikomu przeszkadzać.
Nie, że rodzeństwo, co jedynie jedno z nich dopiero ostatnio się zreflektowało, że może warto by było też gotować w ich wspólnym domu, miało coś na ten temat do gadania.
– Nie pytaj jej o nic związanego ze mną, bo ci doleję do kawy witamin – Groźba, zabrzmiała zadziwiająco stanowczo. – A tak na poważnie to trzymam kciuki, aby wszystko się z nią udało.
Pokręcił głową i wziął łyka herbaty. Był wręcz przekonany, że ją słodził. Czemu więc dalej była tak strasznie gorzka?
– Na kilka dni. Wracam szóstego. Pierwotnie mieliśmy jechać do Kambodży, nie Egiptu, ale... – Zmarszczył brwi. – Musiały wydarzyć się jakieś polityczne sprawy i zmienili zdanie. Jakieś konkretne zamówienia? A i Miles? – Zawahał się na chwilę, czy przypadkiem jej nie zirytuje. – Tak z obiektywnego punktu widzenia. Dobrze ci w tej fryzurze.
– Śluby czystości? – spytał, unosząc brew wysoko do góry i zaśmiał się ponownie, tym razem bardziej ciepło, a mniej histerycznie. – Millie, mogę postawić pięć galeonów na to, że tego nie zrobisz. Sto jeśli zaskoczysz mnie i pójdziemy tam teraz – dodał rozbawiony, absolutnie nie wierząc, że Millie mogła mówić to jakkolwiek na poważnie. Zaraz jednak spoważniał.
– Nie musisz przepraszać. Cieszę, że się dzisiaj zobaczyliśmy. Wiesz, gdybyś… Potrzebowała kiedyś przenocować gdzieś poza domem, to mamy wolne sypialnie. Nie będziesz nikomu przeszkadzać.
Nie, że rodzeństwo, co jedynie jedno z nich dopiero ostatnio się zreflektowało, że może warto by było też gotować w ich wspólnym domu, miało coś na ten temat do gadania.
– Nie pytaj jej o nic związanego ze mną, bo ci doleję do kawy witamin – Groźba, zabrzmiała zadziwiająco stanowczo. – A tak na poważnie to trzymam kciuki, aby wszystko się z nią udało.
Pokręcił głową i wziął łyka herbaty. Był wręcz przekonany, że ją słodził. Czemu więc dalej była tak strasznie gorzka?
– Na kilka dni. Wracam szóstego. Pierwotnie mieliśmy jechać do Kambodży, nie Egiptu, ale... – Zmarszczył brwi. – Musiały wydarzyć się jakieś polityczne sprawy i zmienili zdanie. Jakieś konkretne zamówienia? A i Miles? – Zawahał się na chwilę, czy przypadkiem jej nie zirytuje. – Tak z obiektywnego punktu widzenia. Dobrze ci w tej fryzurze.