02.04.2025, 02:17 ✶
tw: krzywda zwierząt
Rowle skrzywił się mimowolnie pod maską, słysząc dopowiedzenie naśladowcy. Ładne to było i tak samo bzdurne, bo musieliby dosłownie wymordować cały Londyn, żeby nikt nie miał możliwości rozsyłania dalej korespondencji. W aktualnej sytuacji, strzelanie zaklęciami do latających w powietrzu sów też nie było najlepszym rozwiązaniem, ale robienie tego na widoku miało jakiś tam cel - inni czarodzieje mogli zobaczyć, że Śmierciożercy postarali się by utrudnić przepływ informacji, ale co ważniejsze, siali tym samym niepewność czy akurat ten jeden meldunek, list czy wołanie o pomoc przeszło dalej. Chwiali tym samym nadzieją, którą inni mogli pokładać w rozsyłanych listach i przenoszących je zwierzętach.
Na obsranego Louvaina nawet nie zwrócił natomiast uwagi. Mógł domyślać się, że dla Martesa nie była to idealna sytuacja, a niektórych czarodziejów taki obrót spraw zwyczajnie by zdenerwował, ale Rowle za dużo razy tkwił sam po uszy w gównie, żeby się tym przejmować. Jego praca niestety wymagała momentami czasem zbyt dużej bliskości z naturą i konieczności ubrudzenia się.
Skrzywił się też znowu, kiedy usłyszał słowa Vipera, bo właściwie to mieli mu teraz pogratulować zaangażowania czy może uznać że właśnie zaklepał sobie miejscówkę? Pokątna była długa i szeroka, na tyle że mogliby tam wysłać i dziesięciu Śmierciożerców, a każdy dostałby więcej jak jeden kominek do rozłożenia na głowę.
- Bardzo dobrze - powiedział jednak wreszcie, słysząc wzmiankę o wejściach do Ministerstwa. - Można teleportować się do środka, ale ci którzy tego nie potrafią będą mieli problem - rzucił, nawet zadowolony z tej propozycji, co dało się wyłapać nawet jeśli magia maski zniekształcała głos.
Rowle uniósł różdżkę ponownie, widząc nadlatującą grupkę sów, a następnie splótł zaklęcie, chcąc wypuścić w ich stronę piorun, który poraziłby parę nadlatujących ptaków.
kształtowanie na piorun w sowy
a jak trafi to ile sów?
Rowle skrzywił się mimowolnie pod maską, słysząc dopowiedzenie naśladowcy. Ładne to było i tak samo bzdurne, bo musieliby dosłownie wymordować cały Londyn, żeby nikt nie miał możliwości rozsyłania dalej korespondencji. W aktualnej sytuacji, strzelanie zaklęciami do latających w powietrzu sów też nie było najlepszym rozwiązaniem, ale robienie tego na widoku miało jakiś tam cel - inni czarodzieje mogli zobaczyć, że Śmierciożercy postarali się by utrudnić przepływ informacji, ale co ważniejsze, siali tym samym niepewność czy akurat ten jeden meldunek, list czy wołanie o pomoc przeszło dalej. Chwiali tym samym nadzieją, którą inni mogli pokładać w rozsyłanych listach i przenoszących je zwierzętach.
Na obsranego Louvaina nawet nie zwrócił natomiast uwagi. Mógł domyślać się, że dla Martesa nie była to idealna sytuacja, a niektórych czarodziejów taki obrót spraw zwyczajnie by zdenerwował, ale Rowle za dużo razy tkwił sam po uszy w gównie, żeby się tym przejmować. Jego praca niestety wymagała momentami czasem zbyt dużej bliskości z naturą i konieczności ubrudzenia się.
Skrzywił się też znowu, kiedy usłyszał słowa Vipera, bo właściwie to mieli mu teraz pogratulować zaangażowania czy może uznać że właśnie zaklepał sobie miejscówkę? Pokątna była długa i szeroka, na tyle że mogliby tam wysłać i dziesięciu Śmierciożerców, a każdy dostałby więcej jak jeden kominek do rozłożenia na głowę.
- Bardzo dobrze - powiedział jednak wreszcie, słysząc wzmiankę o wejściach do Ministerstwa. - Można teleportować się do środka, ale ci którzy tego nie potrafią będą mieli problem - rzucił, nawet zadowolony z tej propozycji, co dało się wyłapać nawet jeśli magia maski zniekształcała głos.
Rowle uniósł różdżkę ponownie, widząc nadlatującą grupkę sów, a następnie splótł zaklęcie, chcąc wypuścić w ich stronę piorun, który poraziłby parę nadlatujących ptaków.
kształtowanie na piorun w sowy
Rzut Z 1d100 - 93
Sukces!
Sukces!
a jak trafi to ile sów?
Rzut 1d5 - 1