02.04.2025, 15:58 ✶
Może był przy tym trochę za bardzo optymistyczny, ale dla Basiliusa dzisiejszy bankiet nie był jedynie powodem do celebracji podpisanej umowy handlowej z Kambodżą, ale i znakiem, że wszyscy chyba przeżyli tę zwariowaną podróż.
Bo przecież, skoro jutro już wracali, a dzisiejszy dzień chylił się już powoli ku końcowi, to chyba znaczyło że powody do zranienia się, czy innego poturbowany również powoli znikały, a on mógł się odstresować, nawet jeśli dalej nie planował pić dzisiaj żadnego alkoholu. Dlatego też Prewett przyszedł na bal, ubrany w elegancką, chociaż niezbyt wymyślną, magiczną szatę, w naprawdę dobrym nastroju i to jeszcze nawet wypoczęty i w tym momencie z uśmiechem na ustach, sięgnął po kawałek baklawy.
A potem zaczął myśleć o tym ile rzeczy może dzisiaj pójść jeszcze nie tak, zwłaszcza że przecież noc była młoda, a bankiet oferował nieograniczony dostęp do alkoholu. Bardzo powoli przegryzł baklawę. Już nie smakowała aż tak dobrze.
Ogólnie przez większość czasu Prewett ani nie trzymał się na boku, ani nie próbował był gwiazda tego spotkania, rozmawiając i żartując z niektórymi gości, zwłaszcza tymi, którzy również mieli jakieś wykształcenie medyczne. Co jakiś też czas rzucał ukradkowe spojrzenia na jego towarzyszy, próbując upewnić się, że nie umierali i jakim cudem jeden z nich wyglądał dobrze w mugolskich garniturach, ale jeszcze lepiej w magicznych szatach. Możliwe też, że w rozmowach dyskretnie próbował wybadać co inne osoby sądzą o samym Shafiqu bo Basilius... Z jednej strony był pod wrażeniem, że politykowi udało się załatwić coś, co rzeczywiście mogło pomóc ludziom zwłaszcza, że było to przecież naprawdę silnie związane z jego pracą. Z drugiej strony to dalej był Shafiq i nie ważne ile by dla Basiliusa nie zrobił, nie ważne ile razy nie uśmiechnął się uprzejmie w jego stronę, czy jak często pomagał sierotom, Prewett pozostawał nieufny. Dług wdzięczności...
Tego się nie da spłacić.
Hm... I to by było na tyle z braku nerwowych myśli. Chyba po prostu powinien wrócić do rozmów z innymi uzdrowicielami. Paradoksalnie dyskusje na temat dziwnym przypadków klątw, czy też wykrwawiania się pacjenta były dla niego obecnie znacznie przyjemniejsze, niż myśli o reszcie brytyjskiej delegacji, bo przynajmniej nie prowokowały kolejnych, dziwnych rozważań. Poszukał wzrokiem jednego ze swoim poprzednim rozmówców, ale na razie nigdzie go nie widział. Szkoda, że pole do rozmów z częścią gości miał ograniczone bo nie znał francuskiego.
Bo przecież, skoro jutro już wracali, a dzisiejszy dzień chylił się już powoli ku końcowi, to chyba znaczyło że powody do zranienia się, czy innego poturbowany również powoli znikały, a on mógł się odstresować, nawet jeśli dalej nie planował pić dzisiaj żadnego alkoholu. Dlatego też Prewett przyszedł na bal, ubrany w elegancką, chociaż niezbyt wymyślną, magiczną szatę, w naprawdę dobrym nastroju i to jeszcze nawet wypoczęty i w tym momencie z uśmiechem na ustach, sięgnął po kawałek baklawy.
A potem zaczął myśleć o tym ile rzeczy może dzisiaj pójść jeszcze nie tak, zwłaszcza że przecież noc była młoda, a bankiet oferował nieograniczony dostęp do alkoholu. Bardzo powoli przegryzł baklawę. Już nie smakowała aż tak dobrze.
Ogólnie przez większość czasu Prewett ani nie trzymał się na boku, ani nie próbował był gwiazda tego spotkania, rozmawiając i żartując z niektórymi gości, zwłaszcza tymi, którzy również mieli jakieś wykształcenie medyczne. Co jakiś też czas rzucał ukradkowe spojrzenia na jego towarzyszy, próbując upewnić się, że nie umierali i jakim cudem jeden z nich wyglądał dobrze w mugolskich garniturach, ale jeszcze lepiej w magicznych szatach. Możliwe też, że w rozmowach dyskretnie próbował wybadać co inne osoby sądzą o samym Shafiqu bo Basilius... Z jednej strony był pod wrażeniem, że politykowi udało się załatwić coś, co rzeczywiście mogło pomóc ludziom zwłaszcza, że było to przecież naprawdę silnie związane z jego pracą. Z drugiej strony to dalej był Shafiq i nie ważne ile by dla Basiliusa nie zrobił, nie ważne ile razy nie uśmiechnął się uprzejmie w jego stronę, czy jak często pomagał sierotom, Prewett pozostawał nieufny. Dług wdzięczności...
Tego się nie da spłacić.
Hm... I to by było na tyle z braku nerwowych myśli. Chyba po prostu powinien wrócić do rozmów z innymi uzdrowicielami. Paradoksalnie dyskusje na temat dziwnym przypadków klątw, czy też wykrwawiania się pacjenta były dla niego obecnie znacznie przyjemniejsze, niż myśli o reszcie brytyjskiej delegacji, bo przynajmniej nie prowokowały kolejnych, dziwnych rozważań. Poszukał wzrokiem jednego ze swoim poprzednim rozmówców, ale na razie nigdzie go nie widział. Szkoda, że pole do rozmów z częścią gości miał ograniczone bo nie znał francuskiego.