- Cóż, to też prawda, nie znam i raczej nie będę się na niej znać. - Nie interesowały jej nigdy podobne tematy, bo dlaczego by miały? Wood uważała, że czarna magia nie jest dziedziną, z której powinien korzystać ktokolwiek. Potrafiła być zdradliwa, łatwo można było popaść wrażeniu, że może się zrobić wszystko, stracić swoje człowieczeństwo. Zdecydowanie by tego nie chciała.
- Tak, przeprowadziliśmy się na Horyzontalną niedawno. - W końcu Cameron wygrał dla nich mieszkanie w konkursie... Ciekawe, czy nie spłonie ono tej nocy, to byłby naprawdę niezły chichot losu, ledwie wyprowadzili się z rodzinnych mieszkań i przenieśli do swojego, a ono mogło spłonąć.
- Tak, Cameron dzisiaj ma wolne, powinien być w domu. - Musiała w końcu trafić na Horyzontalną, by upewnić się, że jej narzeczony jest cały i zdrowy. To było dla niej bardzo ważne. Może mogłaby go dostarczyć do cukierni, gdzie mógłby wspierać ich ludzi swoim doświadczeniem zawodowym, gdyby zaszła taka potrzeba. Na pewno w grupie byliby bardziej bezpieczni niż w pojedynkę.
- Jasne, cukiernia miejsce zbiórki, może przetransportuje tam Camerona, w grupie będzie bezpieczniejszy, a i jego pomoc się przyda. - Coraz bardziej wydawało jej się, że ten pomysł naprawdę ma większy sens.
- Podejrzewam, że nawet jeśli gdzieś je tutaj sprzedawali, to i tak są już stłuczone. - Londyn wyglądał jak jedno wielkie pole bitwy. Nie sądziła, żeby lusterka przetrwały taki armagedon.
- Jasne, będę ich tam kierować, o ile kogoś spotkam. - Nie mogła mieć przecież pewności, że faktycznie się tak wydarzy. Londyn był wielki, ludzie znajdowali się aktualnie dosłownie wszędzie.
- Jasne, zostawię ją tam. - Zrozumiała aluzję, sama jakoś poradzi sobie bez miotły, w końcu przywołać mogła tylko jedną.