Heather szła tuż obok Brenny, rozglądała się uważnie, szukając ewentualnych poszkodowanych. Nic jednak nie zwróciło jej uwagi, nikt nie wołał. Cóż, będą mogły udać się dalej. Rozdzielić się i sprawdzić, czy inne miejsca są bezpieczne, to było ważne. Szkoda, że nie mogły tego zrobić razem, ale wiedziała, że muszą działać w ten sposób. Razem może i były silniejsze, ale w tym wypadku umiejętność, które nabyły mogła się okazać bardzo znacząca. Oczywiście, że wolałaby podążać ze swoją mentorką, ale w tym momencie nie było to wskazane.
- To jasne, nie będę o nikim wspominać, bez szczegółów. - Zdawała sobie sprawę, że to mogło zaszkodzić, im mniej Cameron miał wiedzieć, tym też był bezpieczniejszy. Nie zamierzała go angażować w działania tak bardzo, jak sama siebie zaangażowała.
Mogli zaufać Lupinowi, zresztą jego rodzina również angażowała się w te sprawy, Charlie walczył z nią podczas Beltane, no nie dało się nie zauważyć, że był idealnym kandydatem. Jasne, najchętniej by go trzymała od wszystkiego z daleka, by mieć pewność, że zawsze będzie bezpieczny, ale przecież nie miał biegać za nią z różdżką i walczyć. Miał działać jako ich medyk, to naprawdę miało sens.
- Wiesz, że nie tak łatwo mnie zranić Brenn. - Rzuciła jeszcze do przyjaciółki całkiem pewnym tonem. Tak, nie zamierzała pakować się w kłopoty, nie dzisiaj. Musiała pomóc jak największej ilości osób.
- Powodzenia, uważaj na siebie, jakby coś to krzycz! - Miała na myśli to, aby przyjaciółka dobijała się do jej głowy. Musiały być w stałym kontakcie. Nie sądziła, aby Longbottom dała sobie zrobić krzywdę, ale nigdy nie wiadomo, co mogło ją spotkać.
Ruszyła więc w stronę alejki, z której jej mentorka przewiała dym, by sprawdzić, czy antykwariat jest bezpieczny, pobiegła ile miała sił w nogach, nie bała się tego, że coś może jej się przytrafić, Heather nigdy nie czuła strachu.