04.02.2023, 20:10 ✶
Nie była taką wspaniałą publicznością jak Sauriel, który tutaj brał udział w tej całej opowieści. Kiwał głową, z zainteresowaniem słuchał, komentował… Lestrange jedyne co potrafiła to gapić się. Lekko rozchyliła usta, zupełnie niczego nieświadoma i po prostu gapiła się – czasami tylko przenosząc spojrzenie z jednego ducha na drugiego, niczym w meczu quidditcha. Miała w głowie kompletną pustkę – po prostu słuchała. I jednym uchem wlatywało, drugim wylatywało – może coś tam jej się ostanie, ale z pewnością nie cała historia, w której zdążyła się zatrzymać gdzieś na tym jak mężczyzna uczęszczał do Hogwartu i podrywał koleżanki, a potem się wyłączyła i zaczęła „słuchać” czy raczej kontaktować dopiero, kiedy pojawiła się jego żona i zaczął się temat… poczęcia.
Temat, który kompletnie jej nie interesował, niech sobie w łóżku robią co chcą, ZWŁASZCZA, że to było dawno i niemalże nieprawda. Na brodę Merlina, to była ICH SPRAWA. Victoria wcale nie chciała tego słuchac. Pewnie by się wpasowała, gdyby zatkała sobie uszy i zrobiła piękne „lalalalala nie słuuuchaam” – przedrzeźniając wcześniejsze „blbelble” i „plepleple”, nie? Na szczęście miała w dupie zbyt długi kij i nie przychodziły jej takie rzeczy do głowy.
- Ach tak?! Skoro byłem taki beznadziejny, to trzeba było sobie innego gacha znaleźć! A może znalazłaś, tylko nie miałaś tyle odwagi, żeby odejść z godnością! – gdyby tylko duchy mogły poczerwienieć ze złości… Ale nie mogły. - Czepiasz się szczegółów, głupia babo! Jak to jaka sukienka! Długa… taka. O takaa – i pokazał rękami szerokość na jaką układała się dolna część sukienki – co jak łatwo zgadnąć było szerokie. - Zielona taka. Albo błękitna? Nie znam się na kolorach! – duch zastrzegł długim wąsem i pociągnął jego końcówkę w zdenerwowaniu. - Ta twoja córka to tak samo czepialska była! – oczywiście to była też jego córka, ale były to nieistotne szczegóły… Zresztą teraz temat płynnie przeszedł na dzieci – a przecież była ich cała piątka! – i zaczęło się wymienianie wszystkich z imienia, daty urodzenia i tego jak dorastali, i jak starzeli się rodzice.
Gładko przechodząc pomiędzy kłótniami starego (dobrego?) małżeństwa aż do punktu starości, opieki nad wnuczętami i śmierci.
Temat, który kompletnie jej nie interesował, niech sobie w łóżku robią co chcą, ZWŁASZCZA, że to było dawno i niemalże nieprawda. Na brodę Merlina, to była ICH SPRAWA. Victoria wcale nie chciała tego słuchac. Pewnie by się wpasowała, gdyby zatkała sobie uszy i zrobiła piękne „lalalalala nie słuuuchaam” – przedrzeźniając wcześniejsze „blbelble” i „plepleple”, nie? Na szczęście miała w dupie zbyt długi kij i nie przychodziły jej takie rzeczy do głowy.
- Ach tak?! Skoro byłem taki beznadziejny, to trzeba było sobie innego gacha znaleźć! A może znalazłaś, tylko nie miałaś tyle odwagi, żeby odejść z godnością! – gdyby tylko duchy mogły poczerwienieć ze złości… Ale nie mogły. - Czepiasz się szczegółów, głupia babo! Jak to jaka sukienka! Długa… taka. O takaa – i pokazał rękami szerokość na jaką układała się dolna część sukienki – co jak łatwo zgadnąć było szerokie. - Zielona taka. Albo błękitna? Nie znam się na kolorach! – duch zastrzegł długim wąsem i pociągnął jego końcówkę w zdenerwowaniu. - Ta twoja córka to tak samo czepialska była! – oczywiście to była też jego córka, ale były to nieistotne szczegóły… Zresztą teraz temat płynnie przeszedł na dzieci – a przecież była ich cała piątka! – i zaczęło się wymienianie wszystkich z imienia, daty urodzenia i tego jak dorastali, i jak starzeli się rodzice.
Gładko przechodząc pomiędzy kłótniami starego (dobrego?) małżeństwa aż do punktu starości, opieki nad wnuczętami i śmierci.