04.02.2023, 20:49 ✶
Fergus był chyba najmniej odpowiedzialną osobą z całego tego towarzystwa. Gdyby go zostawić z Mabel, można by śmiało podejrzewać, że to ona przejęłaby opiekę nad nim, nie na odwrót. Niespecjalnie się zastanawiał nad tym, co robił. W dodatku podejmował pochopne decyzje, łatwo się uzależniał, nie tylko od używek czy przedmiotów, ale również osób. I nijak nie radził sobie z własnymi emocjami. Jak dziecko, tylko takie trochę przerośnięte.
- Zrobiłbym to tylko wtedy, kiedy naprawdę chciałbym umrzeć – mruknął, ale mimochodem odwzajemnił jej uśmiech. Było w nim coś takiego, co nie pozwalało oderwać od niego wzroku. Nawet jeśli nie miał pewności, czy nie kryła się w nim nuta przyjacielskiej złośliwości. Przyszła do niego, martwiąc się o stan zdrowia i to, czy wciąż znajdował się w jednym kawałku. Naprawdę doceniał ten fakt, uświadamiając sobie, jak wielkie miał szczęście, posiadając obok siebie kogoś takiego, jak Norę. Kogoś, na kogo bezwarunkowo mógł liczyć i komu odwdzięczyłby się tym samym, gdyby tylko był w jakiś sposób potrzebny, a tym bardziej przydatny.
- Jeśli to rzucę, to co będzie sprawiać, że będę wyglądał bardziej seksownie? – zaśmiał się i mrugnął do niej żartobliwie, chociaż poczuł drobne ukłucie złości na to jej naigrywanie się. Nie palił, więc łatwiej się irytował. Starał się jednak tego po sobie nie pokazywać, by nie urazić w jakiś sposób przyjaciółki. Poza tym potrzebował kogoś, kto by mu jednak te papierosy do szpitala przemycił, a póki co liczba takowych osób wynosiła zero.
- Mówisz serio, czy starasz się mnie tylko pocieszyć? – dopytał, przyglądając jej się podejrzliwie, bo w przeciwieństwie do wszystkich innych osób, zbyt łatwo go broniła. Sam sobie nie ufał, zwłaszcza w tej kwestii, a Nora zdawała się mu wierzyć w każde słowo, a także tłumaczyć jego zachowanie bardziej, niż on sam siebie usprawiedliwiał we własnej głowie. To naprawdę wywoływało w nim dziwny niepokój, ale z drugiej strony ułatwiało sprawę. – Mówiłem, czarnomagiczne cholerstwo. I tak, szkatułki już nie ma, ale to wcale nie dobrze. Jakbyś się o coś starała miesiącami w celach naukowych i wszystko runęło, byłabyś zła. Nie wiem, do czego ci to porównać. Może do eliksiru, gdzie pracujesz nad tym kilka miesięcy i okazuje się, że ostatni składnik był przeterminowany, więc wszystko poszło w pizdu – zamyślił się na moment, próbując pozbyć guli w gardle, która wytworzyła się pod wpływem jego własnych słów. Naprawdę rozwalił Castielowi całą robotę, nawet nie będąc tego do końca świadomym. W tym wypadku Flint miał prawo być na niego wściekłym, jeśli w ogóle go nie znienawidził. – Byłem zbyt zajęty umieraniem, żeby się tym zainteresować – prychnął, zszokowany tym, że w ogóle zadała takie pytanie. W sumie sam był ciekawy, co takiego musiała w sobie kryć ta szkatułka, że była obłożona aż tyloma groźnymi dla życia zaklęcia. Dotarło to do niego jednak dopiero teraz, ale szybko zostało wyparte przez powracającą w kółko myśl, która go nie zadowalała. – A co, jeśli mnie znienawidzi i więcej się do mnie nie odezwie? – jęknął, niczym naburmuszona nastolatka, jeszcze bardziej zapadając się w poduszki. Pytanie tradycyjnie wymknęło się z jego ust, nim zdołał ugryźć się w język.
- Zrobiłbym to tylko wtedy, kiedy naprawdę chciałbym umrzeć – mruknął, ale mimochodem odwzajemnił jej uśmiech. Było w nim coś takiego, co nie pozwalało oderwać od niego wzroku. Nawet jeśli nie miał pewności, czy nie kryła się w nim nuta przyjacielskiej złośliwości. Przyszła do niego, martwiąc się o stan zdrowia i to, czy wciąż znajdował się w jednym kawałku. Naprawdę doceniał ten fakt, uświadamiając sobie, jak wielkie miał szczęście, posiadając obok siebie kogoś takiego, jak Norę. Kogoś, na kogo bezwarunkowo mógł liczyć i komu odwdzięczyłby się tym samym, gdyby tylko był w jakiś sposób potrzebny, a tym bardziej przydatny.
- Jeśli to rzucę, to co będzie sprawiać, że będę wyglądał bardziej seksownie? – zaśmiał się i mrugnął do niej żartobliwie, chociaż poczuł drobne ukłucie złości na to jej naigrywanie się. Nie palił, więc łatwiej się irytował. Starał się jednak tego po sobie nie pokazywać, by nie urazić w jakiś sposób przyjaciółki. Poza tym potrzebował kogoś, kto by mu jednak te papierosy do szpitala przemycił, a póki co liczba takowych osób wynosiła zero.
- Mówisz serio, czy starasz się mnie tylko pocieszyć? – dopytał, przyglądając jej się podejrzliwie, bo w przeciwieństwie do wszystkich innych osób, zbyt łatwo go broniła. Sam sobie nie ufał, zwłaszcza w tej kwestii, a Nora zdawała się mu wierzyć w każde słowo, a także tłumaczyć jego zachowanie bardziej, niż on sam siebie usprawiedliwiał we własnej głowie. To naprawdę wywoływało w nim dziwny niepokój, ale z drugiej strony ułatwiało sprawę. – Mówiłem, czarnomagiczne cholerstwo. I tak, szkatułki już nie ma, ale to wcale nie dobrze. Jakbyś się o coś starała miesiącami w celach naukowych i wszystko runęło, byłabyś zła. Nie wiem, do czego ci to porównać. Może do eliksiru, gdzie pracujesz nad tym kilka miesięcy i okazuje się, że ostatni składnik był przeterminowany, więc wszystko poszło w pizdu – zamyślił się na moment, próbując pozbyć guli w gardle, która wytworzyła się pod wpływem jego własnych słów. Naprawdę rozwalił Castielowi całą robotę, nawet nie będąc tego do końca świadomym. W tym wypadku Flint miał prawo być na niego wściekłym, jeśli w ogóle go nie znienawidził. – Byłem zbyt zajęty umieraniem, żeby się tym zainteresować – prychnął, zszokowany tym, że w ogóle zadała takie pytanie. W sumie sam był ciekawy, co takiego musiała w sobie kryć ta szkatułka, że była obłożona aż tyloma groźnymi dla życia zaklęcia. Dotarło to do niego jednak dopiero teraz, ale szybko zostało wyparte przez powracającą w kółko myśl, która go nie zadowalała. – A co, jeśli mnie znienawidzi i więcej się do mnie nie odezwie? – jęknął, niczym naburmuszona nastolatka, jeszcze bardziej zapadając się w poduszki. Pytanie tradycyjnie wymknęło się z jego ust, nim zdołał ugryźć się w język.