05.04.2025, 17:56 ✶
Niebo nad Londynem przypominało zmęczoną, siną skórę martwej istoty, bo bure oraz zbite chmury wystarczająco tłumiły światło słoneczne. Dla Odysa był to dzień doskonały. W takich warunkach bowiem umysły pękały szybciej. Nieco łatwiej. Już dwóch klientów wyszło od niego z ulgą. A może z pustką, pomyślał, czasem jedno i drugie było tożsame. Miał jeszcze jedną osobą zapisaną na siódmego, a kiedy po raz pierwszy zobaczył nazwisko Crouch w korespondencji, uniósł brwi wyżej niż zwykle i utkwił spojrzenie w pergaminie o chwilę za długo. Wizengamot. Nazwisko stare, rodzina zatwardziała. Fawley miał już do czynienia z wyższymi sferami, którzy oficjalnie potępiali jego metody, a nieoficjalnie rezerwowali terminy z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem.
— Pan Crouch jak mniemam? — odparł powoli. Czarna i smukła sylwetka prześwidrowała Roberta wzrokiem już w progu jednym precyzyjnym cięciem. Dobrze ubrany. Zadbany. Elegancki, ale twarz i zmęczenie wypisane na twarzy krzyczało samo za siebie. Tacy byli czasem najgorsi. Tacy co wyglądali dobrze. Odys natomiast uśmiechnął się profesjonalnie, nienagannie. Rekonstrukcja ludzkiego gestu.
— Proszę wejść — otworzył szerzej drzwi. Mężczyzna był ciekawy co zobaczył Robert Crouch, kiedy Odyseusz otworzył mu drzwi? Czy w tamtym momencie wiedział, że był o centymetr od własnej zagłady?
— Pan Crouch jak mniemam? — odparł powoli. Czarna i smukła sylwetka prześwidrowała Roberta wzrokiem już w progu jednym precyzyjnym cięciem. Dobrze ubrany. Zadbany. Elegancki, ale twarz i zmęczenie wypisane na twarzy krzyczało samo za siebie. Tacy byli czasem najgorsi. Tacy co wyglądali dobrze. Odys natomiast uśmiechnął się profesjonalnie, nienagannie. Rekonstrukcja ludzkiego gestu.
— Proszę wejść — otworzył szerzej drzwi. Mężczyzna był ciekawy co zobaczył Robert Crouch, kiedy Odyseusz otworzył mu drzwi? Czy w tamtym momencie wiedział, że był o centymetr od własnej zagłady?