• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Pokój Życzeń Sny [czerwiec 1972, sen] When Love Takes Flight || Geraldine & Ambroise

[czerwiec 1972, sen] When Love Takes Flight || Geraldine & Ambroise
Doktor Dom
Ain't no chariots of fire
Come to take me home

I'm lost in the woods and I wander alone
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki, mierzący 193 cm. Dobrze zbudowany, umięśniony. Opalony, wręcz spieczony słońcem od prac na zewnątrz. Kawał czarodzieja. W granicach 100 kg. Wieloletni sportowiec, obecnie również pracujący w znacznym stopniu fizycznie, co widać na pierwszy rzut oka. Długowłosy, zielonooki blondyn. Ma falowane, gęste włosy w kolorze ciepłego jasnego blondu - poprzetykane pasmami rozjaśnionymi od częstego pobytu na słońcu i kilkoma pierwszymi kosmykami bieli. W kącikach oczu ma siateczkę zmarszczek, czoło również pokrywają pierwsze, jeszcze niezbyt głębokie linie. Roztacza wokół siebie zapach ziołowego dymu: ciężki, ale słodkawy, trochę kadzidłowy. Nosi się elegancko, klasycznie, choć nieczęsto sięga po magiczne szaty. W większości są to ubrania szyte na miarę. Preferuje proste, ale dopasowane spodnie i koszule z dobrych materiałów, skórzane buty. Czasami golfy albo płaszcze dostosowane do pogody. Wybiera ciemne kolory. Sięga głównie po zielenie, brązy i czerń, ale bez niebieskich podtonów (również w kierunku bardzo ciemnej zieleni albo kawowego brązu). Często sięga po skórzane rękawiczki. Na palcu niemal stale nosi złoty sygnet. Na lewym nadgarstku ma zegarek na skórzanym pasku, na prawym rzemykową bransoletę z przywieszką. Zazwyczaj mówi bez akcentu, nie unosi głosu. Raczej stawia na wizualny autorytet i chłodne, poważne, nieco kpiące spojrzenie.

Ambroise Greengrass-Yaxley
#3
05.04.2025, 22:23  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.04.2025, 22:24 przez Ambroise Greengrass-Yaxley.)  
Słońce wisiało wysoko na niebie, oblewając całe boisko Quidditcha złotym blaskiem. W tych promieniach stał on: wybitny przedstawiciel drużyny Gryffindoru. Przyszła gwiazda światowej ligi. Chłopak, który mógłby z łatwością zdobyć serce każdej dziewczyny w szkole.
Tylko nie tej, której pragnął najbardziej. W jej obliczu cała jego pewność siebie nagle znikała niczym bańka mydlana niesiona wiatrem tylko po to, aby pęknąć w zetknięciu z gałęzią drzewa dębu.
Jak na ironię - tego, które i on zdecydowanie przypominał. Jego sylwetka była bowiem wyjątkowo wysoka i umięśniona a opalona skóra lśniła jak piasek na pustyni. Długie, blond włosy opadały mu na czoło, dodając mu nieco nonszalanckiego uroku. Tego, o którego zachowanie musiał w tej chwili dbać po tysiąckroć razy mocniej, bezwiednie trochę zbyt mocno napinając rozbudowane mięśnie.
Zawsze trzymał się sztywno, emanując pewnością siebie. Zupełnie tak, jakby świat był jego placem zabaw a on był królem tej piaskownicy. Cholernym lwem w złotej koronie. Więc dlaczego przy Yaxleyównie miał ochotę zachowywać się jak nastroszone kocię, nie za bardzo wiedzące, co powinno zrobić?
W ostatnich tygodniach coraz bardziej się to nasilało. Nie wiedział, co powinien zrobić z dłońmi, odruchowo pragnąc korzystać z każdej możliwej okazji, by dotknąć nimi jej policzka albo całkowicie przypadkiem musnąć opuszką pełne wargi. Te, które aż prosiły się, by je całować, czego przecież nie mógł zrobić, prawda? Bo byli przyjaciółmi.
Właśnie teraz, żeby nie musieć walczyć ze sobą po raz kolejny, odruchowo oparł się na miotle, którą chwilę temu trzymał pod pachą. Już chwilę później z leniwym, kocim spojrzeniem obserwował nadlatującą swoją najlepszą przyjaciółkę.
Jego oczy, jasne jak liście drzew skąpanych w promieniach słońca w bezchmurny dzień, skupiały się na jej sylwetce, gdy zbliżała się do niego z uśmiechem, który zawsze sprawiał, że jego serce biło trochę szybciej. Włosy dziewczyny były intensywnie niebieskie, rozwiane wiatrem, co dodawało jej niezwykłej urody. Wyglądała zupełnie niczym leśna driada. Jak boginka. Niezapominajka. Myosotis, czyż nie? Dokładnie tak ją nazwał, gdy wreszcie znalazła się przed nim, tak gładko lądując na ziemi, jakby była ptakiem stworzonym do lotu. Białą mewą o skórze jasnej niczym mleko. Nic dziwnego, że piła tylko czarną, smoliście ciemną kawę bez cukru. Sama była dostatecznie słodka. Jak lody śmietankowe podawane w lodziarni w Hogsmeade.
Słysząc jej pytanie, odruchowo uniósł brew a na jego twarzy pojawił się lekki uśmieszek. Pokręcił głową z niedowierzaniem, jakby nie mógł pojąć jak można tak często, całkowicie celowo zmieniać swój wygląd. Raz po raz. Co miało być następne? Intensywnie wiśniowa czerwień? Bez wątpienia pasowałaby do barw Gryffindoru.
Nie dało się bowiem ukryć, że te jej intensywnie niebieskich włosów, które falowały na wietrze niczym tafla krystalicznie czystej laguny podczas ciepłego, letniego dnia, trochę zbyt mocno kontrastowały z barwami ich drużyny. Jego wargi wygięły się w figlarnym uśmiechu a oczy zalśniły łobuzerskim blaskiem.
- Zamierzasz przepisać się do Ravenclawu, Myosotis? - Spytał w pierwszej chwili, całkiem celowo ignorując pytanie, jakie my zadała.
Oczywiście, że nie zamierzał odpuścić sobie okazji do tego, żeby odnieść się do tej zmiany. Zawsze to robił, czyż nie? Komentował każdą drobnostkę, nawet najmniejszy szczegół. Nic nie było w stanie umknąć jego sokolemu wzrokowi.
Tak dobremu, że gdyby nie naturalne męskie instynkty nakazujące mu zajęcie pozycji obrońcy, mógłby zostać najlepszym szukającym w historii szkoły. Wielokrotnie mu to sugerowano, proponując nawet objęcie dwóch pozycji na raz, bowiem podołałby temu bez cienia wątpliwości.
Tyle tylko, że w jego naturze nie leżało beztroskie bujanie w obłokach. O nie. On był opoką. Skałą.
Jak dobrze by nie wyglądała (a wyglądała wyjątkowo dobrze) po prostu nie byłby sobą, gdyby nie powiedział czegoś kontrowersyjnego na temat tej najnowszej zmiany. Czegoś, co bez wątpienia nie mogło zabrzmieć tak banalnie jak ten kolor wyjątkowo pasuje ci do oczu. Nawet, jeśli tęczówki Geraldine były równie intensywnie niebieskie, co jej gęste pukle.
Teraz, dzięki nowej barwie długich kosmyków, znacznie bardziej nasuwające na myśl kolor kamieni szlachetnych. Lapis lazuli? A może szmaragdu? Jej oczy świeciły w słońcu niczym dwie górskie sadzawki, w których z powodzeniem mógłby zatonąć, gdyby tylko spoglądał na nie zbyt długo.
Już teraz mimowolnie się na tym przyłapał, niemal natychmiast odwracając spojrzenie, żeby nie wyjść na nazbyt nachalnego. Być może wobec wszystkich innych był nawet aż nazbyt otwarty, ale Geraldine... Geraldine Yaxley to była inna sprawa.
Zawiesił wzrok na intensywnie różanym rumieńcu dziewczyny, starając się nie wyglądać przy tym na zbyt spiętego. Przynajmniej nie w tym niewłaściwym sensie, ponieważ nie dało się ukryć, że jednocześnie mimowolnie napiął mięśnie brzucha, odruchowo wypinając pierś do przodu i unosząc podbródek. Nie za wysoko, lecz na tyle, by spojrzeć na dziewczynę pod właściwym kątem.
W dalszym ciągu opierając się o miotłę, zawisł nad Yaxleyówną, patrząc na nią z góry (była taka drobna i malutka, nawet jeśli jej ciało pozostawało przy tym giętkie i wyrzeźbione) i posyłając jej szeroki uśmiech. Jego proste, idealnie równe, śnieżnobiałe zęby kolejny raz zalśniły w słońcu, kontrastując z opalenizną.
Złotobrązową, podkreślającą gładką fakturę rozgrzanej słońcem skóry pozbawionej jakichkolwiek skaz. No, chyba że wzięłoby się pod uwagę konstelację piegów znaczącą nos i ogorzałe od słońca policzki chłopaka. Te cholerne piegi były jego największym przekleństwem. Nigdy ich nie lubił.
Przynajmniej nie u siebie, bo te na twarzy jego najdroższej przyjaciółki były zupełnie innym widokiem. Pasowały do niej jak ulał, nawet skryte pod pocałunkami wiatru. Zazdrościł mu. Był zazdrosny o te chłodne marcowe podmuchy, bo mogły muskać jej skórę, nie przejmując się odrzuceniem.
Myśląc o tym, stłumił westchnienie, po czym przybrał jeszcze bardziej rozluźnioną postawę, spoglądając z góry na dziewczynę i wzruszając ramionami. Była drobniutka jak ptaszyna. Zupełnie niczym jego papużka nierozłączka. Pasowała do tego określenia nawet tymi licznymi kolorami włosów, jakie zmieniała praktycznie za każdym razem, kiedy ją widział. Choć przecież widywali się bardzo często.
- Hm, nie jestem pewien, czy nie wolałem cię w różowych włosach. Ale jeśli ten kolor ma na celu przyciągnięcie mojej uwagi, to musisz wiedzieć, że preferowałbym zieleń. Intensywnie zieloną zieleń. Taką ciemną. Tę w rodzaju drzewka na Yule. Wtedy mógłbym coś na tobie zawiesić. Może nawet oko - odpowiedział, z uśmiechem, który zdradzał, że żartuje, ale w jego oczach czaiło się coś więcej.
Choć z jego ust popłynęła zaczepna odpowiedź a w zielonych tęczówkach błyszczał błysk, który sugerował, że Roise dobrze się bawi... ...choć wiedział, że dziewczyna traktuje go prawie jak brata... ...nie mógł powstrzymać się od flirtu. W końcu w ich przyjaźni zawsze wybrzmiewała ta drobna nutka rywalizacji a on uwielbiał ją podsycać. Przynajmniej z pozoru nie mając przy tym żadnych zdrożnych intencji. Bo czemu miałby je mieć?


Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
The night will start anew
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (7657), Geraldine Greengrass-Yaxley (3771)




Wiadomości w tym wątku
[czerwiec 1972, sen] When Love Takes Flight || Geraldine & Ambroise - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 04.04.2025, 23:51
RE: [czerwiec 1972, sen] When Love Takes Flight || Geraldine & Ambroise - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 05.04.2025, 21:01
RE: [czerwiec 1972, sen] When Love Takes Flight || Geraldine & Ambroise - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 05.04.2025, 22:23
RE: [czerwiec 1972, sen] When Love Takes Flight || Geraldine & Ambroise - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 05.04.2025, 22:56
RE: [czerwiec 1972, sen] When Love Takes Flight || Geraldine & Ambroise - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 06.04.2025, 00:16
RE: [czerwiec 1972, sen] When Love Takes Flight || Geraldine & Ambroise - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 07.04.2025, 21:07
RE: [czerwiec 1972, sen] When Love Takes Flight || Geraldine & Ambroise - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 08.04.2025, 18:25
RE: [czerwiec 1972, sen] When Love Takes Flight || Geraldine & Ambroise - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 11.04.2025, 17:35
RE: [czerwiec 1972, sen] When Love Takes Flight || Geraldine & Ambroise - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 11.04.2025, 23:00
RE: [czerwiec 1972, sen] When Love Takes Flight || Geraldine & Ambroise - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 20.04.2025, 22:43
RE: [czerwiec 1972, sen] When Love Takes Flight || Geraldine & Ambroise - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 19.05.2025, 02:20

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa