To nie tak, że ta opinia Prudence na temat przyjaciół jej brata wzięła się znikąd. Bardzo chętnie weszłaby w podobną dyskusję. Miała wrażenie bowiem, że Elias nie zdawał sobie sprawy ze wszystkich faktów, które brała pod uwagę przy swoim osądzie. Chętnie by mu je przedstawiła, chociaż czuła, że i tak nie łatwo byłoby go przekonać do zmiany zdania. Jego koledzy skutecznie uprzykrzali jej życie podczas edukacji w Hogwarcie. Wszyscy po trochę, ale najbardziej zapadł jej w pamięć Rookwood, który w każdej możliwej sytuacji korzystał z momentu, aby jej dowalić. Nie miała pojęcia, czymże mu, aż tak zaszła za skórę, skoro tylko i wyłącznie spełniała swoje obowiązki prefekta, ale skoro nadal pamiętała jego osobę, to nie mogło być szczególnie przyjemnym doświadczeniem. Swoją drogą naprawdę dziękowała Morganie za to, że zniknął z Wielkiej Brytanii, wyprowadził się do Australii, gdzie dzięki swoim koneksjom rodzinnym (jakżeby inaczej) rozwijał swoją karierę naukową. Przynajmniej nie było szansy na to, że spotka go gdzieś przypadkiem.
Resztę towarzystwa miała przyjemność spotykać podczas swojego stażu w Mungu, bo pozostała trójka przyjaciół brata wraz z nią wylądowała w Akademii. Okazało się, że byli całkiem bystrzy, w co na początku nie mogła uwierzyć. Przywykła jednak do ich obecności (może poza Romulusem, którego nie mogła znieść do dzisiaj).
Jej brat podążył zupełnie inną ścieżką, co w sumie też niespecjalnie ją zdziwiło. Elias od zawsze chodził z głową w chmurach, był oderwany od rzeczywistości, sztuka była mu bliska. Wybrał więc ścieżkę związaną z ich rodzinną profesją, no, może nie konkretnie ich rodziny, bo tutaj raczej wszyscy skłaniali się ku magimedycynie, ale nie widziała w tym żadnych kontrowersji.
- Po co chodziłeś do gabinetów lekarskich, wystarczyło przyjść do mnie, a bym Cię zdiagnozowała. - Nie mogła zrozumieć tego, że jej brat tak bardzo lubił komplikować sobie życie. Przecież miał ją, a jeśli nie ufał jej to mógł skorzystać z pomocy swoich wspaniałych przyjaciół, mimo to wolał korzystać z dobrodziejstw systemu, który zdaniem Pru był dosyć wątpliwy. Jego wybór...
- Kto by się spodziewał tego, że kiedykolwiek będziesz się przejmował tym, jaki język preferuję. - No jasne, najłatwiej było zwalić to na nią. Nie dało się nie dostrzec, że Prudence raczej podchodziła do oceny sytuacji dosyć rzeczowo, jednak nie spodziewała się, że spowoduje to taki pesymizm u jej brata. Byli tak cholernie różni jeśli chodzi o swoje osobowości i podejścia, że czasem zastanawiała się nad tym, jak to właściwie możliwe, że byli bliźniakami.
Jakoś razem udało im się utrzymać równowagę, a nawet poruszyć do przodu. Niesamowite, nie spodziewała się tego, że będzie ich stać na podobne osiągnięcie, zwłaszcza, że żadne z nich (w tym przypadku byli akurat zgodni) nie wykazywało szczególnego zainteresowanie jakąkolwiek aktywnością fizyczną.
Czuła, że z tego całego marszu, może jeszcze wyniknąć coś niedobrego. Słyszała coraz więcej nieprzyjemnych epitetów, ludzie byli gotowi do zamieszek, chociaż nie do końca zdawała sobie sprawę z kim właściwie mieliby walczyć. Dość szybko dostała odpowiedź na to pytanie, bo na niebie pojawiło się kilka wstęg, które kojarzyła. Ktoś postanowił rozgonić towarzystwo. Może to i lepiej, naprawdę nie chciała tutaj być. Marzyła tylko i wyłącznie o obiedzie ze swoim bratem.
Zaklęcia rzucone nad nimi spowodowały jednak jeszcze większą panikę. Ludzie przestali zupełnie panować nad tym, w którą stronę szli, raczej każdy zaczął podążać zupełnie bezwiednie przed siebie.
- Elly, musimy stąd spierdalać. - Powiedziała całkiem konkretnie, zresztą przeklęła, co robiła bardzo rzadko, więc te słowa mówiły same za siebie. Musieli stąd znikać, jak najszybciej, bo nie wątpiła w to, że za chwilę naprawdę zrobi się tutaj gorąco, a wolałaby tego uniknąć.
Confusion in her eyes that says it all
She's lost control