06.04.2025, 17:43 ✶
Może i była łatwopalna. Kiedyś myślała, że to coś romantycznego - rzucać się w ogień dla kogoś, kochać tak mocno, że aż boli. Ale teraz już wiedziała, że jak się skacze w płomienie, to człowiek po prostu się pali. Nie ma w tym nic wzniosłego. Tylko poparzenia, blizny i ten moment, w którym orientujesz się, że znowu byłaś głupia. Tak, Baldwin miał rację. Była łatwopalna. I najwyraźniej nadal się tego nie nauczyła.
- Na pewno nie przyszłam słuchać twojego pierdolenia, Balding - odburknęła, z krzywym uśmiechem przekręcając jego imię, ale zrzedła jej mina, kiedy zbyt gwałtowna mimika spotęgowała ból nosa. Nie zamierzała mu przecież się przyznać, że przyszła się tutaj spłakać przed obliczem Lorraine, nawet jeśli to była żałosna prawda. Takim przyznaniem się do upadku nie tylko stoczyłaby się na dno, ale też Baldwin byłby świadkiem jak puka w nie desperacko od spodu.
Zacisnęła zęby, kiedy przycisnął jej nos, ale nawet nie syknęła. Skrzywiła się może nieco, ale to nie było ani pierwsze, ani ostatnie rodeo, bo nie trzeba było być jasnowidzem, by pojąć, że Mewa będzie obrywała w ten nos aż jej nie odpadnie. Chustka, którą docisnął jej do twarzy, trochę śmierdziała, ale przynajmniej była sucha. Na razie to wystarczało. Wiedziała, że nie przyszła tu po współczucie, na pewno nie od Baldwina.
Cokolwiek Malfoy zrobił z jej nosem, sprawił, że bolało mniej. Oczywiście tępy ból nadal pulsował po jej twarzy, znajdując swoje źródło w pokiereszowanym centrum, a jucha runęła w dół nozdrzy jak wodospad, ale zaczęła wreszcie widzieć na oczy.
- Dzięki - wymamrotała znad zakrwawionej chustki, którą przejęła od niego i teraz samodzielnie przyciskała do nosa. Rozejrzała się automatycznie, w poszukiwaniu jakiegoś lustra czy kawałka szkła, w którym mogłaby zobaczyć swoje ulepszone odbicie, ale po chwili namysłu zrezygnowała. Nie chciała się oglądać w tym stanie, wkurwiłaby się tylko mocniej.
Kiedy wspomniał o plakatach gończych, parsknęła wpierw, odbierając to za pyszny żart. Pociągnęła nosem, odsuwając na moment chustkę, aby sprawdzić, czy krew dalej waliła się jak opętana - ku własnemu zadowoleniu stwierdziła, że jest zdecydowanie lepiej, więc przeszła od dociskania materiału z całej siły, do przecierania nią raz po raz. W tym czasie dotarło do niej, że pomysł Baldwina wcale nie jest taki głupi. Nawet jeśli nie powstrzyma to Bumelantów od szlajania się po rewirze, na pewno zmniejszy do zera szansę, że ponownie zobaczy bez ostrzeżenia Atreusa z wąsem najebanego wujka na weselu. Gra była warta świeczki, choć gracze byli kurewsko małostkowi.
- Nie wierzę, że to mówię, ale to nie jest głupie - oświadczyła, wystawiając ku chłopakowi wyciągnięty wskazujący palec na znak zainteresowania tematem. - Ty tam coś maziałeś, nie? Rysunki, obrazki jakieś, kolorowanki. - Na dźwięk ostatniego słowa poczuła spojrzenie małych oczu na sobie, więc odwróciła się do ghoulątka, żeby poinformować potrząśnięciem głowy i zmarszczeniem brwi, że nic nowego nie dostanie, bo jej Mewa przecież z dupy nie wyjmie. Potem wróciła wzrokiem do Malfoya. - A umiesz w portrety? Wiesz, takie jak się robi na psach, jak one się nazywały... - urwała, a po odległym spojrzeniu Chang widać było, że zachodzą w głowie rzadko spotykane procesy myślowe. - O, te, pamięciowe. Machnąłbyś takich kilka z gębą Atreusa? - Poruszyła sugestywnie brwiami ku niemu, licząc, że się zgodzi. W końcu sam zaproponował listy gończe, czemu nie mieliby tego wcielić w życie. Tylko problem był taki, że jedyna sztuka, do jakiej Mewa się nadawała, to sztuka walki. Artystyczne podrygi musiał ogarnąć ktoś inny.
- Na pewno nie przyszłam słuchać twojego pierdolenia, Balding - odburknęła, z krzywym uśmiechem przekręcając jego imię, ale zrzedła jej mina, kiedy zbyt gwałtowna mimika spotęgowała ból nosa. Nie zamierzała mu przecież się przyznać, że przyszła się tutaj spłakać przed obliczem Lorraine, nawet jeśli to była żałosna prawda. Takim przyznaniem się do upadku nie tylko stoczyłaby się na dno, ale też Baldwin byłby świadkiem jak puka w nie desperacko od spodu.
Zacisnęła zęby, kiedy przycisnął jej nos, ale nawet nie syknęła. Skrzywiła się może nieco, ale to nie było ani pierwsze, ani ostatnie rodeo, bo nie trzeba było być jasnowidzem, by pojąć, że Mewa będzie obrywała w ten nos aż jej nie odpadnie. Chustka, którą docisnął jej do twarzy, trochę śmierdziała, ale przynajmniej była sucha. Na razie to wystarczało. Wiedziała, że nie przyszła tu po współczucie, na pewno nie od Baldwina.
Cokolwiek Malfoy zrobił z jej nosem, sprawił, że bolało mniej. Oczywiście tępy ból nadal pulsował po jej twarzy, znajdując swoje źródło w pokiereszowanym centrum, a jucha runęła w dół nozdrzy jak wodospad, ale zaczęła wreszcie widzieć na oczy.
- Dzięki - wymamrotała znad zakrwawionej chustki, którą przejęła od niego i teraz samodzielnie przyciskała do nosa. Rozejrzała się automatycznie, w poszukiwaniu jakiegoś lustra czy kawałka szkła, w którym mogłaby zobaczyć swoje ulepszone odbicie, ale po chwili namysłu zrezygnowała. Nie chciała się oglądać w tym stanie, wkurwiłaby się tylko mocniej.
Kiedy wspomniał o plakatach gończych, parsknęła wpierw, odbierając to za pyszny żart. Pociągnęła nosem, odsuwając na moment chustkę, aby sprawdzić, czy krew dalej waliła się jak opętana - ku własnemu zadowoleniu stwierdziła, że jest zdecydowanie lepiej, więc przeszła od dociskania materiału z całej siły, do przecierania nią raz po raz. W tym czasie dotarło do niej, że pomysł Baldwina wcale nie jest taki głupi. Nawet jeśli nie powstrzyma to Bumelantów od szlajania się po rewirze, na pewno zmniejszy do zera szansę, że ponownie zobaczy bez ostrzeżenia Atreusa z wąsem najebanego wujka na weselu. Gra była warta świeczki, choć gracze byli kurewsko małostkowi.
- Nie wierzę, że to mówię, ale to nie jest głupie - oświadczyła, wystawiając ku chłopakowi wyciągnięty wskazujący palec na znak zainteresowania tematem. - Ty tam coś maziałeś, nie? Rysunki, obrazki jakieś, kolorowanki. - Na dźwięk ostatniego słowa poczuła spojrzenie małych oczu na sobie, więc odwróciła się do ghoulątka, żeby poinformować potrząśnięciem głowy i zmarszczeniem brwi, że nic nowego nie dostanie, bo jej Mewa przecież z dupy nie wyjmie. Potem wróciła wzrokiem do Malfoya. - A umiesz w portrety? Wiesz, takie jak się robi na psach, jak one się nazywały... - urwała, a po odległym spojrzeniu Chang widać było, że zachodzą w głowie rzadko spotykane procesy myślowe. - O, te, pamięciowe. Machnąłbyś takich kilka z gębą Atreusa? - Poruszyła sugestywnie brwiami ku niemu, licząc, że się zgodzi. W końcu sam zaproponował listy gończe, czemu nie mieliby tego wcielić w życie. Tylko problem był taki, że jedyna sztuka, do jakiej Mewa się nadawała, to sztuka walki. Artystyczne podrygi musiał ogarnąć ktoś inny.
I wanna skin you alive
I wanna wear your flesh
— like a costume —
I wanna wear your flesh
— like a costume —