Nie było w porządku to, że ludzie korzystali na nieszczęściu innych, że postanowili angażować się w to całe zamieszanie. Nie wyglądali na tych prawdziwych popleczników Czarnego Dzbana, raczej na przebierańców, którzy postanowili skorzystać z okazji i nieco pobawić się nieszczęściem innych.
Grupa czarodziejów nie miała oporów przed tym, aby podpalać kolejne budynki, jakby ogień który się rozprzestrzeniał samoistnie nie był wystarczającym nieszczęściem.
Gena nie wydłubiesz... czy coś. Uśmiechnęła się, kiedy usłyszała słowa swojego brata. Spojrzała w między czasie na Ambroisa z uśmiechem malującym się na jej ustach. To było takie typowe dla niej zachowanie, że była dumna z tego, że jej brat miał to samo. Mimo tego, że był wampirem, nadal nie był obojętny na los niewinnych. To ją nieco podbudowywało, miał w sobie więcej człowieczeństwa, niż niejeden człowiek. Poczuła rękę brata, która zacisnęła się na jej łokciu, zrozumiała o co mu chodzi, dlatego też teraz wpatrywała się w Roisa z tym uśmiechem na twarzy. Wiedziała, jak zareaguje, przecież przeżyli niemalże to samo wcześniej, tego dnia. To nie było dla niego nic nowego, najwyraźniej Yaxleyowie tak już mieli. To było u nich rodzinne. Była nawet z tego trochę dumna, mimo, że wiedziała, że jej chłopak uzna to za zupełnie niepotrzebne.
- Po to, żeby pokazać im, że za swoje czyny ponosi się konsekwencje. - Mruknęła cicho, tak, żeby nie usłyszał jej nikt poza bratem i Ambroisem, zresztą to chyba i tak nie było możliwe, z racji na piski, krzyki i chaos który ogarnął okolicę.
Nie zamierzała oczywiście udać się z tym do ministerstwa, bo uważała, że działało ono tak nieporadnie, że to nie miało większego sensu. Jeśli jednak tego chciał jej brat, kimże była, aby mu tego zabraniać? Nie widziała nic złego w tym, aby zajął się sprawą na własną rekę, może dzięki temu znalazłby sobie jakiś nowy cel w nieżyciu, przestałby się skupiać na swoim wampiryźmie.
Miała świadomość tego, że mieli co robić, mieli wyznaczone cele na dalszą część wieczoru, ale to zajęłoby im tylko chwilę, nic więcej, nie widziała więc nic złego w tym, aby faktycznie odsłonili twarz tego typa. Dwa do jednego, Roise chyba nie miał za bardzo z kim dyskutować.
- Tylko szybko. - Rzuciła jeszcze do Astarotha, jasno dając mu do zrozumienia, że jest w tej sytuacji po jego stronie, może była gdzieś pomiędzy? Nie zamierzała typowo dla siebie rzucić się na tę grupę i pokazać im od razu, gdzie jest ich miejsce, nie - tego nie mogła zrobić, ale mogła bez mniejszego zawahania pozwolić na to, by zobaczyli tę twarz.
Nie wątpiła, że i do tego tematu wróci Roise, gdy się już znajdą w bezpiecznym miejscu, oczywiście zdawała sobie sprawę z tego, że jej nie odpuści, ale miała to gdzieś. Będzie sobie w stanie z nim poradzić, prawda, jakoś zawsze to robiła.