07.04.2025, 15:43 ✶
Wrzesień dla niego, nawet się jeszcze nie zaczął. Mógł wyobrażać sobie, jak okropna była to noc dla wszystkich, którzy opowiadali się po stronie przeciwnej do Czarnego Pana, ale o to właśnie chodziło. O to, by Spalona Noc wyznaczyła rytm kolejnych dni i tygodni. By cała jesień była naznaczona lękiem i wspomnieniem tego, do czego Lord Voldemort był w ogóle zdolny. On i jego poplecznicy.
Podczas gdy ona martwiła się o poszczególne osoby, on mógł być spokojny. Jego rodzina znajdowała się bezpieczna w Walii, a mieszkanie Mony zostało przez niego wskazane jako bezpieczne miejsce. Ciotka natomiast... ciotka była odrobinę szalona i nawet jeśli jej kurza chatka mogła zostać nadgryziona przez Zadrapanie, to nie przeszkadzało jej to aż tak bardzo. Nie kiedy sama miała używanie w Londynie, kiedy już do niego dotarła.
Mimowolnie obrzucił przelotnym spojrzeniem ruderę, przed którą się zatrzymała, a która do tej pory wydawała się zabierać chociaż część myśli. Obskurny, typowy wręcz dla Nokturnu lokal nie mówił mu nic konkretnego, oprócz tego że któryś ze Śmierciożerców lub Naśladowców musiał mieć z nim jakieś głębsze kontakty, biorąc pod uwagę jak dobrze się trzymał.
Odwrócił spojrzenie od budynku i przyjrzał się jej samej. Wyglądała koszmarnie. Czerwień farby mieszała się z czernią i szarością popiołu, co tak wyraźnie kontrastowało z jego w miarę czystą szatą. W miarę, bo Leviathan darował sobie przesadnie wymuskane ubrane, zamiast tego sięgając po swoje robocze i wygodne ubranie. Coś, co tak strasznie nie rzucało się w oczy na tej nieszczęsnej ulicy.
Kiedy się do niego przytuliła, mogła poczuć znajomy zapach siarki, który zawsze gdzieś plątał się dookoła niego w ten gryzący, agresywny sposób. Nieodłączny element kogoś, kto pracował ze smokami i smoczognikami, tak chętnymi do testowania swoich płomieni nawet w obecności opiekunów. Było coś jeszcze, popielny zapach, który przy paru głębszych oddechach pewnie zacząłby zastanawiać, gdyby nie fakt że teraz wszystko dookoła śmierdziało spalenizną i popiołem. Szczególnie na Nokturnie.
Czując wokół siebie jej ręce, na moment się zawahał. Nie zesztywniał jednak, czego pewnie można było się po nim spodziewać, zamiast tego obejmując ją ramieniem, by drugą dłonią pogładzić uspokajająco po głowie.
- Żyję - powtórzył, jakby chcąc ją tylko w tym upewnić. Jego głos był cichy i miękki, pewnie dla niej nie pasujący przesadnie do niego. W myślach jednak Rowle modlił się o to, by nikt niepowołany ich teraz nie zobaczył. Mimowolnie też, czując pod palcami zlepione farbą strąki, pochwycił jedno z pasm i przyjrzał mu się uważniej, zanim odgarnął je za jej ucho. - Co się stało? Ktoś cię zaatakował? - wyglądała trochę, jakby ktoś unurzał ją we krwi, ale podejrzewał że gdyby faktycznie tak było, nie biegałaby teraz radośnie po mieście. Mogła kogoś szukać lub martwić się, ale w momencie gdy ktoś nieprzyzwyczajony, zderzony z traumą i cierpieniem zauważał tę znajomą czerwień, często robił wszystko by zedrzeć ją z siebie lub zmyć.
!Nokturn
Podczas gdy ona martwiła się o poszczególne osoby, on mógł być spokojny. Jego rodzina znajdowała się bezpieczna w Walii, a mieszkanie Mony zostało przez niego wskazane jako bezpieczne miejsce. Ciotka natomiast... ciotka była odrobinę szalona i nawet jeśli jej kurza chatka mogła zostać nadgryziona przez Zadrapanie, to nie przeszkadzało jej to aż tak bardzo. Nie kiedy sama miała używanie w Londynie, kiedy już do niego dotarła.
Mimowolnie obrzucił przelotnym spojrzeniem ruderę, przed którą się zatrzymała, a która do tej pory wydawała się zabierać chociaż część myśli. Obskurny, typowy wręcz dla Nokturnu lokal nie mówił mu nic konkretnego, oprócz tego że któryś ze Śmierciożerców lub Naśladowców musiał mieć z nim jakieś głębsze kontakty, biorąc pod uwagę jak dobrze się trzymał.
Odwrócił spojrzenie od budynku i przyjrzał się jej samej. Wyglądała koszmarnie. Czerwień farby mieszała się z czernią i szarością popiołu, co tak wyraźnie kontrastowało z jego w miarę czystą szatą. W miarę, bo Leviathan darował sobie przesadnie wymuskane ubrane, zamiast tego sięgając po swoje robocze i wygodne ubranie. Coś, co tak strasznie nie rzucało się w oczy na tej nieszczęsnej ulicy.
Kiedy się do niego przytuliła, mogła poczuć znajomy zapach siarki, który zawsze gdzieś plątał się dookoła niego w ten gryzący, agresywny sposób. Nieodłączny element kogoś, kto pracował ze smokami i smoczognikami, tak chętnymi do testowania swoich płomieni nawet w obecności opiekunów. Było coś jeszcze, popielny zapach, który przy paru głębszych oddechach pewnie zacząłby zastanawiać, gdyby nie fakt że teraz wszystko dookoła śmierdziało spalenizną i popiołem. Szczególnie na Nokturnie.
Czując wokół siebie jej ręce, na moment się zawahał. Nie zesztywniał jednak, czego pewnie można było się po nim spodziewać, zamiast tego obejmując ją ramieniem, by drugą dłonią pogładzić uspokajająco po głowie.
- Żyję - powtórzył, jakby chcąc ją tylko w tym upewnić. Jego głos był cichy i miękki, pewnie dla niej nie pasujący przesadnie do niego. W myślach jednak Rowle modlił się o to, by nikt niepowołany ich teraz nie zobaczył. Mimowolnie też, czując pod palcami zlepione farbą strąki, pochwycił jedno z pasm i przyjrzał mu się uważniej, zanim odgarnął je za jej ucho. - Co się stało? Ktoś cię zaatakował? - wyglądała trochę, jakby ktoś unurzał ją we krwi, ale podejrzewał że gdyby faktycznie tak było, nie biegałaby teraz radośnie po mieście. Mogła kogoś szukać lub martwić się, ale w momencie gdy ktoś nieprzyzwyczajony, zderzony z traumą i cierpieniem zauważał tę znajomą czerwień, często robił wszystko by zedrzeć ją z siebie lub zmyć.
!Nokturn