07.04.2025, 20:03 ✶
Prorok Codzienny. Niedobrze. Nieplanowane spotkania z ludźmi były koszmarem Lany, a co dopiero niespodziewany wywiad. Najchętniej odwróciłaby się na pięcie i pobiegła z powrotem do domu, wysyłając później skrzata po biżuterię. Byłoby to jednak bardzo niekulturalne zachowanie, plus istniała szansa, że w okolicy mógł się kręcić jakiś znajomy mamy. Więc nawet jeśli dziennikarz nie zamieściłby notki o dziwnym zachowaniu Dolohovówny, informacja o tym zdarzeniu pewnie i tak dotarłaby do Tanaquil. Wyglądało na to, że nie było innej opcji; musiała odpowiedzieć na pytania. Wbiła więc wzrok między brwi mężczyzny, tak, aby nie musieć patrzeć mu w oczy.
– Nazywam się Lana D... – poślizgnęła się już na pierwszym. Bowiem jej nazwisko absolutnie nie mogło być kojarzone z jakimikolwiek kontrowersyjnymi wypowiedziami, a zwłaszcza nie z takimi dotyczącymi polityki. – Dolohov. – dokończyła cichutko, mając nadzieję, że dziennikarz nie usłyszy wyraźnie. – Profesja... Jestem historyczką. – odpowiedziała zgodnie z prawdą, bo ostatnie parę lat spędziła właśnie na prowadzeniu badań historycznych.
Niestety, kolejne odpowiedzi nie mogły być już tak bezpośrednie. Owszem, Lana zdawała sobie sprawę z obecnej sytuacji w kraju, ale wolała uważać się raczej za obserwatora niż komentatora polityki. W końcu prawdziwe sądy na temat skutków wydarzeń można było wydawać dopiero wiele lat później. Ten dystans sprawiał też, że Dolohovówna podświadomie czuła się bezpieczna; że cokolwiek by się nie działo, wojna akurat jej nie dosięgnie. W kolejnych dniach miała się przekonać, jak bardzo naiwne było to podejście.
– Zmianę... Ale z jakiego powodu? – uznała, że będzie udawać głupią. Być może wtedy Ken Cane da sobie spokój.
– Nazywam się Lana D... – poślizgnęła się już na pierwszym. Bowiem jej nazwisko absolutnie nie mogło być kojarzone z jakimikolwiek kontrowersyjnymi wypowiedziami, a zwłaszcza nie z takimi dotyczącymi polityki. – Dolohov. – dokończyła cichutko, mając nadzieję, że dziennikarz nie usłyszy wyraźnie. – Profesja... Jestem historyczką. – odpowiedziała zgodnie z prawdą, bo ostatnie parę lat spędziła właśnie na prowadzeniu badań historycznych.
Niestety, kolejne odpowiedzi nie mogły być już tak bezpośrednie. Owszem, Lana zdawała sobie sprawę z obecnej sytuacji w kraju, ale wolała uważać się raczej za obserwatora niż komentatora polityki. W końcu prawdziwe sądy na temat skutków wydarzeń można było wydawać dopiero wiele lat później. Ten dystans sprawiał też, że Dolohovówna podświadomie czuła się bezpieczna; że cokolwiek by się nie działo, wojna akurat jej nie dosięgnie. W kolejnych dniach miała się przekonać, jak bardzo naiwne było to podejście.
– Zmianę... Ale z jakiego powodu? – uznała, że będzie udawać głupią. Być może wtedy Ken Cane da sobie spokój.