07.04.2025, 20:14 ✶
Było tu sporo do rozpakowania. Córka, błędy. Błędy rodziców, matka, pozytywka. Robert był matką. Luki w pamięci, tiki (nerwowe?)... Jak najlepiej byłoby to ugryźć? Od której strony? Szybko skatalogował objawy.
— Jest pan pewny, że nigdy jej pan nie widział? Zdarza się, że przedmioty wiążą się z naszymi wspomnieniami, ale z reguły to my ładujemy w nie naszą własną symbolikę — spytał. — W przypadku intensywnej reakcji emocjonalnej na obiekt, którego pochodzenie jest niejasne, mam kilka możliwych hipotez. Najprostsza to luka poznawcza. Najgroźniejsza: artefakt obciążony magicznym nośnikiem traumy, który z jakiegoś powodu znalazł się w pańskim posiadaniu i to właśnie mogłoby wyjaśniać tę reakcję — zaoferował delikatnie. Tu wyglądało jakby to wspomnienie przejęło jego. Odys powinien był rzucić okiem na to coś, sprawdzić ślady, może nawet poznać źródło. Ale nie miał na to ani siły, ani ochoty. Zresztą nie pozytywka go interesowała.
— Czasem gdy zbliżamy się do źródła traumy, pojawia się sabotaż. Ciało reaguje za umysł, niepokój staje się tarczą. Jak u chorego organizmu, który odrzuca przeszczep. Z punktu widzenia magipsychiatrii interesuje mnie nie sam fakt przeniesienia, ale to że wspomnienie było fragmentaryczne — a być może i zniekształcone. Ciekawe, czy zostało wyparte nienaturalnie. Co do samej pozytywki równie dobrze mógł to być przeklęty przedmiot z rynsztoku Nokturnu. Gówno go obchodziła. Odys nie znał się na klątwach, bo zajmował się tym, co zostawało, kiedy te już spełniły swoje zadanie… Zmarszczył lekko brwi na jedną rzecz. Robert najwyraźniej nie wiedział do kogo przyszedł. I może to właśnie było w tym wszystkim najbardziej interesujące. Nie pachniał strachem. Nie próbował też uderzyć w ton wyższości, jak czyniła to elita, która lubiła zapominać, że przyszła błagać o pomoc. Przyszedł… Do magiipsychiatry. A to ci heca. Odys przechylił lekko głowę jakby oglądał nowy eksponat pod światło. — Panie Crouch… — odezwał się z prawdziwym zaciekawieniem, chociaż czasami Fawley gadał tak dziwnie, że nie wiadomo było, czy to jeszcze uprzejmość, czy już lekka drwina. — Czy pan właściwie wie, jakie usługi oferuję?
— Jest pan pewny, że nigdy jej pan nie widział? Zdarza się, że przedmioty wiążą się z naszymi wspomnieniami, ale z reguły to my ładujemy w nie naszą własną symbolikę — spytał. — W przypadku intensywnej reakcji emocjonalnej na obiekt, którego pochodzenie jest niejasne, mam kilka możliwych hipotez. Najprostsza to luka poznawcza. Najgroźniejsza: artefakt obciążony magicznym nośnikiem traumy, który z jakiegoś powodu znalazł się w pańskim posiadaniu i to właśnie mogłoby wyjaśniać tę reakcję — zaoferował delikatnie. Tu wyglądało jakby to wspomnienie przejęło jego. Odys powinien był rzucić okiem na to coś, sprawdzić ślady, może nawet poznać źródło. Ale nie miał na to ani siły, ani ochoty. Zresztą nie pozytywka go interesowała.
— Czasem gdy zbliżamy się do źródła traumy, pojawia się sabotaż. Ciało reaguje za umysł, niepokój staje się tarczą. Jak u chorego organizmu, który odrzuca przeszczep. Z punktu widzenia magipsychiatrii interesuje mnie nie sam fakt przeniesienia, ale to że wspomnienie było fragmentaryczne — a być może i zniekształcone. Ciekawe, czy zostało wyparte nienaturalnie. Co do samej pozytywki równie dobrze mógł to być przeklęty przedmiot z rynsztoku Nokturnu. Gówno go obchodziła. Odys nie znał się na klątwach, bo zajmował się tym, co zostawało, kiedy te już spełniły swoje zadanie… Zmarszczył lekko brwi na jedną rzecz. Robert najwyraźniej nie wiedział do kogo przyszedł. I może to właśnie było w tym wszystkim najbardziej interesujące. Nie pachniał strachem. Nie próbował też uderzyć w ton wyższości, jak czyniła to elita, która lubiła zapominać, że przyszła błagać o pomoc. Przyszedł… Do magiipsychiatry. A to ci heca. Odys przechylił lekko głowę jakby oglądał nowy eksponat pod światło. — Panie Crouch… — odezwał się z prawdziwym zaciekawieniem, chociaż czasami Fawley gadał tak dziwnie, że nie wiadomo było, czy to jeszcze uprzejmość, czy już lekka drwina. — Czy pan właściwie wie, jakie usługi oferuję?