08.04.2025, 10:37 ✶
Choć zupełnie się tego nie spodziewałem, podświadomie znałem reakcję Geraldine na moją prośbę. Ale Ambroise… jego krótkie pytanie zaskoczyło mnie bardziej, niż powinno. Od razu uzasadniłem swoje plany, a on wciąż domagał się więcej, jakby moje słowa były zbyt małe, zbyt kruche, zbyt nieistotne.
Myślałem, że to aktywny czarodziej. Nie tylko jako medyk, ale jako ktoś wyjęty spod prawa, kto potrafi działać tam, gdzie moralność przestaje być jednoznaczna. Nasza ostatnia wyprawa do podziemnych rejonów magicznego Londynu zdawała się to potwierdzać – był człowiekiem orkiestrą. Umiał być zarówno porządnym obywatelem, jak i rynsztokowym ścierwem. Ale może jednak się myliłem? Może nie był nikim dobrym, ani nikim złym. Może był tylko… sobą. Egoistą, kierującym się wyłącznie własnym interesem?
Nie chciałem teraz tego rozgryzać. To nie był moment na filozofię o ludzkiej naturze. Jedno było pewne – jego dotychczasowe działania nie miały wiele wspólnego z troską o mnie. Może z Geraldine… a może i nie. Z pewnością powinienem mu się bliżej przyjrzeć. Nie chciałem, żeby znów moja siostra przez niego cierpiała. Nie zamierzałem na to pozwolić.
Ale to teraz nie miało znaczenia. Czas nas naglił. Miałem błogosławieństwo Geraldine, a to mi wystarczało. Minuta, może dwie. Więcej nie dostaniemy. Zamierzałem wpłynąć na chustę czarodzieja, dyskretnie, bez gwałtownych gestów. Zdjąć ją z jego twarzy tak, by nie zorientował się, że to moja sprawka. Byłem świetny w translokacji, więc dla mnie to był tylko drobiazg. Chusta. Ruch powietrza. Panujący wokół chaos. I prawda, której nie da się już zasłonić.
| rzucam na translokację w celu zsunięcia chusty oprycha
Myślałem, że to aktywny czarodziej. Nie tylko jako medyk, ale jako ktoś wyjęty spod prawa, kto potrafi działać tam, gdzie moralność przestaje być jednoznaczna. Nasza ostatnia wyprawa do podziemnych rejonów magicznego Londynu zdawała się to potwierdzać – był człowiekiem orkiestrą. Umiał być zarówno porządnym obywatelem, jak i rynsztokowym ścierwem. Ale może jednak się myliłem? Może nie był nikim dobrym, ani nikim złym. Może był tylko… sobą. Egoistą, kierującym się wyłącznie własnym interesem?
Nie chciałem teraz tego rozgryzać. To nie był moment na filozofię o ludzkiej naturze. Jedno było pewne – jego dotychczasowe działania nie miały wiele wspólnego z troską o mnie. Może z Geraldine… a może i nie. Z pewnością powinienem mu się bliżej przyjrzeć. Nie chciałem, żeby znów moja siostra przez niego cierpiała. Nie zamierzałem na to pozwolić.
Ale to teraz nie miało znaczenia. Czas nas naglił. Miałem błogosławieństwo Geraldine, a to mi wystarczało. Minuta, może dwie. Więcej nie dostaniemy. Zamierzałem wpłynąć na chustę czarodzieja, dyskretnie, bez gwałtownych gestów. Zdjąć ją z jego twarzy tak, by nie zorientował się, że to moja sprawka. Byłem świetny w translokacji, więc dla mnie to był tylko drobiazg. Chusta. Ruch powietrza. Panujący wokół chaos. I prawda, której nie da się już zasłonić.
| rzucam na translokację w celu zsunięcia chusty oprycha
Rzut 1d100+15 - 60 +15 = 75