08.04.2025, 11:04 ✶
Taki jest plan.
Czy Jonathan znał ten wyraz twarzy, którym uraczył go Anthony na jego "potwierdzenie"? Ależ oczywiście, że tak... widział go zbyt dokładnie wczorajszej nocy, gdy ostrość słów wymienionych między nimi zabarwiła się dosadnie goryczą konfliktu, który nie został rozwiązany, ale nikt już nie chciał o nim mówić. To nie było kłamstwo, ale obaj doskonale wiedzieli, że nie była to prawda wobec intencji znanym im obu.
Nie skomentował tego jednak. Może w gruncie rzeczy był masochistą, może chciał wrócić do Ministerstwa i chciał zobaczyć ten moment, gdy w Atrium pojawi się tylko Margerita i Jasper, chciał doświadczyć tego ostatecznego potwierdzenia nie bycia w tej samej drużynie z kimś z kim był w tej samej drużynie od zawsze. Może nie chciał tracić czasu na zbędne kłótnie, gdy czas gonił, a oni tu nie mieli jeszcze pełnego obrazu jak źle jest.
– Warownia nie przetrwa tej nocy – wyszeptał głucho nie patrząc już w twarze zebranych, stalowe oczy utkwiwszy w trzech butelkach, które przejął od Charlotty, skoro Jonathan trzymał jej torebkę. Zaraz potem dwie z nich wcisnął swojemu zastępcy. Jeśli mieli racje, to on będzie bardziej ich potrzebował. Teraz i później. Był otumaniony tym, co Morpheus zdradził mu w swoich wizjach, był otumaniony przez moment, przez dwa uderzenia serca tym, jak bardzo nie chciałby, aby te przepowiednie się sprawdziły. – Gdziekolwiek jest Morpheus, znajdzie nas, gdy będzie tego potrzebował. Skupmy się na chłopcach i zapewnieniu Wam bezpieczeństwa. Ministerstwo powinno przetrwać cokolwiek się wydarzy. Będziecie mogli schronić się razem na piątym piętrze. – skierował te słowa do Charlotty, po czym odwrócił się ku dwójce pozostałych pracowników. Dobry rocznik. Bohaterski.
– Panowie, jeśli byśmy się nie spotkali więcej, to był zaszczyt z Wami pracować. Powodzenia w Waszych zamierzeniach, niech Matka Wam sprzyja. – Obdarzył ich uśmiechem i skinieniem głowy, po czym dostrzegłszy aparat Isaaca poklepał go po ramieniu motywująco, rozumiejąc powołanie kłębiące się w sercu chłopaka. – To może być ważniejsze niż cokolwiek innego. Niech ludzie zapamiętają tę noc Twoimi oczyma. – Uścisnął nieco mocniej jego ramię, po ojcowsku. Oszczędny w słowach i gestach, świadomy tego że każda minuta może być tą ostatnią uprzedzającą iskry przemieniające się w dzikie płomienie. Nie czekając więc ani chwili dłużej ruszyli do punktu z którego mogli się teleportować, każde w swoją stronę.
Czy Jonathan znał ten wyraz twarzy, którym uraczył go Anthony na jego "potwierdzenie"? Ależ oczywiście, że tak... widział go zbyt dokładnie wczorajszej nocy, gdy ostrość słów wymienionych między nimi zabarwiła się dosadnie goryczą konfliktu, który nie został rozwiązany, ale nikt już nie chciał o nim mówić. To nie było kłamstwo, ale obaj doskonale wiedzieli, że nie była to prawda wobec intencji znanym im obu.
Nie skomentował tego jednak. Może w gruncie rzeczy był masochistą, może chciał wrócić do Ministerstwa i chciał zobaczyć ten moment, gdy w Atrium pojawi się tylko Margerita i Jasper, chciał doświadczyć tego ostatecznego potwierdzenia nie bycia w tej samej drużynie z kimś z kim był w tej samej drużynie od zawsze. Może nie chciał tracić czasu na zbędne kłótnie, gdy czas gonił, a oni tu nie mieli jeszcze pełnego obrazu jak źle jest.
– Warownia nie przetrwa tej nocy – wyszeptał głucho nie patrząc już w twarze zebranych, stalowe oczy utkwiwszy w trzech butelkach, które przejął od Charlotty, skoro Jonathan trzymał jej torebkę. Zaraz potem dwie z nich wcisnął swojemu zastępcy. Jeśli mieli racje, to on będzie bardziej ich potrzebował. Teraz i później. Był otumaniony tym, co Morpheus zdradził mu w swoich wizjach, był otumaniony przez moment, przez dwa uderzenia serca tym, jak bardzo nie chciałby, aby te przepowiednie się sprawdziły. – Gdziekolwiek jest Morpheus, znajdzie nas, gdy będzie tego potrzebował. Skupmy się na chłopcach i zapewnieniu Wam bezpieczeństwa. Ministerstwo powinno przetrwać cokolwiek się wydarzy. Będziecie mogli schronić się razem na piątym piętrze. – skierował te słowa do Charlotty, po czym odwrócił się ku dwójce pozostałych pracowników. Dobry rocznik. Bohaterski.
– Panowie, jeśli byśmy się nie spotkali więcej, to był zaszczyt z Wami pracować. Powodzenia w Waszych zamierzeniach, niech Matka Wam sprzyja. – Obdarzył ich uśmiechem i skinieniem głowy, po czym dostrzegłszy aparat Isaaca poklepał go po ramieniu motywująco, rozumiejąc powołanie kłębiące się w sercu chłopaka. – To może być ważniejsze niż cokolwiek innego. Niech ludzie zapamiętają tę noc Twoimi oczyma. – Uścisnął nieco mocniej jego ramię, po ojcowsku. Oszczędny w słowach i gestach, świadomy tego że każda minuta może być tą ostatnią uprzedzającą iskry przemieniające się w dzikie płomienie. Nie czekając więc ani chwili dłużej ruszyli do punktu z którego mogli się teleportować, każde w swoją stronę.
Dowodzenie II - motywacja i natchnienie do działania
dla Charlotte, Rity, Jonathana i Anthony'ego:
dla Charlotte, Rity, Jonathana i Anthony'ego:
Postacie opuszczają sesję