05.02.2023, 16:54 ✶
Postępowanie Perseusa przypominało teraz drażnienie niedźwiedzia. Tak, Eunice zazwyczaj bywała całkiem miła w obejściu, choć też – oczywiście – zdarzało się jej być również i szorstkawą. Teraz zaś? Najwyraźniej w garnku zbyt długo się już gotowało pod pokrywką, a teraz to wszystko wybuchło i to z taką siłą, że pokrywka wbiła się w sufit.
Uniosła brew. No doprawdy, będzie ją tu pouczał, jakim tonem? Zwłaszcza teraz, w takiej sytuacji, która zaszła o wiele, wiele za daleko niż kiedykolwiek powinna. Nie, wróć, to wszystko nigdy nie powinno było mieć miejsca – zaczynając od podmiany, na klątwach kończąc.
Nie drgnęła, gdy podszedł. Nie drgnęła, gdy zbliżył twarz do jej własnej. Lodowy posąg – to określenie teraz chyba najlepiej pasowało do Eunice, zupełnie niepodobnej do tej kobiety, którą przecież potrafiła być. Brakowało całej tej miękkości i ciepła, jakie towarzyszyło podobnej bliskości. Bliskości, której teraz nie pragnęła.
Odwróciła głowę, nie pozwalając, by doszło do zetknięcia się czołami. Z każdą kolejną chwilą zaczynała odnosić wrażenie, że Perseus najzwyczajniej w świecie nie traktuje jej do końca poważnie, zwłaszcza teraz, gdy ewidentnie próbował podważyć nadawany ton tej rozmowie. Zamiast wysłuchać tego, co chciała powiedzieć… no właśnie.
- Elliott ci powiedział? – spytała chłodno. Wiedział. Z listu nie wynikało, że Daphne się przyznała, wręcz przeciwnie – osobiście nawet nie podejrzewała prukwy o to, że ta wyjawiłaby swoje uczynki, nawet gdyby wsadzić ją w metalowe buty i kazać chodzić po rozgrzanych węglach. Brat zaś… otwarcie powiedział, że porozmawia z Perseusem. I w zasadzie odmówił złożenia obietnicy, że posłucha prośby i zostawi wszystko w rękach Eunice, dokładnie tak, jak tego pragnęła.
Czy protestowała? Oczywiście że tak, praktycznie natychmiast wcisnęła swe ręce między nich, stawiając opór wobec takiej bliskości.
- Jak będzie? Tak, że może najwyższa pora, abyś przestał mi umniejszać i próbował mnie uciszyć za wszelką cenę – syknęła. W innej sytuacji być może nawet by uległa swojemu mężowi, jednakże teraz… teraz to było naprawdę frustrujące. Chciała coś powiedzieć, a on, zamiast po prostu usiąść grzecznie na dupie, odmawiał dania jej głosu. Nie słuchał, znów, tak samo jak i prawie miesiąc temu, gdy spytała podczas kąpieli, czy „ważne wieści” mogą poczekać. Cóż, magopsychiatra, którego zadaniem – wydawałoby się – było słuchanie innych, najwyraźniej nie wsłuchiwał się w to, co próbowała przekazać mu jego własna żona.
- Będzie też tak, że chcę, abyś mnie natychmiast wypuścił. I że nie chcę widzieć twojej matki, nigdy, a jeśli kiedykolwiek spróbuje przekroczyć próg naszego domu, to dowiem się o tym i możesz być pewien, że załatwię to wtedy po swojemu. Czy to jest jasne, Perseusie?
Uniosła brew. No doprawdy, będzie ją tu pouczał, jakim tonem? Zwłaszcza teraz, w takiej sytuacji, która zaszła o wiele, wiele za daleko niż kiedykolwiek powinna. Nie, wróć, to wszystko nigdy nie powinno było mieć miejsca – zaczynając od podmiany, na klątwach kończąc.
Nie drgnęła, gdy podszedł. Nie drgnęła, gdy zbliżył twarz do jej własnej. Lodowy posąg – to określenie teraz chyba najlepiej pasowało do Eunice, zupełnie niepodobnej do tej kobiety, którą przecież potrafiła być. Brakowało całej tej miękkości i ciepła, jakie towarzyszyło podobnej bliskości. Bliskości, której teraz nie pragnęła.
Odwróciła głowę, nie pozwalając, by doszło do zetknięcia się czołami. Z każdą kolejną chwilą zaczynała odnosić wrażenie, że Perseus najzwyczajniej w świecie nie traktuje jej do końca poważnie, zwłaszcza teraz, gdy ewidentnie próbował podważyć nadawany ton tej rozmowie. Zamiast wysłuchać tego, co chciała powiedzieć… no właśnie.
- Elliott ci powiedział? – spytała chłodno. Wiedział. Z listu nie wynikało, że Daphne się przyznała, wręcz przeciwnie – osobiście nawet nie podejrzewała prukwy o to, że ta wyjawiłaby swoje uczynki, nawet gdyby wsadzić ją w metalowe buty i kazać chodzić po rozgrzanych węglach. Brat zaś… otwarcie powiedział, że porozmawia z Perseusem. I w zasadzie odmówił złożenia obietnicy, że posłucha prośby i zostawi wszystko w rękach Eunice, dokładnie tak, jak tego pragnęła.
Czy protestowała? Oczywiście że tak, praktycznie natychmiast wcisnęła swe ręce między nich, stawiając opór wobec takiej bliskości.
- Jak będzie? Tak, że może najwyższa pora, abyś przestał mi umniejszać i próbował mnie uciszyć za wszelką cenę – syknęła. W innej sytuacji być może nawet by uległa swojemu mężowi, jednakże teraz… teraz to było naprawdę frustrujące. Chciała coś powiedzieć, a on, zamiast po prostu usiąść grzecznie na dupie, odmawiał dania jej głosu. Nie słuchał, znów, tak samo jak i prawie miesiąc temu, gdy spytała podczas kąpieli, czy „ważne wieści” mogą poczekać. Cóż, magopsychiatra, którego zadaniem – wydawałoby się – było słuchanie innych, najwyraźniej nie wsłuchiwał się w to, co próbowała przekazać mu jego własna żona.
- Będzie też tak, że chcę, abyś mnie natychmiast wypuścił. I że nie chcę widzieć twojej matki, nigdy, a jeśli kiedykolwiek spróbuje przekroczyć próg naszego domu, to dowiem się o tym i możesz być pewien, że załatwię to wtedy po swojemu. Czy to jest jasne, Perseusie?
412/1218