09.04.2025, 10:15 ✶
A żeby ci wszystkie zwiędły jak twój chuj - zacisnął zęby, czując jak frustracja bucha okrutnie i nie chodziło o nieporadne uderzenie w męskość. Zwykłe Mulciberowskie pierdolenie, którego sensu albo szukało się w tafli stawu, albo nie. Ale co do jednego miał racje - one więdły, więdły i Greyback nie chciał tego zaakceptować. Dość marnie wypadały na tle włoskiego ogrodu, mimo że starał się pielęgnować je jak tylko potrafił. Otaczać troską aż zbyt wielką. A jednak to nie wystarczyło, to było zbyt mało, te pierdolone kwiaty były jego przekleństwem.
Udało mu się trafić, udało mi się zrzucić z siebie ciężar, ciężar który zechciał pochwycić - złapać w szpony, rozerwać w nagłym akcie złości, złości która mieszała się z nawarstwionymi wspomnieniami tworząc odurzającą mieszankę. Mieszankę, która zaczęła rozmywać rzeczywistość - już nie stał przed nim Alexander Mulciber. Patrzał lecz nie widział, wzrok jednocześnie się wyostrzył co zmętniał okrutnie. Przekręcił się gwałtownie, wyrywając w kierunku Alexa. Chcąc rzucić na niego, przygwoździć do ziemi, pokazać jak kończy się igranie z wilkiem - acz ten okazał się być szybszym, a pięści Greybaka uderzyły z głuchym hukiem o ziemię, w miejsce gdzie jeszcze chwilę wcześniej leżał mężczyzna - a który sprawnie się odsunął, schodząc z pola rażenia.
Zdziczałe spojrzenie gwałtownie się uniosło, śledząc wzrokiem jak chłopak wstaje i niczym lustrzane odbicie robiąc to samo. Złapał głośniej wdech, otwierając szerzej usta, przecierając dłonią rozcięte usta, ścierając krew, zostawiając szkarłatne smugi na szczęce. Zapach krwi przywoływał kolejną fale wspomnień.
e tu, Luna? - szyderczy chichot rozbrzmiał w jego uszach - Dai! tagliagli la gola, Lu, questa non è la scuola materna.
Stał, stał podczas jednej z egzekucji, czując smak własnej krwi, czując zapach krwi wszystkich obecnych, zaciskając dłoń na włosach dłużnika"Deve pagare, Lu"
Zacisnął pięści, dysząc ciężko, pochwycił głośniej powietrze. Czując jak rzeczywistość rozmazuje się ze światem Morfeusza, a on próbuje nie utonąć. Utrzymać świadomość.
"Devi pagare tutto"
-Devi pagare tutto - sapnął zaraz za głosem w swojej głowie, po czym wystartował do ataku. Uniósł rękę, biorąc zamach. Jego ręka, niczym gilotyna, poszybowała w kierunku Mulcibera.
Rzut na af, bijem się srutututu
Udało mu się trafić, udało mi się zrzucić z siebie ciężar, ciężar który zechciał pochwycić - złapać w szpony, rozerwać w nagłym akcie złości, złości która mieszała się z nawarstwionymi wspomnieniami tworząc odurzającą mieszankę. Mieszankę, która zaczęła rozmywać rzeczywistość - już nie stał przed nim Alexander Mulciber. Patrzał lecz nie widział, wzrok jednocześnie się wyostrzył co zmętniał okrutnie. Przekręcił się gwałtownie, wyrywając w kierunku Alexa. Chcąc rzucić na niego, przygwoździć do ziemi, pokazać jak kończy się igranie z wilkiem - acz ten okazał się być szybszym, a pięści Greybaka uderzyły z głuchym hukiem o ziemię, w miejsce gdzie jeszcze chwilę wcześniej leżał mężczyzna - a który sprawnie się odsunął, schodząc z pola rażenia.
Zdziczałe spojrzenie gwałtownie się uniosło, śledząc wzrokiem jak chłopak wstaje i niczym lustrzane odbicie robiąc to samo. Złapał głośniej wdech, otwierając szerzej usta, przecierając dłonią rozcięte usta, ścierając krew, zostawiając szkarłatne smugi na szczęce. Zapach krwi przywoływał kolejną fale wspomnień.
e tu, Luna? - szyderczy chichot rozbrzmiał w jego uszach - Dai! tagliagli la gola, Lu, questa non è la scuola materna.
Stał, stał podczas jednej z egzekucji, czując smak własnej krwi, czując zapach krwi wszystkich obecnych, zaciskając dłoń na włosach dłużnika"Deve pagare, Lu"
Zacisnął pięści, dysząc ciężko, pochwycił głośniej powietrze. Czując jak rzeczywistość rozmazuje się ze światem Morfeusza, a on próbuje nie utonąć. Utrzymać świadomość.
"Devi pagare tutto"
-Devi pagare tutto - sapnął zaraz za głosem w swojej głowie, po czym wystartował do ataku. Uniósł rękę, biorąc zamach. Jego ręka, niczym gilotyna, poszybowała w kierunku Mulcibera.
Rzut na af, bijem się srutututu
Rzut PO 1d100 - 75
Sukces!
Sukces!