09.04.2025, 17:52 ✶
Jej argumenty były logiczne i dojmujące. Nie skruszył jednak energii, która wibrowała mu w piersi. Potrzeby działania, potrzeby ingerencji.
– Dziękuje Ci Victorio za Twoją zgodę. Skontaktuje się z nim i przedstawię sprawę. Wiesz... może to też nie zadziała, może jesteśmy dziesięć kroków za późno, ale lepiej przegrać próbując, niż złożyć broń i nie spróbować wcale. – Za późno, cały czas za późno. On dołączył do tej gry dwa lata za późno, a poczucie winy dociążało mu klatkę piersiową, gdy próbował zasnąć od momentu, jak Morpheus zdradził mu, że sam weźmie udział w tym "wyścigu" zbrojeń. Lękał się. Informacja o Zimnych dawała pewien straszliwy obraz, który zdecydowanie odzierał pajaca z absurdalnym pseudonimem z żartu, którym mu się jawił przez ostatnie tygodnie.
Miał siłę i chciał ją mieć, nie pokazywał swojej krewniaczce jak bardzo czuł się tym zmęczony. Nie nią oczywiście, ale presją i ilością tematów, ilością osób z którymi będzie musiał poprowadzić podobne rozmowy. Ilością osób, którym będzie musiał zaufać w propozycji mogącej wypracować im przewagę niezbędną by dopaść tego drania.
– Domyślam się, że egzorcyści pozostają bezradni? A Macmillan? Zdaje się być dobry w swoim fachu – rzucił nazwiskiem, które znał najlepiej, nie zmiarzając się aurorce zwierzać ze swoją ostatnią z klechą konfrontacją nad jeziorem Windermere, kiedy podejrzewał go pod wpływem magii tamtego miejsca o chęć mordu na jego osobie.
– Z drugiej strony... wspomnienia duszy, to też... doświadczenia innego życia, cudzego życia. – Zamyślił się, szukając plusów tam, gdzie wszyscy dostrzegali katastrofę. Potem odpuścił i opadł kiwając współczująco głowę. Nie była to litość, ale ciepło i troska wuja, który obecnie miał zdecydowanie lepszy obraz tego, przez co przechodziła jego Czarna Gwiazdeczka.
– To jest zbyt wiele na jedną osobę. Zbyt wiele i na trzy. Nie jestem lekarzem, ale z mojej perspektywy masz wszelkie podstawy do urlopu ze służby i zrobieniem tego o czym mówisz. Twój stan, Twoje obawy... to weryfikuje system wartości a w nich nie ma miejsca na pracę z przypadku. Eliksiry, alchemia... poszukam dobrego miejsca do pracowni, mogę skontaktować Cię z kilkoma osobami z Norwegii i Francji, tak na dobry początek. Cel i wiara, to umacnia Twoją duszę i Twoją jaźń. To jest warte więcej niż aurorska służba. Wierzę, że masz drogi do tego, żeby być na bieżąco w tym co sie dzieje z biurem... a jeśli nie, to ja uruchomię swoje kontakty. O to chodzi mi... O to właśnie chodziło mi w mojej propozycji. Tylko razem mamy szansę coś zmienić. Książki lubią samotnych bohaterów, którzy cudem pokonują zło. Herosów, którzy inspirują do walki mimo wszystko. Ale ewolucja mówi jasno: człowiek zwyciężył ten wyścig, gdy odkrył pismo. Gdy zbiorowość mogła korzystać nie tylko ze swoich doświadczeń, ale też doświadczeń minionych pokoleń. Im lepiej wzmocnimy społeczność, im zdrowsza będzie dusza zbiorowości, tym mamy większe szanse przeciwko Voldemortowi. Im więcej będziemy wspierać siebie, delegować sobie wzajem obowiązki, tym większe szanse mamy też na umocnienie siebie. – Powiedział z przekonaniem, a potem zaraz uśmiechnął się przepraszająco i odgarnął włosy oddychając głęboko.
– Przepraszam Cię, nie chcę brzmieć jak wykładowca, to absolutnie nie jest mój cel. Po prostu... po prostu w Twojej historii, w Twoich słowach... widzę, jak bardzo potrzebujemy swojego wsparcia na wzajem. Potrzebujemy siebie. Wypijmy za to!– wzniósł toast, a potem pospiesznie odpowiedział na jej mniej dojmujące, mniej ważkie pytania:
– Egipt bliżej, Egipt w połowie drogi. Chcę jak najszybciej wrócić do kraju, a i delegacja z Kambodży też z ulgą przyjęła tę propozycję. Trwa u nich właśnie jakiś mocno zaostrzony mugolski konflikt i zależało im, żeby delegaturę ominęły wszystkie możliwe nieprzyjemności z tego tytułu. Jestem w stanie to zrozumieć, Anglia podczas drugiej wojny światowej też była raczej niechętna przyjmowaniu gości. – Na moment umilkł po czym zdecydowanie poważniej dodał: – Czasem teleportacja może być kwestią życia i śmierci, a czarodzieje zapominają o tym. Nawet Ci, którzy byli na kursie. W lipcu widziałem jak uciekali przed rośliną, tratowali się, zamiast po prostu zaryzykować skok. Kości odrastają w jedną noc Victoria. Mugole nie mają takich udogodnień, ale my? Jeśli w grę wchodziłoby uratowanie rodziny? W stresie jednak łatwo zapomnieć, że w ogóle posiada się taką opcję. Dlatego tak bardzo zależy mi na tych specjalistycznych kursach. Aby... w razie czego przeżyło jak najwięcej osób. Na razie jednak cały projekt utkwił w Ministerstwie u Carrowa. Trochę żałuję, że poprosiłem go o opinię, ale z pewnością obraziłby się, gdybym zorganizował to poza jego wiedzą. – A zegar tykał...
– Dziękuje Ci Victorio za Twoją zgodę. Skontaktuje się z nim i przedstawię sprawę. Wiesz... może to też nie zadziała, może jesteśmy dziesięć kroków za późno, ale lepiej przegrać próbując, niż złożyć broń i nie spróbować wcale. – Za późno, cały czas za późno. On dołączył do tej gry dwa lata za późno, a poczucie winy dociążało mu klatkę piersiową, gdy próbował zasnąć od momentu, jak Morpheus zdradził mu, że sam weźmie udział w tym "wyścigu" zbrojeń. Lękał się. Informacja o Zimnych dawała pewien straszliwy obraz, który zdecydowanie odzierał pajaca z absurdalnym pseudonimem z żartu, którym mu się jawił przez ostatnie tygodnie.
Miał siłę i chciał ją mieć, nie pokazywał swojej krewniaczce jak bardzo czuł się tym zmęczony. Nie nią oczywiście, ale presją i ilością tematów, ilością osób z którymi będzie musiał poprowadzić podobne rozmowy. Ilością osób, którym będzie musiał zaufać w propozycji mogącej wypracować im przewagę niezbędną by dopaść tego drania.
– Domyślam się, że egzorcyści pozostają bezradni? A Macmillan? Zdaje się być dobry w swoim fachu – rzucił nazwiskiem, które znał najlepiej, nie zmiarzając się aurorce zwierzać ze swoją ostatnią z klechą konfrontacją nad jeziorem Windermere, kiedy podejrzewał go pod wpływem magii tamtego miejsca o chęć mordu na jego osobie.
– Z drugiej strony... wspomnienia duszy, to też... doświadczenia innego życia, cudzego życia. – Zamyślił się, szukając plusów tam, gdzie wszyscy dostrzegali katastrofę. Potem odpuścił i opadł kiwając współczująco głowę. Nie była to litość, ale ciepło i troska wuja, który obecnie miał zdecydowanie lepszy obraz tego, przez co przechodziła jego Czarna Gwiazdeczka.
– To jest zbyt wiele na jedną osobę. Zbyt wiele i na trzy. Nie jestem lekarzem, ale z mojej perspektywy masz wszelkie podstawy do urlopu ze służby i zrobieniem tego o czym mówisz. Twój stan, Twoje obawy... to weryfikuje system wartości a w nich nie ma miejsca na pracę z przypadku. Eliksiry, alchemia... poszukam dobrego miejsca do pracowni, mogę skontaktować Cię z kilkoma osobami z Norwegii i Francji, tak na dobry początek. Cel i wiara, to umacnia Twoją duszę i Twoją jaźń. To jest warte więcej niż aurorska służba. Wierzę, że masz drogi do tego, żeby być na bieżąco w tym co sie dzieje z biurem... a jeśli nie, to ja uruchomię swoje kontakty. O to chodzi mi... O to właśnie chodziło mi w mojej propozycji. Tylko razem mamy szansę coś zmienić. Książki lubią samotnych bohaterów, którzy cudem pokonują zło. Herosów, którzy inspirują do walki mimo wszystko. Ale ewolucja mówi jasno: człowiek zwyciężył ten wyścig, gdy odkrył pismo. Gdy zbiorowość mogła korzystać nie tylko ze swoich doświadczeń, ale też doświadczeń minionych pokoleń. Im lepiej wzmocnimy społeczność, im zdrowsza będzie dusza zbiorowości, tym mamy większe szanse przeciwko Voldemortowi. Im więcej będziemy wspierać siebie, delegować sobie wzajem obowiązki, tym większe szanse mamy też na umocnienie siebie. – Powiedział z przekonaniem, a potem zaraz uśmiechnął się przepraszająco i odgarnął włosy oddychając głęboko.
– Przepraszam Cię, nie chcę brzmieć jak wykładowca, to absolutnie nie jest mój cel. Po prostu... po prostu w Twojej historii, w Twoich słowach... widzę, jak bardzo potrzebujemy swojego wsparcia na wzajem. Potrzebujemy siebie. Wypijmy za to!– wzniósł toast, a potem pospiesznie odpowiedział na jej mniej dojmujące, mniej ważkie pytania:
– Egipt bliżej, Egipt w połowie drogi. Chcę jak najszybciej wrócić do kraju, a i delegacja z Kambodży też z ulgą przyjęła tę propozycję. Trwa u nich właśnie jakiś mocno zaostrzony mugolski konflikt i zależało im, żeby delegaturę ominęły wszystkie możliwe nieprzyjemności z tego tytułu. Jestem w stanie to zrozumieć, Anglia podczas drugiej wojny światowej też była raczej niechętna przyjmowaniu gości. – Na moment umilkł po czym zdecydowanie poważniej dodał: – Czasem teleportacja może być kwestią życia i śmierci, a czarodzieje zapominają o tym. Nawet Ci, którzy byli na kursie. W lipcu widziałem jak uciekali przed rośliną, tratowali się, zamiast po prostu zaryzykować skok. Kości odrastają w jedną noc Victoria. Mugole nie mają takich udogodnień, ale my? Jeśli w grę wchodziłoby uratowanie rodziny? W stresie jednak łatwo zapomnieć, że w ogóle posiada się taką opcję. Dlatego tak bardzo zależy mi na tych specjalistycznych kursach. Aby... w razie czego przeżyło jak najwięcej osób. Na razie jednak cały projekt utkwił w Ministerstwie u Carrowa. Trochę żałuję, że poprosiłem go o opinię, ale z pewnością obraziłby się, gdybym zorganizował to poza jego wiedzą. – A zegar tykał...