11.04.2025, 09:43 ✶
– Brama? – powtórzył Cathal, takim tonem, jakby w pierwszej chwili nie zrozumiał, o czym mowa i w ogóle pierwszy raz w życiu słyszał to słowo. Zaraz jednak potrząsnął głową, próbując wyrwać się z nieprzyjemnego stanu rozproszenia, czy może raczej: nadmiernego skupienia na sprawach, które nie obejmowały „tu i teraz”. Odruchowo sięgnął do kieszeni i niemal natychmiast cofnął dłoń, bo palenie tutaj było zakazane.
Brama, w porządku. Nie będzie tam raczej jakichś nadzwyczajnych znalezisk – nie takich, jak w podziemiach – ale biorąc pod uwagę, jak mocno Blackwoodowie chcieli utrzymać wszystkich mieszkańców w wiosce, faktycznie pieczęcie i runy, na jakie się natknęli, mogły być niebezpieczne.
– Po trzecim razie, kiedy to „coś ciekawego” nie będzie dość ciekawe, to przestanie działać – powiedział, zwracając spojrzenie na Guinevere. Jasne oczy odzyskały zwykły, skupiony wyraz. Potarł odruchowo policzek, pokryty jasnym zarostem: nie ogolił się ani dzisiaj, ani wczoraj, zbyt zafiksowany na swojej pracy. Jego ubranie było wymięte i nie jadł dzisiaj obiadu, nie dlatego, że zapomniał – Cathal w końcu nie zapominał – a dlatego, że w ogóle o jedzeniu nie pomyślał. Rzeczywiście, w tym tygodniu rzadko wychodził z podziemi, z uporem godnym maniaka szukając znaczeń znaków, podobnych, ale nie identycznych do tych, jakimi posługiwali się znani mu czarodzieje. Tańczyły mu przed oczami, gdy próbował zasnąć, i wracały w samych snach. – Słońca tu i tak nie uświadczę – mruknął jeszcze, zadzierając głowę i przez moment wodząc spojrzeniem po niebie.
Kropla deszczu uderzyła go prosto w nos.
– Hej, jak rozbrajaliśmy wyrwę w murze, mam w notatkach… dwie klątwy, kilka pułapek, z czego dwie ciągle świetnie działały i krąg pieczęci – powiedział Timmy Tim do Ginny, wzruszając ramionami. – Nie wspominając o tym wkurwiającym duchu, który wciąż tam łazi. Cholera wie, co jest przy bra…
Nie dokończył.
Może był to przebłysk jasnowidzenia przodków, a może tylko przypadek, ale Guinevere „wykrakała” z tym całym wybuchaniem.
Rozległ się huk, ziemia zawibrowała, ktoś krzyknął – a potem pierwszemu krzykowi zawtórował kolejny. Cathal zamarł na moment, jakby próbując ogarnąć, co się dzieje, zanim po kilku sekundach zawieszenia rzucił się pędem w stronę źródła dźwięków.
Brama, w porządku. Nie będzie tam raczej jakichś nadzwyczajnych znalezisk – nie takich, jak w podziemiach – ale biorąc pod uwagę, jak mocno Blackwoodowie chcieli utrzymać wszystkich mieszkańców w wiosce, faktycznie pieczęcie i runy, na jakie się natknęli, mogły być niebezpieczne.
– Po trzecim razie, kiedy to „coś ciekawego” nie będzie dość ciekawe, to przestanie działać – powiedział, zwracając spojrzenie na Guinevere. Jasne oczy odzyskały zwykły, skupiony wyraz. Potarł odruchowo policzek, pokryty jasnym zarostem: nie ogolił się ani dzisiaj, ani wczoraj, zbyt zafiksowany na swojej pracy. Jego ubranie było wymięte i nie jadł dzisiaj obiadu, nie dlatego, że zapomniał – Cathal w końcu nie zapominał – a dlatego, że w ogóle o jedzeniu nie pomyślał. Rzeczywiście, w tym tygodniu rzadko wychodził z podziemi, z uporem godnym maniaka szukając znaczeń znaków, podobnych, ale nie identycznych do tych, jakimi posługiwali się znani mu czarodzieje. Tańczyły mu przed oczami, gdy próbował zasnąć, i wracały w samych snach. – Słońca tu i tak nie uświadczę – mruknął jeszcze, zadzierając głowę i przez moment wodząc spojrzeniem po niebie.
Kropla deszczu uderzyła go prosto w nos.
– Hej, jak rozbrajaliśmy wyrwę w murze, mam w notatkach… dwie klątwy, kilka pułapek, z czego dwie ciągle świetnie działały i krąg pieczęci – powiedział Timmy Tim do Ginny, wzruszając ramionami. – Nie wspominając o tym wkurwiającym duchu, który wciąż tam łazi. Cholera wie, co jest przy bra…
Nie dokończył.
Może był to przebłysk jasnowidzenia przodków, a może tylko przypadek, ale Guinevere „wykrakała” z tym całym wybuchaniem.
Rozległ się huk, ziemia zawibrowała, ktoś krzyknął – a potem pierwszemu krzykowi zawtórował kolejny. Cathal zamarł na moment, jakby próbując ogarnąć, co się dzieje, zanim po kilku sekundach zawieszenia rzucił się pędem w stronę źródła dźwięków.