11.04.2025, 10:07 ✶
Niewinne istoty, które obrywały, były częścią większego planu. Walczyli o lepsze jutro, a przypadkowe ofiary które niczemu nie zawiniły, zawsze miały w takich działaniach swoją rolę. Dlatego też Rodolphus niewiele o tym myślał. Gdy Martes zarządził, że ruszają na Whitehall, młodszy Lestrange po prostu kiwnął głową i deportował się za nim, nie obracając się na pozostałych. Jego kuzyn był lewą ręką ich mistrza, kimś dużo ważniejszym niż oni razem wzięci. Przejął zaszczytne stanowisko, które do tej pory zajmował Robert Mulciber - mógł sądzić o nim wiele, lecz gdy tylko z jego ust wydobywało się cokolwiek, co tylko przypominało rozkaz: odruchowo go wykonywał.
Gdy pojawili się na Whitehall, Martes zaczął działać. Rodolphus pojawił się jako trzeci, tuż po Charlesie który zapewne zaczął się już rozglądać, ale i on odruchowo chciał się rozglądnąć, sprawdzając otoczenie i orientując się w sytuacji. Nienawidził działać bez planu, nawet jeżeli ten plan był prowizoryczny - zbyt wiele mogło się nie udać.
Rzucam na percepcję - czy dostrzegę zagrożenie, którego nie dostrzegł Charles
Rzut N 1d100 - 9
Akcja nieudana
Akcja nieudana