11.04.2025, 10:33 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.05.2025, 11:17 przez Rodolphus Lestrange.)
Czy obecność Nicholasa była mu na rękę? Zapewne tak, chociaż nie dawał tego po sobie poznać. Emocje, które kłębiły się w środku Rodolphusa, i były skierowane w stronę Traversa, zostały skutecznie przytłumione przez żądzę mordu i zniszczenia. To była jedna z wielu zalet Lestrange'a - przekierowywał swoje myśli na konkretne zadania i starał się nie dopuszczać do tego, by cokolwiek mogło wpłynąć na jego cel, nawet jeżeli to była osoba, z którą dzielił mieszkanie przez kilka miesięcy. Dobrze, że w tej chwili mieli zadanie dość proste, niewymagające iście mistrzowskich umiejętności bojowych, przez co nie musieli skupiać się na chronieniu swoich tyłów.
- Publiczny punkt Fiuu, jest nieopodal placu - odpowiedział krótko, bo to był w zasadzie najlepszy, najprostszy cel. - Trzymajmy się blisko, nie chcemy żeby ktoś nas przybrudził.
Dodał miękko, nieco kpiąco. Oczywistym było, że miał na myśli szlamy, które w tej chwili latały po Pokątnej w przerażeniu. Jeżeli ktokolwiek by się o nich otarł, trzeba by było załatwiać nową szatę lub zmazać ten brud krwią. Druga opcja wydawała się mu bardziej atrakcyjna.
Publiczny punkt sieci Fiuu znajdował się faktycznie nieopodal placu i straganów - na samym środku ulicy. Na Pokątnej panował chaos, który musieli pokonać. To wcale nie było tak proste zadanie, jak mogli myśleć na początku. Byli niedaleko, lecz wejście na otwartą przestrzeń zawsze wiązało się z ryzykiem. Gdy ruszyli przed siebie, odziani w czarne szaty i maski, po ulicy poniosły się wrzaski. Ludzie schodzili im z drogi, lecz na jak długo? Brygada zapewne była niedaleko, tak samo jak aurorzy. Mieli dosłownie sekundy, żeby podejść do kominków i rozprawić się z każdym z nich.
- Mamy mało czasu - Ministerstwo na pewno nie zdążyło zostać poinformowane o tym, że tu są, ale osoby pracujące w terenie: już tak. Rodolphus wyciągnął więc różdżkę i korzystając z okazji, że nie było tu na razie nikogo: chciał po prostu unieszkodliwić pierwszy kominek, który stał najbliżej niego.
Rzucam na rozproszenie - PO - żeby pozbawić kominek właściwości magicznych
Rzut PO 1d100 - 10
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Edycja na prośbę mg o konsekwencje:
Nic się nie stało. Kominek jaki był, taki był. Mimo że Lestrange był prawie że mistrzem w rozproszeniu, to coś poszło srogo nie tak. Czy spodziewał się fajerwerków? Raczej nie, to było tylko rozproszenie, ale chociaż... Zamigotania magii? Zafalowania powietrza? A tak nie stało się absolutnie nic.