11.04.2025, 14:14 ✶
To, że żył, było oczywiste, ale dopiero gdy Faye wypowiedziała to słowo na głos, stało się rzeczywiste. Traversówna miała wrażenie, że teraz nic nie było takie, jak powinno być: wszystko zostało wywrócone do góry nogami, trzeba więc było się łapać tego, co było rzeczywiste i materialne. A jeżeli takie nie było lub nie było się pewnym, że jest - trzeba było to urzeczywistnić. Nie spodziewała się łagodnego dotyku i głaskania po włosach - drgnęła więc, zaskoczona, ale nie odsunęła się. Nie spodziewała się też innego tonu głosu niż ten opryskliwy, którym zawsze ją raczył. Ale czy to teraz miało znaczenie? Każdy przeżywał tę noc na swój sposób, być może Rowle właśnie tak odreagowywał to zamieszanie?
- Co tu robisz? Dlaczego nie jesteś bezpieczny w rezerwacie? - zapytała cicho, nie odrywając się od niego, jakby bała się, że gdy tylko to zrobi - wszystko się rozsypie. Jej postawa, jej głos, jej ciało, jej myśli. Do tej pory przemierzała Dolinę i Londyn z wysoko podniesioną głową, nie pokazując nikomu, jak bardzo wstrząsnęła nią ta noc, lecz gdy tylko czepiła się czegoś, co znała od lat: poczuła że ta głowa sama się ugina, jak pod wielkim ciężarem.
Ile można być silnym? Ile ciosów od losu można było przyjąć, zanim człowiek w końcu się złamie?
- Tak. Ktoś oblał mnie farbą - powiedziała w końcu, luzując uścisk. Odsunęła się na kilka centymetrów, chcąc unieść kawałek koszulki tak, by móc spojrzeć na farbę, która pokrywała materiał. Oberwało się jej dość mocno, ale nie śmierdziała krwią. Leviathan zaś pachniał siarką i popiołem, ale tak samo teraz pachniała i ona oraz wszystko w Londynie - nie miała powodów, by cokolwiek podejrzewać. Wszystko teraz śmierdziało spalenizną. - Ja... Nie wiem czemu. Powiedział, że kojarzy mnie ze szkoły i że uwzięłam się na niego, bo pochodzi z mugolskiej rodziny. Ale ja go nawet nie pamiętałam, nie wiem kto to był. Przegoniła go jakaś kobieta, dała mi coś do wytarcia się ale farba nie chce zejść.
Faye uniosła dłoń do pozlepianych włosów. Po prawdzie to nawet niespecjalnie próbowała się wyczyścić, bo po prostu nie miała na to czasu. Ani ochoty.
- Mieszkacie na tyle daleko, że nic wam się chyba nie stało? Jak twój ojciec? Rodzina... Ach, muszę znaleźć Nicholasa - w jej oczach błysnęły łzy. Tak wiele osób musiała odszukać, że zaczynała przeczuwać, że nie zdąży odnaleźć wszystkich ludzi na czas. Nie chciała jednak płakać, nie przed Leviathanem. Odwróciła więc głowę, chcąc wbić wzrok w bliżej nieokreślony przedmiot, byleby tylko Rowle nie zauważył, że tak naprawdę to Faye trzyma się naprawdę, naprawdę kiepsko. A wszystko zaczęło się jeszcze w jebanym sierpniu. - I... I Scarlett. I jej narzeczonego. I Maddoxa. Skolla, Hatiego... Sowy nie były w stanie się przebić przez ten dym.
Wymamrotała, wysprzęgając się z imion osób, które były dla niej najważniejsze, ale nigdy nie przyszłoby jej do głowy, że Leviathan wykorzystałby te informacje przeciwko niej - tak samo jak nie przyszło jej do głowy, że Lazarus, wchodząc w posiadanie jej wspomnień, przekaże je Voldemortowi.