• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[08.09.1972] the shipment has arrived | Prudence & Benjy

[08.09.1972] the shipment has arrived | Prudence & Benjy
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#4
12.04.2025, 17:55  ✶  
Zatrzymałem się na chwilę, próbując ocenić sytuację. Tłum wokół nas był gęsty, jakbyśmy weszli w mrowisko. Było ciemno, ale jasność ognia sprawiała, że wszystko wydawało się surrealistycznie rozświetlone. Pożar ogarniał Londyn w sposób, który wydawał się niemożliwy do zrozumienia - każdy skrawek miasta płonął, a niebo, chociaż był środek nocy, było skąpane w dziwnym blasku. Łuna ognia odbijała się od nisko wiszących chmur, oświetlając stolicę w sposób, który przyprawiał o dreszcze. Żar sprawiał, że powietrze było gorętsze niż na pustyni, a dym wypełniał płuca bardziej niż chmura burzy piaskowej, sprawiając, że każdy oddech był wyzwaniem. W powietrzu unosił się duszący smród spalenizny, a krzyki ludzi mieszały się z trzaskiem płomieni.
Czarodzieje i mugole, wszyscy zdezorientowani, szukali drogi do bezpieczeństwa. Miałem czelność obiecać, że odprowadzę nieznajomą pod wejście do Ministerstwa, ale teraz ta obietnica wydawała się wręcz niemożliwa do spełnienia. Mimo tego, że nie znałem imienia brunetki, czułem, że muszę o nią zadbać, i to mi teraz najbardziej ciążyło - ta noc zbliżyła nas do siebie w sposób, którego nie potrafiłem wytłumaczyć. W pewnym sensie, to, co się działo, łączyło nas na poziomie, którego nie mogłem wyjaśnić. Bycie dobrym samarytaninem w takich chwilach nie powinno mieć znaczenia - liczył się tylko instynkt przetrwania, a mój był zaburzony, bo zamiast uciekać z miasta, utknąłem na placu pośród gęstego tłumu z obcą osobą na barkach - dosłownie i w przenośni. Nie znaliśmy się, a jednak czułem, że nie mogę jej zostawić na pastwę losu. Nie mogłem jej tak po prostu postawić gdziekolwiek, w tym mrowiu zniknęłaby bez śladu. Tłum wokół nas zdawał się nie mieć końca. Każdy krok miał być coraz trudniejszy, a ja musiałem się skupić, by nie stracić orientacji.
Wciąż trzymałem ją na plecach, czując jej oddech i ciepło ciała. Czułem jej ciężar i w tę dziwną presję w głowie, ale nie zamierzałem ustąpić. Musiałem zrobić wszystko, co w mojej mocy, by pomóc jej dotrzeć do bezpiecznego miejsca. Kiedy w końcu, po długiej chwili szukania, dostrzegłem grupę ludzi, moja nadzieja wzrosła. Mieli na sobie charakterystyczne ciuchy, które wskazywały, że są z Ministerstwa.
Ulżyło mi, kiedy kobieta przystała na moją improwizację.
- Zuch dziewszyna. - Posłałem jej uśmiech przez ramię. Wdech, wydech. Musiałem się skupić. Chwilę potem wzrok miałem ponownie utkwiony w grupie przed sobą. - Splóbuję się pochyliś. - Powiedziałem, decydując się na ryzykowny ruch. - Ale nie na długo, bo tłum jeszt ciasny, a nie chciałbym dosztaś w głowę od kogoś, kto szię cofnie. Powiesmy, sze będziesz mieś minutę, m'kay? - Potwierdziłem na szybko. Przez chwilę zastanawiałem się, czy to w ogóle ma sens, ale nie miałem innego wyboru, musieliśmy spróbować. Nie wiedziałem, co innego mielibyśmy robić. Próbowałem znaleźć jakieś wyjście, ale tłum był tak gęsty, że czułem się coraz bardziej jak w pułapce - mimo to, wierzyłem, że to, co planowaliśmy, może zadziałać.
W odpowiedzi na protest ze strony brunetki na sugerowanie jej bycia drętwą i późniejszą zaskakującą deklarację, mój umysł na kilka chwil powrócił do wspomnień z 1969 - zaraz potem parsknąłem śmiechem na wspomnienie Woodstocku, który w pewnym sensie wydawał się irracjonalnie odległym wspomnieniem w tej piekielnej nocnej scenerii, jak z innego życia albo podróży na grzybach.
- Wies, Woodstock to była akcja, nawet jak na fesztiwalowe standaldy. Byłem tam. Mam nawet tatuasz na dowód, ale nie pokaszę ci, gdzie... - Powiedziałem, próbując rozładować napięcie. Na dupie - dosłownie miałem tatuaż na dupie. Stereotypowa matka byłaby dumna. -Slobiony igłą, pszes co wdało szię zakaszenie, ale jak pszeszło, to i tak jest cool. - Czułem, jak uśmiech poławia się na mojej twarzy, chociaż sytuacja wokół mnie była tragiczna. - Tam było fajnie, a teras suję szię, jakbym miał naplawdę słego tlipa. - Mruknąłem już do siebie pod nosem, nie wiedząc, czy mnie usłyszała, bo to był mimowolny komentarz. - Czy to będą fesztiwalowe sztuszki? Bo nie wiem, na co mam szię sykowaś. No i... Na kiedy szię umawiamy? Musę wiedzieś, kiedy klepać telmin, bo wkrótse wyjeszczam sklaju. - Spytałem, starając się nieco rozluźnić atmosferę, nawet jeśli świat wokół nas wciąż płonął.
Roześmiałem się w odpowiedzi na jej kolejne słowa. Parsknąłem śmiechem, chociaż w tej chwili wydawało się to absurdalne.
- Musziałabyś szię balso postalaś i dokonaś niemoszliwecho, bo jak do tej poly udaje mi szię dzielnie nie tlaciś głowy pszes szadną kobietę. Niektószy pewnie nawet wybaszyliby ci to mordelstwo i poglatulowali. - Czułem, jak w moim głosie pojawia się rozbawienie, chociaż doskonale wiedziałem, co kryje się za tym żartem. Moje wcześniejsze doświadczenia z kobietami były dalekie od łatwych, a ta noc przypomniała mi o bólu, który towarzyszył mi przez długi czas - niby minął, ale chyba nie do końca...
Zaraz po tym, nie wiedzieć czemu, znów parsknąłem śmiechem. Wiedziałem, że to, co mówiłem, mogło brzmieć lekko, ale dla mnie wiązało się z naprawdę złymi doświadczeniami. Była tylko jedna kobieta, dla której straciłem głowę, a to zakończenie nie było przyjemne. Wspomnienia wracały przez cały wieczór, odkąd ruszyliśmy przez płonące miasto, przywołując obrazy, które wolałem schować głęboko w sobie.
Przechyliłem się do przodu, aby mogła wspiąć się na moje ramiona. Czułem na sobie ciężar jej ciała, ale w tym momencie nie myślałem o tym, jak ciężko będzie mi się poruszać.
- Dobla, mon amie. - Powiedziałem. - Wszpinaj szię. Pamiętaj tylko, szeby machaś identyfikatolem ministelstwa, a nie pokazywać cycki, co za duszo loka, to niesdlowo. - Dodałem z przymrużeniem oka, starając się rozładować napięcie.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (13716), Prudence Fenwick (11356)




Wiadomości w tym wątku
[08.09.1972] the shipment has arrived | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 11.04.2025, 15:42
RE: [08.09.1972] the shipment has arrived | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 12.04.2025, 01:48
RE: [08.09.1972] the shipment has arrived | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 12.04.2025, 12:32
RE: [08.09.1972] the shipment has arrived | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 12.04.2025, 17:55
RE: [08.09.1972] the shipment has arrived | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 13.04.2025, 00:37
RE: [08.09.1972] the shipment has arrived | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 13.04.2025, 17:01
RE: [08.09.1972] the shipment has arrived | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 13.04.2025, 23:05
RE: [08.09.1972] the shipment has arrived | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 14.04.2025, 19:14
RE: [08.09.1972] the shipment has arrived | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 14.04.2025, 23:10
RE: [08.09.1972] the shipment has arrived | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 17.04.2025, 17:23
RE: [08.09.1972] the shipment has arrived | Prudence & Benjy - przez Prudence Fenwick - 17.04.2025, 22:42
RE: [08.09.1972] the shipment has arrived | Prudence & Benjy - przez Benjy Fenwick - 18.04.2025, 19:21

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa