13.04.2025, 11:27 ✶
W przypadku Maddoxa wszystko wyglądało inaczej. Nic nie mogło być z nim proste i to wiedziała Faye od początku, gdy tylko się spotkali w Zakazanym Lesie podczas pełni. On był w amoku, ona - doskonale kontrolowała swoje odruchy. I może nie chodzili razem pod ramię podczas pełni i nie trzymali się za swoje wilkołacze łapki, ale Faye pomagała Maddoxowi walczyć z demonami klątwy księżyca na wszystkich możliwych polach. W formie bestii, w formie ludzkiej - fizycznie, psychicznie. Z czasem ich więź stała się bardzo, bardzo mocna, lecz nie na tyle, by zerwać tę więź, która łączyła go z ojcem. Traversówna była tu na przegranej pozycji - była pewna, że zawsze Maddox wybierze Sforę. I chociaż nie była to prawda, to o tym nie wiedziała. Nie wiedziała że teraz zapewne dostaje kolejne razy, bo te które dostał gdy się spotkali w sierpniu, mogły być niewystarczające.
- Przykro mi - powiedziała szczerze, otaczając Hatiego ramionami. Uścisnęła go mocno, lecz w tym uścisku było wiele smutku i współczucia. - Jak się trzymasz? Potrzebujesz czegoś?
Zadarła głowę, by obdarzyć go współczującym spojrzeniem. Zignorowała dalsze pierdolenie o Sforze i o tym, że skoro buja się z Greybackiem, to jest nie tylko chroniona, lecz również znajduje się na celowniku. Miała to, kolokwialnie mówiąc, w dupie. Głęboko, tam gdzie jelita się przeplatają i gdzie światło nigdy nie dojdzie. To nie było teraz ważne, nie w chwili gdy Hati przyznał, że jego żona umarła. Bardzo chciałaby mu pomóc, ale nie potrafiła znaleźć ani słów, ani gestów, by pokazać że w razie czego może na nią liczyć. Utrata bliskiej osoby zawsze bolała - czasem tak mocno, że ludzie nie potrafili żyć z tego bólu.
Puściła go, a gdy w końcu ruszyli, dziewczyna wzruszyła ramionami. Ile lat? Nie miała pojęcia, straciła rachubę. Trochę namieszała w swoim życiu, lata jej nie było, zostawiła go tu, a jednak zamiast strzelić ją w pysk - podczas pierwszego spotkania nie tylko jej pomógł, ale i nagiął swoje zasady.
- Nie powiedziałam - mruknęła, wciskając dłonie do kieszeni spodni. Skrzywiła się nieco, brzydko. - Nie mogę. To nie jest takie proste, nie tylko Maddox ma nóż na gardle. Pamiętaj, że przez lata nie było mnie w kraju. Pamiętaj, że mam stukniętych rodziców i brata, który pracuje w Ministerstwie, który na pewno nie chciałby, żebym spotykała się z kimś z podziemi.
To było aż urocze, jak bardzo Faye myślała, że Nicholas Travers jest prawy i stoi po właściwej stronie. Rozczulające w chuj.
- Nie mogę mu tego powiedzieć, bo sama wplątałam się w kilka zdarzeń, które mogą mu zagrozić - nie chciała nikomu mówić o Leviathanie, ale czuła że gdyby ten dowiedział się o Maddoxie, mógłby zrobić coś głupiego. Dlatego milczała i odpychała obu mężczyzn, chociaż to właśnie za Greybackiem latała, szukając jego akceptacji i towarzystwa. - Najwyżej znowu zniknę. Czyż nie lepiej jest złamać komuś serce na kilka miesięcy, byle tylko uchronić go przed złamaniem karku?
Zerknęła na Greybacka uważnie. Powinien rozumieć takie dylematy.
- Przykro mi - powiedziała szczerze, otaczając Hatiego ramionami. Uścisnęła go mocno, lecz w tym uścisku było wiele smutku i współczucia. - Jak się trzymasz? Potrzebujesz czegoś?
Zadarła głowę, by obdarzyć go współczującym spojrzeniem. Zignorowała dalsze pierdolenie o Sforze i o tym, że skoro buja się z Greybackiem, to jest nie tylko chroniona, lecz również znajduje się na celowniku. Miała to, kolokwialnie mówiąc, w dupie. Głęboko, tam gdzie jelita się przeplatają i gdzie światło nigdy nie dojdzie. To nie było teraz ważne, nie w chwili gdy Hati przyznał, że jego żona umarła. Bardzo chciałaby mu pomóc, ale nie potrafiła znaleźć ani słów, ani gestów, by pokazać że w razie czego może na nią liczyć. Utrata bliskiej osoby zawsze bolała - czasem tak mocno, że ludzie nie potrafili żyć z tego bólu.
Puściła go, a gdy w końcu ruszyli, dziewczyna wzruszyła ramionami. Ile lat? Nie miała pojęcia, straciła rachubę. Trochę namieszała w swoim życiu, lata jej nie było, zostawiła go tu, a jednak zamiast strzelić ją w pysk - podczas pierwszego spotkania nie tylko jej pomógł, ale i nagiął swoje zasady.
- Nie powiedziałam - mruknęła, wciskając dłonie do kieszeni spodni. Skrzywiła się nieco, brzydko. - Nie mogę. To nie jest takie proste, nie tylko Maddox ma nóż na gardle. Pamiętaj, że przez lata nie było mnie w kraju. Pamiętaj, że mam stukniętych rodziców i brata, który pracuje w Ministerstwie, który na pewno nie chciałby, żebym spotykała się z kimś z podziemi.
To było aż urocze, jak bardzo Faye myślała, że Nicholas Travers jest prawy i stoi po właściwej stronie. Rozczulające w chuj.
- Nie mogę mu tego powiedzieć, bo sama wplątałam się w kilka zdarzeń, które mogą mu zagrozić - nie chciała nikomu mówić o Leviathanie, ale czuła że gdyby ten dowiedział się o Maddoxie, mógłby zrobić coś głupiego. Dlatego milczała i odpychała obu mężczyzn, chociaż to właśnie za Greybackiem latała, szukając jego akceptacji i towarzystwa. - Najwyżej znowu zniknę. Czyż nie lepiej jest złamać komuś serce na kilka miesięcy, byle tylko uchronić go przed złamaniem karku?
Zerknęła na Greybacka uważnie. Powinien rozumieć takie dylematy.