13.04.2025, 12:07 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.04.2025, 12:44 przez Cathal Shafiq.)
Rzucam sobie pod edycję: Jak jest źle?
Uśmiech przemknął przez usta Cathala, krótki i ledwo dostrzegalny.
– Trudno mnie zaciekawić, Ginny – stwierdził, wsuwając dłonie do kieszeni lekkiej kurtki, i obracając w palcach paczkę papierosów, której absolutnie – nie – mógł – tutaj – wyciągnąć. Przykucie uwagi Shafiqa było trudne: utrzymanie tej jeszcze trudniejsze. Początkowo nawet złościł się, że trafił w ogóle do Walii, ale na badania, które naprawdę chciał przeprowadzić, nie miał jeszcze finansowania, a ciotka pchała go rękami i nogami, by zajął się tym miejscem – pewnie po części po to, by w ogóle zatrzymać go po latach na Wyspach Brytyjskich.
Ostatecznie nie żałował, ale jednak to nie tak, że natrafiali tu codziennie na coś aż tak intrygującego.
– Oślepiająca i mordercza, jeśli zbliżyć się za bardzo? – spytał, z typową dla siebie złośliwością. Tim za to przewrócił oczami, mamrocąc coś pod nosem, że z nimi to nigdy nie wiadomo tak naprawdę, i nawet zaczął coś o tym, że teraz przynajmniej jedna wiedźma ubyła, ale zaraz zamilkł, nie chcąc pewnie przypominać Cathalowi o wielkiej kłótni z Letą Crouch – jakby mógł zapomnieć.
Zmierzył go nawet morderczym spojrzeniem, ale wybuch dość skutecznie odwrócił jego uwagę.
Nie potrzeba było nadzwyczajnej spostrzegawczości, aby zorientować się, że jest źle, ledwo minęli resztki kamiennej ściany, niedawno odkopanej spod ziemi, i to mimo tego, że pył i dziwny, szary dym, unosiły się w powietrzu, ograniczając widoczność. Cokolwiek uruchomiła ekipa – jakąś starą pułapkę, barierę pieczęci, artefakt czy może klątwę – nie skończyło się to dobrze. Ziemia osunęła się, częściowo zakopując dół, i osuwała się dalej, w miarę jak jeden z pracowników usiłował się wydostać. Płachta, rozciągnięta w pobliżu, zajęła się ogniem, a gdzieś z pobliża miejsca, gdzie odkopywano resztki murów – i gdzie zapewne znajdować się miała brama – dobiegał czyjś wrzask, ale pył sprawiał, że nie mogli dojrzeć, co się dzieje.
Cathal zaklął głośno po rosyjsku, jednocześnie wydobywając z kieszeni… paczkę papierosów. Zaklął jeszcze głośniej, wypuścił ją z dłoni i tym razem złapał za różdżkę. Zasadniczo to wszystko, co mogło pójść źle, poszło źle – i nawet nawiedziła go myśl, że może Leta na odchodne rzuciła jakąś klątwę, bo ostatnio mieli same kłopoty.
Zamiast rzucić się ratować ludzi, najpierw spróbował przywołać wiatr, by rozproszyć pył, i ocenić sytuację.
kształtowanie
Rzut 1d100 - 83
Uśmiech przemknął przez usta Cathala, krótki i ledwo dostrzegalny.
– Trudno mnie zaciekawić, Ginny – stwierdził, wsuwając dłonie do kieszeni lekkiej kurtki, i obracając w palcach paczkę papierosów, której absolutnie – nie – mógł – tutaj – wyciągnąć. Przykucie uwagi Shafiqa było trudne: utrzymanie tej jeszcze trudniejsze. Początkowo nawet złościł się, że trafił w ogóle do Walii, ale na badania, które naprawdę chciał przeprowadzić, nie miał jeszcze finansowania, a ciotka pchała go rękami i nogami, by zajął się tym miejscem – pewnie po części po to, by w ogóle zatrzymać go po latach na Wyspach Brytyjskich.
Ostatecznie nie żałował, ale jednak to nie tak, że natrafiali tu codziennie na coś aż tak intrygującego.
– Oślepiająca i mordercza, jeśli zbliżyć się za bardzo? – spytał, z typową dla siebie złośliwością. Tim za to przewrócił oczami, mamrocąc coś pod nosem, że z nimi to nigdy nie wiadomo tak naprawdę, i nawet zaczął coś o tym, że teraz przynajmniej jedna wiedźma ubyła, ale zaraz zamilkł, nie chcąc pewnie przypominać Cathalowi o wielkiej kłótni z Letą Crouch – jakby mógł zapomnieć.
Zmierzył go nawet morderczym spojrzeniem, ale wybuch dość skutecznie odwrócił jego uwagę.
Nie potrzeba było nadzwyczajnej spostrzegawczości, aby zorientować się, że jest źle, ledwo minęli resztki kamiennej ściany, niedawno odkopanej spod ziemi, i to mimo tego, że pył i dziwny, szary dym, unosiły się w powietrzu, ograniczając widoczność. Cokolwiek uruchomiła ekipa – jakąś starą pułapkę, barierę pieczęci, artefakt czy może klątwę – nie skończyło się to dobrze. Ziemia osunęła się, częściowo zakopując dół, i osuwała się dalej, w miarę jak jeden z pracowników usiłował się wydostać. Płachta, rozciągnięta w pobliżu, zajęła się ogniem, a gdzieś z pobliża miejsca, gdzie odkopywano resztki murów – i gdzie zapewne znajdować się miała brama – dobiegał czyjś wrzask, ale pył sprawiał, że nie mogli dojrzeć, co się dzieje.
Cathal zaklął głośno po rosyjsku, jednocześnie wydobywając z kieszeni… paczkę papierosów. Zaklął jeszcze głośniej, wypuścił ją z dłoni i tym razem złapał za różdżkę. Zasadniczo to wszystko, co mogło pójść źle, poszło źle – i nawet nawiedziła go myśl, że może Leta na odchodne rzuciła jakąś klątwę, bo ostatnio mieli same kłopoty.
Zamiast rzucić się ratować ludzi, najpierw spróbował przywołać wiatr, by rozproszyć pył, i ocenić sytuację.
kształtowanie
Rzut Z 1d100 - 54
Sukces!
Sukces!